Maria Dębska: Czego o kobiecości nauczyły ją Kalina Jędrusik i ukochana babcia Krysia?
Maria Dębska na 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, na którym otrzymała Złote Lwy za Najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą.
Fot. Akpa

Maria Dębska: Czego o kobiecości nauczyły ją Kalina Jędrusik i ukochana babcia Krysia?

Maria Dębska za kreację Kaliny Jędrusik w filmie "Bo we mnie jest seks" dostała Złote Lwy w Gdyni. Jednak to niejedyny profit. Rola Kaliny była dla Marii Dębskiej lekcją kobiecości. Dojrzałej, niezależnej, silnej. I nawet gdy po zejściu z planu odkleiła sztuczne rzęsy swojej bohaterki, to coś z jej charakteru pozostało.

Miała zostać słynną pianistką. Od dziecka ćwiczyła grę na fortepianie, zaczęła nawet studia w Akademii Muzycznej w Łodzi. Ale instrument to despotyczny towarzysz, pochłaniał cały jej czas, a ona tęskniła do bycia artystką wśród ludzi. Może aktorstwo? W tajemnicy podeszła do egzaminu i dostała się do łódzkiej filmówki. Weszła w aktorstwo z rozmachem. Rola Marii Stuart przyniosła jej Złotą Maskę, nagrodę za najlepszy debiut. W filmach i serialach była policjantką, wojenną dziewczyną, alkoholiczką. Zagrała Aleksandrę Szczerbińską, kochankę i późniejszą żonę marszałka Piłsudskiego. Wreszcie główną rolę kobiecą w filmie Katarzyny Klimkiewicz Bo we mnie jest seks. Dzięki Kalinie Jędrusik Maria Dębska wypływa na szerokie wody. Perfekcjonistka, kocha Włochy, wzrusza się, oglądając Króla Lwa, wciąż uwielbia zasiąść do fortepianu, zagrać Bacha i Beethovena.

Twój STYL: Lubi pani tę epokę? Lata sześćdziesiąte, Kabaret Starszych Panów i czarno-biały świat, bo takie były telewizory...

Maria Dębska: Mimo że wiedziałam, że film będzie w kolorze, kiedy weszłam na plan i zobaczyłam nagraną przez nas pierwszą scenę, poczułam się dziwnie, bo w mojej wyobraźni Kalina wciąż była czarno-biała. Musiałam się z tym kolorem oswoić. Cieszę się, że Kasia Klimkiewicz zdecydowała się opowiedzieć tę historię w tak barwny sposób, bo to nie były czasy takie szare, jak myślimy. W tych czasach ludzie spotykali się na domówkach, w klubach, w SPATiF-ie, tańczyli, gadali godzinami nad kubkiem herbaty, żeby pobyć ze sobą. Moja babcia, której młodość przypadła na lata 60., miała niesamowity styl, potrzebę spotykania się z ludźmi, życia pełną gębą. Była dla mnie punktem odniesienia w myśleniu o tamtych czasach: kiedy było wszystkiego mało, ale to, co było, lepiej smakowało. Pytałam nieraz babcię, widząc na jej zdjęciu niesamowity naszyjnik: skąd miałaś coś takiego w PRL-u? A ona na to: „Zrobiłam sobie z folii aluminiowej!”.

Pani dorastała w rodzinie kobiet silnych i niezależnych?

W domu rodzinnym dziadków pod Warszawą, gdzie spędziłam dużą część dzieciństwa, na samym dole mieszkała prababcia, wyżej ja z mamą, nad nami babcia i na samej górze siostra mamy z rodziną. Kobiet było więcej, to był głośny dom, bo czasami mówiłyśmy wszystkie naraz. Zarządzał tym domem mężczyzna, bo mój cudowny dziadek był nieco autorytarny. Ale to był zdecydowanie dom mocnych kobiet z wyobraźnią, wszystkie były silnymi jednostkami. Babcia Krystyna działała w Solidarności, później zajmowała się prowadzeniem domu. To było niezwykłe, że umiała być taka „domowa”, a zarazem mocna, charakterna.

Miała z nią pani szczególną więź?

Tak i jestem do niej fizycznie podobna, chociaż uważam, że była dużo ładniejsza ode mnie. Miała swego czasu wymiary 90–60–90, była niesamowitą "laską" z ostrym charakterkiem. Ona również była dla mnie inspiracją przy filmie, łączyła ciepło i domową kobiecość, a jednocześnie była chodzącym seksapilem i tak jak Kalinę otaczał ją dym z papierosa. Miała szyk i ogromne serce. Kiedy ktoś jej mówił: "Ale to ładne!" – szal, pierścionek, bransoletka – to zdejmowała i oddawała. Właściwie dopiero teraz odkrywam, jak bardzo babcia Krysia mnie ukształtowała.

Filmowa Kalina ma 32 lata, pani w maju skończyła 30. Okrągłe urodziny przyniosły jakiś przełom?

Wiele kobiet mówi mi, że czas po trzydziestce jest fajniejszy niż etap dwudziestolatki, że zaczyna się więcej myśleć o sobie, mniej o oczekiwaniach innych. Dekadę temu byłam rozedrgana, nie wiedziałam, co robić w życiu, grałam na fortepianie, nie myślałam o aktorstwie. Teraz wiem, że to zawód, który mnie napędza. A rola Kaliny dodała mi sił i wiary w siebie. Ale wiem też, że nie zamierzam zadomowić się w jej szufladzie. Zdejmuję długie sztuczne rzęsy, zmywam mocny makijaż i z radością idę w innym kierunku...

Cały wywiad dostępny w grudniowym wydaniu "Twojego Stylu".

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również