Wkurzone jak diabli. Jak okazywać złość?
Fot. iStock

Wkurzone jak diabli. Jak okazywać złość?

Poradniki zwykle zawierają tezę, że my kobiety - chcemy być miłe i tłumimy złość, bo zostałyśmy wychowane tak by jej nie wyrażać, tylko się uśmiechać. Ale czy to nadal prawda o kobietach?  Pytamy o to eksperta, psychologa emocji – Ewę Jarczewską -Gerc z Uniwersytetu SWPS.

Czy są nam jeszcze potrzebne poradniki typu jak być niegrzeczną dziewczynką”?
Już nie. To była  prawda o pokoleniu naszych matek, babek:  rzeczywiście były wychowywane na miłe i posłuszne osoby. Bardziej niż w Polsce było to widoczne w innych częściach świata, mniej dotkniętych wojną, komunizmem.

Polskie dziewczynki i kiedyś musiały sobie radzić, a nie być miłe i słodkie?
Tak, choć i je uczono posłuszeństwa, ustępliwości wobec mężczyzn. Poza tym, niezależnie od sposobu wychowania, kobietom zawsze bardziej niż mężczyznom zależy na opinii otoczenia, chcą być lubiane, ponieważ są zorientowane na relacje z innymi.

Słyszała pani co przydarzyło się kiedyś aktorce Edycie Olszówce? Na spacerze z psem została pobita smyczą i obrzucona obelgami przez właścicielkę suczki, do której zalecał się jej pies. Pani ze smyczą raczej nie była zorientowana na miłe relacje z otoczeniem.
Kilkanaście lat temu byłam na stażu w USA i tam po raz pierwszy zobaczyłam, jak biją się kobiety. Dwie dorosłe dziewczyny szarpały się  i policzkowały. Poszło o mężczyznę. Dla mnie to był szok, ale tam nikt nie był specjalnie przerażony. Przyczyna tej otwartej agresji jest taka, że ruch feministyczny uwrażliwił kobiety na  objawy nierównego traktowania płci. Dałyśmy więc sobie prawo do zachowywania się jak mężczyźni: skoro oni mogą wrzeszczeć, kląć i bić się, to i my możemy. Dziś w Polsce dużo się mówi o agresywnych gimnazjalistkach. One po prostu przejmują chłopięce zachowania. Pokazują, że też tak umieją. W końcu my tez jesteśmy ludźmi. Przychodzi frustracja i jak mężczyźni mamy rzut adrenaliny kortyzolu i noradrenaliny do krwi.

Możemy kląć, wrzeszczeć i bić jak mężczyźni. Pytanie, czy to się nam opłaca?

Mówi się, ze publiczne okazywanie złości jest potwierdzeniem wysokiego statusu. Gniewa się tylko ten, kto może sobie na to pozwolić.
Męski autorytet rzeczywiście rzadko traci na ujawnianiu gniewu, ale kobiecy jednak tak. W sytuacjach zawodowych, gdy mamy rywali zawsze można kobiecy gniew zlekceważyć, nazwać skutkiem PMS, zarzucić brak samokontroli emocjonalnej. Trzeba o tym pamiętać. Chociaż mamy równe prawa, bywamy oceniani inaczej. Okazywanie złości przez kobiety często kojarzy się ze słabością, nie z siłą.

Wielu psychologów przekonuje, że musimy nauczyć się uwalniać złość, bo inaczej grozi nam depresja. Często stawiają nam za przykład dzieci, które (cytuję amerykańską psychoterapeutkę Marcię Cannon) „złoszczą się totalnie, gdy na przykład bronią swojej zabawki. W naturalny sposób uwalniają trudne emocje i tego powinnyśmy się od nich uczyć”.  
To jest nieprawda. Dzieci maja oczywiście prawo okazywać złość. Natomiast pomysł, że dorośli powinni ich naśladować to kompletna pomyłka! Ludzki mózg wyposażony jest, mówiąc w skrócie, w dwa systemy: gorący i chłodny.  System gorący to przede wszystkim ciało migdałowate które jest przygotowane do działania już w momencie narodzin. Dzieci posługują się nim od początku - komunikując emocje i pokazując nam czy są zadowolone, czy im czegoś brak. Natomiast drugi system, chłodzący (płaty czołowe, hipokamp) jest systemem wiedzy i dojrzewa w trakcie naszego rozwoju. Dziecko nim nie dysponuje, on rozwija się z wiekiem, podczas gromadzenia doświadczeń. Dzięki temu systemowi potrafimy ocenić sytuację na chłodno, odwołać się do pamięci, podjąć właściwą decyzję. Słowem, jako dorośli korzystamy z obu tych układów i jest nieporozumieniem namawianie nas byśmy zrezygnowali z wiedzy, dojrzałości i zachowywali się jakbyśmy nie mieli systemu chłodzenia.

