Patti Smith, matka chrzestna punk rocka
Patti Smith
Fot. Reporters / Goethals/REPORTER/East News

Patti Smith, matka chrzestna punk rocka

Była na szczycie, kiedy zrezygnowała z muzyki i poświęciła się życiu rodzinnemu. Fani mieli jej to za złe, bo oto ona, niepokorna buntowniczka i ikona feminizmu, wyżej postawiła małżeństwo oraz dzieci niż karierę. Kim jest Patti Smith, jedna z najważniejszych kobiet w historii rocka? 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez This is Patti Smith (@thisispattismith)

Długie siwe włosy, białe męskie koszule, czarne marynarki lub skórzane kurtki, ciężkie buty w motocyklowym stylu. Patti Smith za chwilę skończy 74 lata, ale wciąż wygląda jak rasowa przedstawicielka nowojorskiej bohemy. Nonszalancka, nieco androgyniczna ikona stylu unisex. „Nawet jako dziecko wiedziałam, czego nie chcę. Nigdy nie chciałam nosić czerwonej szminki. Kiedy moja matka mówiła, że powinnam ogolić nogi, pytałam dlaczego. Nigdy nie rozumiałam, czemu musimy w określony sposób prezentować siebie światu. Mój styl mówi: „spójrz na mnie lub nie”. To komunikat typu „nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz” - przyznała kiedyś. Kiedy w latach 60. próbowała kupić kanapkę w kawiarni na Manhattanie, ale zabrakło jej 10 centów, podszedł do niej Allen Ginsberg, amerykański poeta i legenda pokolenia beatników, dorzucił brakującą kwotę i zaprosił ją na kawę. Dopiero kiedy próbował ją pocałować, zdziwił się: „To ty jesteś dziewczyną? Myślałem, że ładnym chłopcem!” . Bo dla Patti Smith w wyglądzie i modzie nigdy nie istniały granice płci, podobnie jak w muzyce nie uznawała podziału na gatunki. I choć została okrzyknięta matką chrzestną punk-rocka, jej poetyckiej twórczości nie da się zaszufladkować. Smith to prawdziwy oryginał, a jej debiutancka płyta „Horses” trafiła na listę 100 najważniejszych albumów w dziejach muzyki.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez This is Patti Smith (@thisispattismith)

Artystyczny romans

Zawsze czuła się inna. Kiedy jej koleżanki chodziły na potańcówki, ona zaczytywała się w poezji Williama Blake’a i Charlesa Baudleaire’a, a zamiast nosić modne krótkie spódniczki wybierała swoje ulubione sztruksowe spodnie. Pisała wiersze, malowała obrazy, słuchała Boba Dylana i Jima Morrisona, ale nie  marzyła o zostaniu artystką. Nie chciała powtórzyć losu swojej matki, śpiewaczki jazzowej, która skończyła jako kelnerka. Jej plan był inny: miała zostać nauczycielką i wieść spokojne, ustabilizowane życie. I pewnie tak by się skończyło, gdyby nie niechciana ciąża. Patti musiała rzucić szkołę zawodową i wyjechać, bo jej rodzice obawiali się skandalu. Po tym, jak urodziła córkę, oddała ją do adopcji, bo nie była gotowa na macierzyństwo, a sama trzy miesiące po porodzie udała się do Nowego Jorku. Był 1967 rok, a ona miała przy sobie tylko trochę ubrań, pędzle do malowania i tomik wierszy Rimbauda. To był jej punkt zwrotny. Postanowiła, że musi nadać swojemu życiu sens. I że tym sensem jest zostanie artystką. 

