DOSKONAŁOŚĆ SIECI

Julia Ziółkowska: "To już nie są czasy, kiedy wystarczy zrobić ładne zdjęcia na social media"

Julia Ziółkowska: "To już nie są czasy, kiedy wystarczy zrobić ładne zdjęcia na social media"
Julia Ziółkowska, @livebetterpl - kim jest Nominowana kategorii Styl?
Fot. archiwum prywatne

Dla marzenia i wolności zostawiła bezpieczną pracę. Dziś opowiada ponad 43 tysiącom followersów o zrównoważonej modzie i selflove. Zosia Ślotała-Haidar powiedziała o niej: "widać ogrom pracy włożony w reelsy i mądrą treść przekazywaną w interesujący sposób". Poznajcie Julię Ziółkowską, nominowaną w 3. edycji akcji #poswojemu Doskonałość Sieci w kategorii Styl.

Funkcjonujesz w sieci wiele lat, a od dwóch praca w social mediach to działania zarobkowe. Wcześniej pracowałaś w agencji reklamowej na tak zwanym bezpiecznym etacie. Jak to jest wyjść ze strefy komfortu?
Julia Ziółkowska: Trudne pytanie, bo moje emocje były wtedy skrajne. Z jednej strony to odświeżające, cudowne i radosne doznanie - nie mieć w końcu nad sobą nikogo, funkcjonować według własnego zegara, nie tłumaczyć się przed nikim i nie słyszeć przeklętych powiadomień komunikatora firmowego. Z drugiej strony dużo niepewności, stresu, lęku. Nagle samemu trzeba było ustalić zasady działania, gdy przez całe życie ktoś je nam narzuca - rodzice, nauczyciele, pracodawcy. To ogromna presja, tak nagle zorientować się, że naprawdę wszystkie decyzje ciążą na nas. Nie będę tutaj lukrować i romantyzować rzucania etatu, bo to nie jest łatwa sprawa. Wymagała logistyki, przemyślenia wszystkiego, upewnienia się, że mam wystarczające zasoby, aby stworzyć poduszkę finansową. Musiałam podjąć trudne decyzje - w końcu porzucenie stabilnej pracy na początku pandemii to nie było hop siup - i przełamać swój strach. Ale było warto! Jestem ostatnią osobą, która zostałaby w miejscu, które mi nie odpowiada, tylko ze względu na komfort. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Ziółkowska | wellness, selfcare, selflove (@livebetterpl)

 

 

A co poradziłabyś innym, którzy chcieliby pójść w twoje ślady? Mam wrażenie, że rzucenie etatu to marzenie wielu.
Po pierwsze, nadal jest przestrzeń na nowych twórców internetowych, więc nie trzeba się bać, że ta nisza jest już wypełniona. Po drugie, warto zadać sobie pytanie - jaką realną wartość chcemy oferować naszym odbiorcom. To już nie są czasy, kiedy wystarczy zrobić ładne zdjęcia na social media. Trzeba mieć coś do powiedzenia, inspirować, edukować, bawić. Po trzecie, bądź sobą. Łatwo wyczuć, gdy ktoś coś udaje, a najistotniejszą częścią bycia twórcą internetowym jest umiejętność zbudowania zaufania. Bez zaufania nie pójdziesz dalej - nie będziesz mieć zaangażowania, ludzie nie będą darzyć cię sympatią, nikt nie zaufa twoim rekomendacjom. Po czwarte, zadbaj o jakość treści. Nie musisz mieć najlepszego sprzętu, ale upewnij się, że masz dobre teksty, ważne i ciekawe treści, przyjemne w odbiorze zdjęcia i video. Po piąte, po prostu zacznij! Zamiast przez rok się zastanawiać, czy robić coś, czy nie robić, po prostu zacznij. Załóż to konto. Opublikuj pierwsze video, zdjęcie czy tekst. I tak ucz się na swoich własnych błędach, a im wcześniej zaczniesz, tym prędzej będziesz wiedzieć, co zmienić, co poprawić, co ci służy, a co nie. I ostatni, niesamowicie ważny punkt, to konsekwencja. Trzeba opublikować naprawdę sporo treści, żeby ktokolwiek nas znalazł, a jeszcze więcej, żeby algorytm nauczył się, że warto nasze treści pokazywać innym. Bez regularnej publikacji nie ma szans na sukces, nawet jeśli na początku masz 10 obserwujących. Nigdy nie wiesz, jaka treść może stać się viralem, więc miej cierpliwość, publikuj i się nie poddawaj. 