Czyli dzieci mają prawo okazywać złość, bo dopiero się rozwijają. My dorośli nie powinniśmy? Złość nie jest zdrowa? Niektórzy psychologowie twierdzą, że jeśli nie będziemy jej uwalniać na bieżąco doprowadzi do depresji lub niekontrolowanego wybuchu.
Autorzy tej psychopapki poradniczej której pełno w księgarniach często nawiązują do freudowskiej koncepcji  zwanej „hydrauliczną”. Zgodnie z nią, jeśli jakiejś emocji się nie ujawnia, to ona się kumuluje w postaci energii i w pewnym momencie wybucha, jak z zaczopowanego hydrantu. Ale to nie jest teoria naukowa. Z badań jednoznacznie wynika coś wręcz przeciwnego. Nie jest tak ze jeśli na kogoś nawrzeszczymy to się wyciszymy, opróżnimy jak czajnik z którego wylała się woda. Im silniej uwalniamy gniew dzisiaj, tym mocniej zrobimy to w przyszłości.

Ekspresja negatywnych emocji nie powoduje żadnego katharsis.

Dlaczego?

Kiedy folgujemy emocjom nie czujemy się lepiej, lecz gorzej: mamy wyrzuty sumienia, jesteśmy z siebie niezadowoleni. Czasem powiedzieliśmy rzeczy, których nie da się odwołać, wymazać. I co dalej? Żeby tego nie czuć przekonujemy samych siebie, że racja była po naszej stronie. Usprawiedliwiamy się przed sobą.

Mówimy: miałam prawo wybuchnąć, powiedziałam tylko prawdę, nikt mi nie będzie właził na głowę, czy można inaczej rozmawiać z chamem?
To powoduje, że następnym razem zachowamy się tak samo: wybuchniemy jeszcze mocniej. A to znowu obniży naszą samoocenę. Psychologia jest tu jednoznaczna: ekspresja gniewu niczego dobrego nam nie przynosi, tylko wyrzuty sumienia, obniżoną samoocenę i zwiększoną irytację. Badania pokazują, że jeżeli potrafimy nad sobą zapanować w złości, nasza poczucie wartości rośnie. Lepiej oceniamy osoby które potrafią się kontrolować, uznajemy to za dowód dojrzałości. I gdy nam się udaje, jesteśmy z siebie dumni.

Złości nie trzeba wyładować?
Gniew to rzeczywiście jest energia z którą cos trzeba zrobić, nie zniknie sama. Trzeba nauczyć się ją wyrzucać inaczej: nie w innych ludzi. Jest wiele badań pokazujących, że mówienie i pisanie o tym co czujemy, uwalnia trudne emocje. Piszmy pamiętnik, mówmy o swojej złości koleżance, mamie.

Bić poduszkę, iść do lasu i tam się wykrzyczeć – to dobre sposoby?
To nie pomaga. Złość ujawniona czynnie - narasta. Lepiej wyjdźmy pobiegać, popływać, idźmy na siłownię, zapiszmy się na boks. Sport bardzo dobrze rozładowuje emocje.

Stara dobra metoda: złość wisi w powietrzu, wychodzimy na spacer?
Trzy razy wokół domu i okaże się, że dziecko nie jest takie irytujące. Złe emocje są i będą. Są wdrukowane w kontakt z drugim człowiekiem. Nie sposób nie czuć złości w stosunku do dzieci, partnera, rodziców. Nie jest tak że dobra matka ma wyłącznie dobre emocje – nikt taki nie istnieje. Mamy prawo czuć złość, agresję, wściekłość – ale nie mamy prawa ujawniać ich bijąc, obrażając, klnąc i obrzucając wyzwiskami. Gdy się zdarzy, trudno, przeprośmy, powiedzmy „uniosłam się, to było złe, przepraszam” i koniec. Nie usprawiedliwiajmy się przed sobą, nie utwierdzajmy w prawie do wrzasku, bo to się kompletnie nie opłaca. Wyciągnijmy z tego lekcję na przyszłość.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny, wykłada psychologię emocji i motywacji na Uniwersytecie SWPS w Warszawie.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również