materiał partnerski

Świadoma pielęgnacja jest ważniejsza niż trendy. Rozmawiamy z Joanną Draniak-Kicińską z BANDI Cosmetics

Świadoma pielęgnacja jest ważniejsza niż trendy. Rozmawiamy z Joanną Draniak-Kicińską z BANDI Cosmetics
Fot. Mat. prasowe

O tym, jak pasja przekłada się na pracę, dlaczego intuicja w biznesie wciąż ma ogromne znaczenie i jak konsekwentnie budować markę, która zdobywa zaufanie klientów, rozmawiamy z Joanną Draniak-Kicińską, dyrektorem ds. rozwoju strategicznego BANDI Cosmetics. 

Marka BANDI świętuje swoje 40-lecie. Jak wyglądały jej początki?

Najlepiej odpowiedziałaby na to pytanie moja mama, bo to ona jest założycielką marki i to ona 40 lat temu podjęła bardzo odważną decyzję, by spróbować swoich sił w prywatnym biznesie. Dla niej było to spełnienie marzeń i realizacja ogromnej pasji do tworzenia kosmetyków.

Ja jako kilkuletnia wówczas dziewczynka, nie byłam tym zachwycona, bo firma zabierała mi mamę. Pochłonięta ciężką pracą i budowaniem marki, miała mniej czasu dla rodziny. Dziś jednak doskonale rozumiem, jak angażujące było to przedsięwzięcie.

Pomysł na markę zrodził się z potrzeby. Mama interesowała się kosmetykami, rozmawiała o nich ze swoją siostrą mieszkającą za granicą i bardzo denerwowało ją to, że w Polsce takich produktów po prostu nie było. Chciała tworzyć kosmetyki, które będą dawały kobietom przyjemność stosowania i realnie poprawiały komfort życia. Od 20 lat ja też staram się realizować te założenia.

BANDI to marka tworzona przez kobiety i dla kobiet. Czy pamięta Pani moment, w którym zrozumiała, że to nie tylko biznes, ale też osobista pasja?

Te płaszczyzny bardzo się przenikają. Wydaje mi się, że trudno stworzyć biznes, jeśli nie jest on jednocześnie pasją. Budowanie czegokolwiek wymaga ogromnych nakładów: energii, emocji, czasu i wielu wyrzeczeń. Trzeba mieć w sobie motywację oraz jasno określony, długofalowy cel, do którego konsekwentnie się dąży. Jeżeli ktoś nie wierzy w to, co robi, to musi być mu bardzo trudno.

Ja osobiście nie wyobrażam sobie robić czegoś, co nie byłoby zgodne ze mną. Oczywiście zdarzają się momenty zwątpienia, zmęczenia albo pytania, czy ta pasja nadal jest tak silna jak kiedyś. Wiem jednak, że bez niej ta praca byłaby niemożliwa.

Współczesne klientki są dziś bardziej świadome niż kiedyś, a rynek kosmetyczny bardzo się zmienił. Jakie największe zmiany Pani obserwuje?

Kiedy BANDI startowało, nie było ani nowoczesnych surowców, ani urządzeń do produkcji, ani targów, które dziś są dla nas źródłem inspiracji i dają możliwość zakupu komponentów z najodleglejszych zakątków świata. Choć mama jest z wykształcenia chemikiem, dostęp do aktualnej, nowoczesnej wiedzy był wtedy bardzo ograniczony i zdobywanie informacji technologicznych stanowiło ogromne wyzwanie.

Ale rynek też wyglądał zupełnie inaczej. Sprzedawało się wszystko, ponieważ potrzeby były ogromne. Kobiety po prostu chciały mieć dostęp do kosmetyków.

Nawet kiedy ja przejęłam firmę 20 lat temu, klientki były zupełnie inne niż dziś. Nie analizowały składów, nie znały INCI, bardziej liczył się wygląd opakowania czy reklama z udziałem celebrytki. Dzisiaj konsumentki są dużo bardziej świadome i dla mnie to jest ogromna wartość. Bardzo lubię pracować z klientem, który chce wiedzieć więcej, rozumie składniki i chce poznawać produkty, sięgając głębiej.

Branża beauty balansuje dziś między nauką, trendami z TikToka i presją perfekcyjnego wyglądu. Jak budować w tym świecie autentyczną markę?

Od początku staramy się być konsekwentni. Nie skaczemy z trendu na trend i nie odpowiadamy na każdą chwilową modę. Zawsze zastanawiamy się, po co tworzymy dany produkt i komu ma on pomóc.

W naszych mediach społecznościowych jest dużo wiedzy – czasem słyszymy nawet, że komunikacja jest zbyt naukowa albo że powinno być więcej prostych haseł sprzedażowych. My jednak chcemy traktować naszych odbiorców tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani – uczciwie i z szacunkiem.