Pierwszego bloga modowego założyłaś w 2013 roku. Już wtedy chciałaś być blogerką modową i w taki sposób zarabiać na życie. Dlaczego w ogóle zaczęłaś myśleć o takim zajęciu?
W sumie pierwszego bloga założyłam wcześniej, bo gdzieś na przełomie podstawówki i gimnazjum, czyli już w 2010! Zainspirowały mnie pierwsze blogerki modowe, wtedy jeszcze nazywane szafiarkami. Byłam na bieżąco z Maffashion, Jessicą Mercedes, Weroniką Załazińską czy Asią Glogazą. I chciałam być jak one - dzielić się moją pasją do mody, inspirować, bawić się stylem i ustanawiać trendy. Wtedy blogowanie nie było takie jak teraz - dziewczyny jeszcze nie dostawały ton ubrań za darmo, nie zarabiały na tym pieniędzy, nie jeździły na pokazy i nie były zapraszane na imprezy. To pojawiło się trochę później. Dlatego z całą pewnością mogę powiedzieć, że moja pierwsza motywacja była inna niż „chcę dostawać ubrania za darmo” albo „chcę robić zdjęcia i dostawać za to pieniądze”. Marzyłam o tym, żeby dzielić się pasją do mody i żeby mój styl został doceniony przez szersze grono. Z czasem, gdy zawód blogerki stał się kojarzony z prestiżem, pieniędzmi i mnóstwem prezentów od marek, te motywacje również doszły do głosu, wiadomo. Kto by nie chciał tak żyć?

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Ziółkowska | wellness, selfcare, selflove (@livebetterpl)

 

To jakie miałaś kiedyś wyobrażenie o tej pracy i jak się ma ono dziś do rzeczywistości?
Moje wyobrażenie o tej pracy było dość stereotypowe. Zdjęcia robiłam od 12-stego roku życia, więc wiedziałam, że zajmują znacznie więcej czasu niż się to wszystkim wydaje, ale poza tym nie spodziewałam się, że to tak naprawdę nie tylko zdjęcia i napisanie tekstu. To też pisanie maili, negocjacje, spotkania, rozmowy z obserwującymi, podpisywanie umów, telefony, stres, szukanie inspiracji, szukanie miejsc do zdjęć, wypalenie. Czasem jeden etat to za mało, żeby ogarnąć wszystkie obowiązki powiązane z tą pracą. 

Dziś wybrałabyś inaczej? Jakie masz jeszcze zawodowe marzenia?
Absolutnie nie. Jestem bardzo zadowolona z tego, że moje marzenie z dzieciństwa się spełniło, że mogę z niego żyć i że sama stworzyłam sobie taką wspaniałą przestrzeń do pracy. Mam jednak jeszcze inne marzenia, wiadomo. W końcu internet to nie wszystko. Od zawsze marzyłam o karierze pisarki i nie porzuciłam tego pragnienia. Cały czas mam nadzieję, że w przyszłości napiszę książkę z prawdziwego zdarzenia - niekoniecznie ebooka czy poradnik, a coś z wciągającą fabułą, realistycznymi bohaterami, coś, do czego będzie chciało się wracać. No i drugie marzenie to projektowanie własnych ubrań. To już brzmi stereotypowo w ustach blogerki modowej, mam tego świadomość. Ale zdradzę ci, że na drugim roku studiów byłam bardzo bliska rzucenia lingwistyki i pójścia na projektowanie mody. Przeszłam nawet egzaminy wstępne i szykowałam portfolio, ale z powodów osobistych zdecydowałam się jednak nie zmieniać studiów. Nadal marzy mi się edukacja w tym zakresie, powrót do nauki szycia i stworzenie własnej marki. Kto wie, może to się jeszcze wydarzy?

