Jak wychować rapera? Rozmowa z profesorem Marcinem Matczakiem
Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Jak wychować rapera? Rozmowa z profesorem Marcinem Matczakiem

Profesor Marcin Matczak napisał bezradnik "Jak wychować rapera", by dać nam solidną lekcję na temat mechanizmów, które dziś niszczą demokrację i promują populizm. W ogniu moich pytań nie pęka.

Monika Stukonis: Popularność pana syna liczona jest m.in. rekordowymi wyświetleniami na YouTubie. "Schodki" 56 mln, "Patointeligencja" 54 mln, "Patoreakcja" 48 mln. Na koncerty rapera Maty przychodzą tłumy młodych ludzi. By wyjść na scenę, trzeba mieć odwagę i poczucie, że ma się światu coś do zaproponowania. Ale też poczucie własnej wartości. Jak pan to poczucie kształtował w Michale?

Marcin Matczak: Moja żona zapytała jakiś czas temu Michała, czy w związku z tą ogromną popularnością, z ciągłym byciem w centrum uwagi nie uderzy mu do głowy woda sodowa. Odpowiedział ze śmiechem: "Przecież ja jestem jedynakiem – zawsze byłem w centrum uwagi". (śmiech) Michał był zawsze otoczony ogromną naszą troską, szczególnie mojej żony, która poświęcała mu mnóstwo czasu. Był bardzo długo karmiony piersią, co moim zdaniem dało mu siłę i przekonanie, że świat jest przyjazny i dobry. Michał jest zakorzeniony w matce, co daje mu poczucie siły i sprawczości, ale nie jest też pozbawiony wątpliwości, o czym często rapuje.

Pan zajęty budowaniem swojej kariery prawniczej był zawsze ojcem dostępnym? Czy ciężar takiego bycia co dzień, wożenia go na tę ogromną ilość zajęć muzycznych, tanecznych, językowych spoczywał na żonie?

Na pewno bardziej spoczywał na mojej żonie, jej się należą podziękowania za to, że Michał ma w sobie tyle odkrytych pasji i talentów. Jak pani zobaczy na przykład teledysk do "Żółtych flamastrów", to całe nagranie zmontowane jest z filmów z dzieciństwa Michała. Żona była cały czas przy nim. Oczywiście ze względu na moją pracę byłem pewnie mniej obecny, niż powinienem być. Natomiast myślę, że moja relacja z Michałem pokazuje, że nie byłem całkowicie nieobecny.

Ale tę głęboką więź czuć, gdy mówi pan w wywiadach, że Michał wysyła panu Dropboxem swoje utwory, jak tylko wyjdzie ze studia, i jest ciekawy pana opinii. Nie przypuszczałam, że opinia ojca boomera może być dla pokolenia Z istotna i ważna.

(śmiech) Myślę, że to wynika po prostu z tego, że mamy z Michałem podobną wrażliwość. I tę muzyczną, i językową. I to jest dla mnie oczywiście źródło wielkiego szczęścia, że on mi ufa. Chociaż muszę jasno też powiedzieć, że nie jestem jedyną osobą, której Michał wysyła swoje utwory przed publikacją. To jest w ogóle zjawisko, które obserwuję i bardzo mnie ciekawi. Kiedy porównuję jego pokolenie z moim, to myślę, że my byliśmy pokoleniem indywidualistów, a oni są bardziej pokoleniem grupy. Michał bardzo często dokonuje plebiscytów w różnych obszarach. On lubi wiedzieć, co myśli jego grupa, najbliżsi mu ludzie. Jestem jedną z wielu osób, których pyta, ale jestem szczęśliwy, że jestem w tym gronie. To dzielenie się i słuchanie innych jest elementem szerszego zjawiska widocznego w pokoleniu Z – zainteresowanie wspólnotowością, nie indywidualnością charakterystyczną dla Zachodu.

Moje pokolenie było bardzo zainteresowane tym Zachodem, pokolenie przyjaciół i kolegów Michała kulturowo obserwuje Wschód. Szukają tam jakiejś pierwotnej prawdy, szczerości, nieudawania. Chcą podróżować do Gruzji, Azerbejdżanu. Szukać czegoś absolutnie prawdziwego. Andrzej Stasiuk to jest pisarz bliski Michałowi. Jego książki przesiąknięte są Wschodem, światem położonym z dala od pięciogwiazdkowych hoteli i wczasów all inclusive, czasami światem pełnym turpizmu. Zachód jest już ułożony. Ciepły i piękny, przez to nudny i przewidywalny. A Wschód jest w pewnym sensie dziki. Psychologicznie to jest bardzo interesujące... 

Cały wywiad znajdziecie w listopadowym wydaniu magazynu PANI. Już w sprzedaży!

PANI teaser

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 11/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również