Dzisiaj rynek jest bardzo trudny. Sama czasem, stojąc przed półką w drogerii, myślę, że dzisiejszy klient naprawdę nie ma łatwego zadania, ponieważ liczba produktów, obietnic i komunikatów jest ogromna, a wybór naprawdę niełatwy. Dlatego uważam, że jest miejsce na spokojne budowanie jakości i długofalowych relacji. Nawet bardziej niż kiedyś.

IMG_4843

Jak, mając do wyboru ogrom kosmetyków, wybierać je mądrze, adekwatnie do potrzeb skóry?

Zawsze rekomendujemy diagnozę u kosmetologa lub dermatologa. Ważne jest, aby dobrze znać swoją skórę, jej rodzaj i rzeczywiste potrzeby.

Kolejny krok to edukacja. Dziś mamy niemal nieograniczony dostęp do wiedzy, która jest na wyciągnięcie ręki, dlatego warto sprawdzać i wybierać produkty nie na podstawie wyglądu opakowania, lecz tego, co znajduje się w środku.

Trzeba jednak pamiętać, że sam skład to nie wszystko. Można stworzyć pięć produktów o identycznym INCI, a każdy z nich będzie działał inaczej. Duże znaczenie ma sposób recepturowania, moment dodania składników, czas mieszania czy jakość i pochodzenie surowców. Przykładowo: D-pantenol od różnych dostawców może różnić się jakością, a tym samym skutecznością działania. To właśnie te niuanse mają ogromne znaczenie.

Sukces w branży beauty wymaga dziś wiedzy, ale też intuicji. Czy ufa Pani swojemu instynktowi?

Tak, zdecydowanie. Oczywiście analizujemy rynek i liczby, ale są produkty, w które po prostu wierzymy. Dobrym przykładem jest nasze masełko do demakijażu. Kiedy je tworzyliśmy, dystrybutor nie chciał wprowadzać go do sprzedaży. Musieliśmy mocno przekonywać, że ten produkt ma sens i że klientki go pokochają.

I rzeczywiście tak się stało – do dziś to jeden z naszych największych hitów, mimo że później pojawiło się wiele podobnych produktów na rynku. To pokazuje, że czasami warto zaufać intuicji i konsekwentnie iść swoją drogą.

A czy słuchacie także konsumentek przy tworzeniu kosmetyków?

Bardzo często kierujemy się opiniami – zarówno kosmetyczek, dermatologów, jak i samych użytkowniczek. Zdarza się, że ktoś mówi: „Używam waszej serii, ale wciąż mam problem z opuchniętymi oczami – czy możecie stworzyć coś na ten problem?”. Takie sygnały są dla nas bardzo ważne i często stają się punktem wyjścia do pracy nad nowymi formułami.

Lubimy takie wyzwania. Nasz zespół R&D ma dużą wiedzę i doświadczenie, ale równie ważna jest dla nas możliwość sprawdzenia jej w praktyce i szukania nowych rozwiązań odpowiadających na realne potrzeby klientek.

Z okazji 40-lecia BANDI, w ramach podziękowania dla naszych klientów i przyjaciół marki, zorganizowaliśmy plebiscyt, w którym można było głosować na ulubiony produkt. W styczniu wygrał Peptydowy krem odmładzający do twarzy, szyi i dekoltu Gold Philosophy. Zwycięski kosmetyk można było kupić w limitowanym opakowaniu w cenie 40 zł. We wrześniu odbędzie się kolejny ranking – ciekawa jestem, co tym razem wybierze społeczność BANDI.

bandi-jubileusz-

Jak wygląda Pani osobista relacja z pielęgnacją? Czy ma Pani własne rytuały piękna?

Pielęgnacja zawsze była dla mnie czymś naturalnym. Nie traktuję jej jako obowiązku czy pogoni za perfekcją, ale raczej jako formę dbania o siebie i swój komfort.

Najważniejsza jest regularność i dobrze dobrane kosmetyki. Zawsze powtarzam, że najpierw trzeba poznać potrzeby skóry, najlepiej konsultując się z kosmetologiem lub dermatologiem, a dopiero później wybierać produkty.

O czym marzy dziś Joanna Draniak-Kicińska jako właścicielka BANDI?

Marzę o tym, żebyśmy nigdy nie musieli zmieniać naszego DNA. Żebyśmy mogli pozostać wierni jakości i filozofii, którą budujemy od lat, i nigdy nie musieli iść na kompromisy kosztem produktu.

A prywatnie? Chyba o większej ilości czasu, bo to dziś najbardziej deficytowy towar. Ale na pewno nie mogę narzekać na nudę! Moja praca jest bardzo różnorodna, cały czas dzieje się coś nowego – i to też jest piękne.