To w Nowym Jorku poznała mężczyznę, który ją ukształtował - Roberta Mapplethorpe.  Kiedy się poznali, oboje byli piękni, niezwykle twórczy i spłukani. Zamieszkali razem w słynnym wśród artystów Chelsea Hotel, bo tylko tam było ich stać na wynajem pokoju. „W latach 60. i 70. kult celebrytów był zarezerwowany dla gwiazd kina i bogaczy. Paparazzi nie obchodziła Janis Joplin, oni uganiali się za Jackie Kennedy. Robert i ja mieszkaliśmy w Chelsea Hotel razem z takimi artystami jak Salvador Dali i Joplin, i nikt się nami nie interesował. Oczywiście my byliśmy nieznani i biedni, więc wynajmowaliśmy najmniejszy pokój, a Janis miała trzy czy cztery duże apartamenty, ale różniła nas tylko ekonomia. Poza tym wszyscy czuliśmy się równi. Ubieraliśmy się tak samo, słuchaliśmy podobnej muzyki, wszyscy protestowaliśmy przeciwko wojnie w Wietnamie. Tam nikt nie był gwiazdą, z którą fani chcą robić sobie zdjęcia, byliśmy po prostu ludźmi” - mówiła potem Smith. To właśnie ona namówiła Mapplethorpe’a, żeby zaczął fotografować, a on przekonał ją, żeby swoje wiersze przerobiła na teksty piosenek. Efekt? Ona nagrała w 1975 r. debiutancką płytę „Horses”, połączenie wczesnego punk rocka z poezją, która okazała się hitem, a on zrobił czarno-białe zdjęcie na okładkę, która do dziś inspiruje fotografów mody oraz stylistów. Wokalistka stoi na nim w białej koszuli i czarnych obcisłych spodniach, a przez ramię na przerzuconą marynarkę. „W tamtych czasach nie istniało takie określenie jak „ikona stylu”. Ja po prostu kopiowałam Boba Dylana, francuskich symbolistów i chłopców z katolickich szkół, którzy nosili świetne mundurki” - śmiała się po latach wokalistka. Jej związek z Mapplethorpem rozpadł się, kiedy fotograf uświadomił sobie, że jest homoseksualistą, ale ich przyjaźń przetrwała aż do jego śmierci na AIDS w 1989 roku.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez This is Patti Smith (@thisispattismith)

Żona z przedmieścia

Po gigantycznym sukcesie debiutanckiego albumu Patti wydała jeszcze trzy: „Radio Ethiopia”, „Wave” i „Easter”, na którym znalazł się nagrany wspólnie z Brucem Springsteenem i do dziś grany w radiu singiel „Because the Night”. A potem wokalistka zniknęła. Nie tylko z Nowego Jorku, ale ze sceny muzycznej w ogóle. Krążyły plotki, że przedawkowała narkotyki lub że jej nowy partner, gitarzysta Fred „Sonic” Smith, jest zazdrosny o jej zawodowe sukcesy i nie pozwala jej tworzyć. Ale sama Patti komentuje to jednoznacznie: „W tamtym momencie zdążyłam powiedzieć w muzyce wszystko, co miałam do powiedzenia”. Przeprowadziła się więc na przedmieścia Detroit, gdzie mieszkał Fred, i wyszła za niego za mąż. „Dla niego zmieniłabym nawet nazwisko, gdyby nie to, że już nazywałam się Smith” - żartowała. Para doczekała się dwójki dzieci, syna Jacksona i córki Jesse, a piosenkarka przez 16 lat wiodła szczęśliwe życie pani domu. Nie przejmowała się nawet złośliwymi komentarzami, że sprzedała swoje feministyczne ideały. Sielanka skończyła się, kiedy Fred zmarł niespodziewanie w 1994 r. Ale to był dopiero początek tragedii: miesiąc po śmierci męża wokalistka straciła ukochanego brata, a wkrótce odeszli też jej rodzice. Załamana Patti zaczęła szukać pocieszenia w muzyce i wróciła na scenę. Początki były trudne, podczas koncertów zapominała słów piosenek albo przerywała je w połowie żeby wygłosić tyradę na temat, który właśnie wpadł jej do głowy. Ale potem zaczęła wydawać kolejne albumy, zawsze mocno zaangażowane społecznie i politycznie. A wkrótce pojawiły się dwie kolekcje ubrań, wystawy fotografii, książki. Ostatnia to wydana w 2020 r. przez wydawnictwo Czarne „Rok Małpy”. Bo choć Patti Smith jest coraz mniej aktywna na rynku muzycznym, to wciąż pozostaje ikoną. Te długie siwe włosy i oversize’owe czarne garnitury… po siedemdziesiątce chcę wyglądać jak ona!

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również