Kiedy idziemy na randkę, zwykle chcemy wypaść jak najlepiej. Czasem jednak, czy to ze stresu czy braku pewności siebie, popełniamy błędy, które psują pierwsze wrażenie. Jak ich uniknąć?
Pierwszą rzeczą, jaką ja i moje przyjaciółki zwykle robimy po powrocie z randki, jest chwycenie za telefon, żeby podzielić się wrażeniami i przeanalizować, co udało się świetnie, a co poszło nie tak. Mamy przy tym sporo dobrej zabawy, jednak podczas naszej ostatniej rozmowy jedna z nas, świeżo upieczona singielka, była daleka od euforii. Wróciła ze spotkania przybita i przekonana, że drugiej randki nie będzie – i to z jej winy. Rzeczywiście, okazało się, że zaliczyła kilka wpadek, mimo dobrych intencji. Bo choć randka to nie casting i nie musimy zaprezentować się idealnie (a najlepiej po prostu być sobą), to są takie zachowania, których lepiej unikać, żeby „na dzień dobry” nie zniechęcić do siebie potencjalnej drugiej połówki.
- Spóźnialstwo
Przymierzamy kolejne stylizacje, poprawiamy makijaż i wybieramy buty, wszystko po to, aby wyglądać jak najlepiej. Czasem łatwo stracić poczucie czasu, a ten płynie nieubłaganie i gdy my spędzamy kolejne minuty przed lustrem, nasz partner, nerwowo spoglądając na zegarek, pije kolejną szklankę wody i zastanawia się, czy w ogóle przyjdziemy. Kiedy w końcu się pojawiamy, atmosfera już od początku jest napięta. Spóźnianie się to szybki przepis na kiepskie pierwsze wrażenie, które robimy, zanim jeszcze zdążymy się przedstawić. Jeśli jednak, mimo starań, nie da się go uniknąć, najlepiej możliwie szybko uprzedzić o tym partnera, aby mógł spokojnie zaczekać albo przenieść rezerwację na późniejszą godzinę.
- Gadulstwo
Czasem wydaje nam się, że dobrą metodą na niezręczną ciszę jest niekończący się nerwowy monolog podobny do tego, jaki wygłosiła Bridget Jones podczas pierwszego spotkania z Markiem Darcym. Ze stresu język nam się plącze, a słowa tracą sens, podczas gdy partner zerka na nas z lekkim przerażeniem. A przecież randka to okazja, by lepiej się poznać, a nie mówić tylko o sobie. Zamiast brnąć w nerwową paplaninę lepiej wziąć głęboki oddech i dać szansę partnerowi na dojście do głosu! Zadajmy mu jakieś pytanie i pozwólmy na nie odpowiedzieć, bez przerywania i dopowiadania własnych anegdotek czy przemyśleń. W końcu nie chcemy wrócić do domu i zdać sobie sprawy, że nadal nic o tym facecie nie wiemy i nie potrafimy nawet zdecydować, czy chcemy drugiej randki.
- Przesadna bezpośredniość
Randkowanie to nie przesłuchanie. W Internecie krążą żartobliwe poradniki, które zachęcają do zadawania partnerowi pytań o wszystko, od kariery po wymarzoną rasę psa, aby czym prędzej sprawdzić kompatybilność. W rzeczywistości jednak zbyt osobiste pytania mogą zniechęcić, podobnie jak planowanie wspólnej przyszłości już na pierwszej randce, jak robiła to Andie w filmie „Jak stracić chłopaka w 10 dni”. Testowała partnera, wypytując go natarczywie o wspólne dzieci czy terapię dla par z zamiarem… doprowadzenia do zerwania. Nie róbmy tego, jeśli chciałybyśmy źyć z nim długo i szczęśliwie.
- Krytykowanie innych
Jeśli od samego początku krytykujemy – wystrój restauracji, jedzenie i obsługę – nie dziwmy się, że kolejna randka może się nie wydarzyć. Podobnie nie pomaga ciągłe narzekanie na przyjaciółki, współpracowników, szefa, a nawet uciążliwych sąsiadów. Mężczyzna na takiej podstawie może nie najlepiej ocenić charakter potencjalnej partnerki. I prawdopodobnie będzie sobie wyobrażał, że następny w kolejce do krytyki będzie on sam.
- Opowiadanie o swoich byłych
Częste wspominanie o swoich byłych partnerach na pierwszej randce nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nadmierna krytyka eks-chłopaka pokazuje, że nie wyciągnęłyśmy żadnych wniosków z poprzedniego związku. Przesadne komplementy brzmią, jakbyśmy wciąż o nim myślały... Lepiej więc skupić się na tu i teraz oraz na partnerze, który siedzi przed nami, zamiast analizować przeszłe relacje niczym na terapii. W końcu nikt nie lubi być porównywany do innych.
- Gapienie się w telefon
Spotkaliśmy się, żeby lepiej się poznać i sprawdzić, czy możemy mieć przed sobą jakąś wspólną przyszłość. Tymczasem, zamiast skupiać się na rozmowie, wysyłamy pod stołem wiadomości, opisując przyjaciółkom szczegóły randki. W efekcie rozmowa wciąż się urywa, a my zamiast pytać o jego zainteresowania, prosimy go o zrobienie nam kolejnej fotki, którą natychmiast publikujemy na Instagramie. Jest jak w piosence Taco Hemingwaya: „wszędzie świecące prostokąty, kiedyś tańczyliśmy”. Zamiast budować relacje, oddalamy się coraz bardziej – no ale przecież prawie wszystkiego o partnerze możemy dowiedzieć się z mediów społecznościowych. Może jednak lepiej zostawić telefon w torebce i ruszyć razem na parkiet?