Zdradzisz, co jest dla ciebie najtrudniejsze w pracy twórczyni internetowej?
Dwie rzeczy. Po pierwsze, social media są same w sobie bardzo obciążające psychicznie i sprzyjają wypaleniu. Zbyt łatwo jest się porównywać z innymi ludźmi, przejmować się niesprzyjającymi algorytmami i słabymi statystykami, na które nie mamy wpływu. Łatwo też o kreatywne wypalenie, za którym idzie powielanie schematów, zmęczenie i brak radości ze swojej pracy. Po drugie, ocena innych ludzi. Będąc osobą znaną w sieci, nagle zdajesz sobie sprawę, że twoje życie podlega cały czas czyjejś ocenie, a ludzie, jak wiadomo, uwielbiają wypowiadać się o innych. Łatwo skrytykować wszystkie wybory: fakt, że golisz się lub nie golisz, że dzielisz się za bardzo prywatnością albo wcale się nią nie dzielisz, że masz psa z hodowli zamiast ze schroniska, że mówisz o bodypositivity, a jesteś szczupłą osobą, więc co możesz o tym wiedzieć. To jest trudne. Człowiek nie jest przystosowany do tego, by mierzyć się z opinią setek czy tysięcy ludzi na swój temat. Trzeba nabrać grubej skóry, puszczać wiele rzeczy w niepamięć, nauczyć się mniej przejmować.

Czyli żyć #poswojemu. Co w ogóle znaczy dla ciebie to hasło?
Autentycznie, w zgodzie ze swoim sercem, intuicją. Szukając odpowiedzi w sobie, zamiast w innych ludziach. Szczerze mówiąc, ja dopiero się uczę, jak to jest żyć naprawdę po swojemu. Przez całe lata szukałam wzorców w innych ludziach. Patrzyłam wiecznie na zewnątrz, zamiast do wnętrza. Nie pytałam się siebie, czy coś do mnie pasuje, czy rzeczywiście jest zgodne ze mną, tylko podążałam za tym, co dyktował mi świat, social media, znajomi. Teraz uczę się używać własnych słów i być w kontakcie ze sobą na każdym kroku. Tak, by było po mojemu.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Ziółkowska | wellness, selfcare, selflove (@livebetterpl)

 

A w sieci czego dziś szukasz?
Autentyczności, spokoju, natury, wiedzy, rozwoju. To brzmi chyba jak zaprzeczenie istoty social mediów, prawda? Na szczęście ta tendencja zmienia się coraz bardziej i coraz więcej jest treści, które są autentyczne, szczere, poruszające. Coraz mniej interesują mnie zdjęcia wystylizowanych do granic możliwości dziewczyn, ubranych w stylizacje, których nie da się powtórzyć w codziennym życiu (sama miałam taki moment, biję się w pierś!). Zdecydowanie bardziej pociąga mnie prostota i naturalność. Oczywiście social media to dalej social media - wszystko jest kwestią kreacji, wyboru zdjęcia, momentu. Niemniej staram się szukać treści, w których więcej jednak jest tej szczerości niż efekciarstwa. Serio wolę oglądać, jak ktoś przygotowuje sobie kanapkę, niż piękne zdjęcia czy video z Malediw. 

Kto lub co cię inspiruje do pracy?
Po pierwsze: wizja młodszej siebie. Wyobrażam sobie 5-cio, 10-cio czy 15-letnią Julkę, która patrzy na mnie w tym momencie i myśli „rany, naprawdę tak żyjemy? To jest nasza przyszłość? Nie mogę uwierzyć, że jest tak pięknie!”. Ta praca, to spełnienie moich marzeń, pozwala mi się zaopiekować swoim wewnętrznym dzieckiem i doceniać jeszcze bardziej to, co robię. Po drugie, to może zabrzmi banalnie, ale inspirują mnie ludzie, którymi się otaczam, zarówno na co dzień, jak i w Internecie. Uwielbiam rozmawiać, dyskutować, wymieniać się myślami i poglądami. Z tych rozmów zawsze wyłania się dla mnie obraz tego, o czym jeszcze warto w sieci opowiedzieć, na czym powinniśmy się bardziej skupić, co może być wartościowym tematem do dalszej konwersacji. Gdy brakuje mi inspiracji, wystarczy że zwrócę się do moich bliskich albo do mojej kochanej społeczności. Po trzecie, inspirują mnie znajomi, którzy też działają w internecie i wywierają realny wpływ na ludzi, poprzez edukację, dobre, jakościowe treści, estetykę. Jestem dumna, mogąc stanowić część tej wartościowej społeczności.

Chciałabym porozmawiać jeszcze o stylu. Kiedy o nim myślisz, mówisz…?
Konsekwencja, wierność sobie, wyrażenie własnego charakteru. Dlatego tak bardzo lubię ubrania i dlatego uważam, że styl jest istotny - pozwala nam wyrazić siebie na zewnątrz, wysłać jakiś komunikat światu. 

