Portret

Agnieszka Żulewska: "Macierzyństwo to miłość, o której istnieniu nie miałam pojęcia"

Agnieszka Żulewska: "Macierzyństwo to miłość, o której istnieniu nie miałam pojęcia"
Agnieszka Żulewska pierwszy raz opowiada o macierzyństwie
Fot. Eastnews

Jako aktorka Agnieszka Żulewska idzie swoją ścieżką. Jej skandynawska uroda skrywa niepokorny charakter i kreatywność. Utalentowana, pracowita, otwarta na ludzi. Szczęśliwie zakochana, Niedawno została mamą, o czym opowiedziała tylko nam.

Agnieszka Żulewska przyznaje, że ma teraz dobry czas. – Ale trudno nieustannie cieszyć się swoim szczęściem, macierzyństwem, kiedy na naszych oczach co chwilę kończy się świat – mówi. – Od sierpnia zeszłego roku w przygranicznych lasach walczą o swoje życie ludzie próbujący przedostać się do Unii Europejskiej. Jak pomagać, jak o tym czytać, jak cieszyć się z nowego życia we mnie, kiedy na naszych oczach umierają ludzie?

Miała silną potrzebę zaangażowania się. Nie było to jednak łatwe. – Jak miałam, będąc w ciąży, aktywnie uczestniczyć w pomocy? Z kolei, gdy wybuchła wojna w Ukrainie, byłam na miesiąc przed porodem. Znów wulkan uczuć i niemożność przyjęcia do domu uchodźców, bo czeka się na małego człowieka.

Teraz jesteśmy świadkami śmierci rzeki Odry. Syn ma cztery miesiące, a od początku jego istnienia złe wydarzenia wzbierają. Najważniejsze: chronić go, chronić siebie, czyli czasem unikać wiadomości, nie wiedzieć.

Agnieszka Żulewska: aktorka pierwszy raz opowiada o byciu mamą 

Ponad rok temu wynajęła na kilka dni dom pod Warszawą. Pojechała tam z bliskimi. Postanowiła celebrować wejście w 35. rok życia. - Nie bardzo lubiłam swoje urodziny, choć są 26 czerwca i nawet jak pada, jest pięknie – mówi. - Postanowiłam to zmienić. Wspaniale spędziliśmy ten czas. Niedługo potem okazało się, że jestem w ciąży. W ten sposób symbolicznie zamknęłam etap młodości, luźnego, nieskrępowanego obowiązkami życia.

– Aga jest teraz w bardzo dobrym momencie: szczęśliwa mama, ale i w świetnej formie zawodowej - mówi przyjaciółka Marta Ojrzyńska, aktorka. – Jeszcze w pandemii spędziliśmy kilka dni pod Warszawą, świętując jej urodziny. Były wspólne śniadania, przepyszne jedzenie, wieczorne rozmowy, tańce i dużo śmiechu. Pandemia zweryfikowała relacje, niektóre się pokończyły, inne wzmocniły. Mieliśmy mniej pracy, więc dużo rozmawialiśmy najpierw na różnych komunikatorach, a potem spotykaliśmy się i celebrowaliśmy czas razem. W Warszawie mieszkamy bardzo blisko siebie i często się widujemy, ale ostatnio zbliżyło nas macierzyństwo, ja mam sześcioletniego synka. Aga świetnie odnajduje się w nowej roli, jest czułą i uważną mamą Gucia. Z przyjemnością patrzę, jak się rozwija ich relacja, a często ten pierwszy okres macierzyństwa bywa trudny. Przed porodem dałam jej list, co się zmieni, na jakie momenty powinna uważać. Przypięła go do lodówki. Ale ona ma ogromną intuicję i jej słucha.

– Macierzyństwo Agi jest dla mnie wzruszające – dodaje przyjaciółka Justyna Wasilewska, aktorka. - Gdy zobaczyłam ją pierwszy raz z synkiem na rękach, poczułam od nich błogi spokój. Taki, który pamiętam. Bił od Agi, kiedy po całonocnych wyprawach po mieście na jakiejś ławce zaskakiwał nas warszawski świt. Czasem tęsknię za tymi czasami. Ale równie mocno cieszę się tym teraz i jestem ciekawa, jak jeszcze będzie się jej to życie napełniać, cieszę się naszą przyjaźnią i tym, że mogę ją obserwować na przestrzeni czasów, zdarzeń, widzieć, jak się zmienia i jak zostaje sobą.

Agnieszka przyznaje, że macierzyństwo to miłość, o której istnieniu nie wiedziała. - Dopiero teraz zrozumiałam historie o matkach, które są w stanie podnieść tira - wyznaje. - To siła, która się w nich rodzi, aby obronić dziecko, gdy coś mu grozi. Wcześniej grała matkę. W „Chemii” wcieliła się w chorą na raka piersi Lenę Zybert, która dowiaduje się, że jest w ciąży. – Lena podejmuje decyzję, że dziecko przyjdzie na świat, a ona może zniknąć na zawsze z jego życia. Ale i daje mu życie. W serialu kryminalnym „Żmijowisko” musiałam się zmierzyć z tematem straty dziecka. W „Wielkiej wodzie” gram Jaśminę, hydrolożkę, która także jest matką, ale nie miała przez lata kontaktu z córką. Klara o mało co nie ginie w powodzi… Serial rozgrywa się podczas powodzi tysiąclecia we Wrocławiu i okolicach, w 1997 roku. Agnieszka urodziła się na Śląsku Opolskim, jej region dotknięty był tragedią.

– To nie tylko moje doświadczenie, ale i Polski – mówi. - Ta powódź jest jak pieczęć w naszej pamięci, każdy wie, gdzie wtedy był, co robił. W serial wmontowane są też poruszające archiwalne zdjęcia z tego czasu, które oddają tamtą grozę. – Aga miała 10, ja 17 lat. Na szczęście nie siedzieliśmy na dachu domu, ale obraz zalanego Opola, a potem lata remontów wracania do normalności, mamy wciąż przed oczyma - mówi brat aktorki Grzegorz Żulewski, przedsiębiorca, fan rowerów, właściciel hostelu Red Bike Apart’s.

Wychowali się w Turawie, wiosce otoczonej lasem i jeziorami. Niedaleko ich rodzinnego domu stoi osiemnastowieczny poniemiecki pałac von Garnierów. Gościł w nim Hitler, gdy odbierał budowę zbiornika retencyjnego Turawa-Stausee. Po wojnie w pałacu mieścił się dom dziecka, w którym pracowała jako opiekunka mama Agi i Grzegorza - Teresa.

Agnieszka Żulewska o relacji z matką

Tata z kolei prowadzi teatr dziecięcy i uczy muzyki w szkole. - Mama dała nam wzór bycia sprawczą i służenia ludziom- opowiada Agnieszka. - Teraz jest na emeryturze i sprawuje funkcję sołtyski. Działa dla lokalnej społeczności. Nieraz się dziwię, skąd ona bierze tyle energii. Wyjście z nią na spacer na wsi to wieczne przystanki i zbieranie po drodze śmieci. W mieście, gdy przyjeżdża, to uciążliwe, bo tych śmieci jest więcej. Ale mama taka jest. Otwarta, troskliwa, wesoła, kochająca.

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze magazynu PANI 

PANI 10

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również