Jakie trzy przymiotniki lub rzeczowniki określą twoją garderobę?
Klasyka, effortless, czyli jakaś bezwysiłkowość i… No właśnie, to trzecie słowo lubi się zmieniać. Pozwolę sobie więc rozbić to trzecie słowo na kolejne trzy, którymi lubię żonglować w zależności od pory roku czy nastroju: minimalizm, sensualność i lata 90. Klasyka i effortless są takimi moimi podstawami, fundamentem stylu. W mojej szafie wszystko jest dość proste, neutralne, ponadczasowe. Lubię też, gdy wyglądam na lekko „niedorobioną”, jakbym się nie starała do końca przed wyjściem z domu - to oznacza koszulę zapiętą tylko na jeden guzik, słomiany koszyk do eleganckich ubrań, zagniecenia. Resztą lubię się bawić - czasem stawiam na absolutny minimalizm w formie i kolorze, czasem lubię pokazać nieco ciała, podkreślić tkaniną jego linię i falowanie. Albo pokazać moją aktualną fascynację, a w tym momencie to zdecydowanie styl lat 90. Lubię celebrować swoją zmienność, nie chcę już zamykać się w zbyt ciasnych ramach. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Ziółkowska | wellness, selfcare, selflove (@livebetterpl)

 

Dlaczego zajęłaś się tematyką mody zrównoważonej, vintage?
To wyszło bardzo naturalnie. Kupuję ubrania z drugiej ręki już od ponad 10 lat, bo jako nastolatka nie miałam pieniędzy, żeby nabywać nowe rzeczy z sieciówek. Musiałam znaleźć inne sposoby, by wyrazić swoją miłość do mody, no i znalazłam - lumpeksy oraz Vinted. Przez te lata nauczyłam się bardzo dużo o szukaniu ubrań w second-handach, materiałach, jakości, stylach, krojach. W międzyczasie w internecie pojawiało się coraz więcej treści dotyczących odpowiedzialnej mody i dowiedziałam się, że to, co robię, jest nie tylko ekonomiczne, ale i dobre dla środowiska. Chciałam podzielić się tą wiedzą i pokazać, że nie trzeba mieć mnóstwa pieniędzy, by realizować miłość do mody. Plus że sieciówki to nie jedyne wyjście, gdy szukamy ubrań. Zawsze przejmowałam się kondycją świata i promowanie zrównoważonej mody było dla mnie sposobem, by przyczynić się do zmian na lepsze.

A tematy selflove? Ten temat też poruszasz bardzo często.  
Ten temat również pojawił się bardzo naturalnie, bo wypłynął ze mnie. W sierpniu 2020 powiedziałam moim obserwującym, że idę na terapię i lawina ruszyła. Okazało się, że wiele osób również zmaga się z problemami, chciałoby chodzić na terapię, ale się wstydzi, że mierzy się z traumami i zaburzeniami. Od tego momentu zaczęłam pokazywać w social mediach moją drogę do samoakceptacji. Pokazywałam, jak chodzę na terapię, jak mierzę się z depresją, jak stawiam małe kroki. Uczyłam się lubić swoje rozstępy, swój brzuch, akceptować istnienie cellulitu. To był proces. Nie stanęłam przed moimi obserwującymi i nie powiedziałam „Hej, tu jest ABC akceptacji siebie”. Raczej zaprosiłam moją społeczność, by przebyli ze mną tę drogę i przy okazji przyjrzeli się własnemu życiu. Nigdy nie miałam zamiaru być „specjalistką od selflove”, wręcz przeciwnie. Pokazałam, jak z osoby nie mogącej spojrzeć w lustro, w sidłach depresji, stałam się przez lata bardziej pewna siebie, bardziej pogodzona ze sobą i patrząca na siebie z czułością. Ten proces cały czas trwa i myślę, że się nie skończy. To w końcu droga, która trwa całe życie, przypominanie sobie na każdym kroku, że jesteśmy wiele warci. 

Samoakceptacja, selflove… to wszystko brzmi jak nieskomplikowane działanie. Jak myślisz, dlaczego więc tak wiele kobiet ma problem, by pokochać samą siebie?
Selflove rzeczywiście brzmi bardzo ładnie, prosto i zgrabnie. To miłe słowo, którego łatwo się używa w internecie, a jeszcze lepiej - w kampaniach reklamowych. Ale spójrzmy na to z innej strony: czy selflove ma jakiekolwiek pokrycie w naszej rzeczywistości? W sposobie, w jaki zostałyśmy wychowane? Czy naprawdę którakolwiek z nas jako dziecko słyszała, że jesteśmy wystarczająco dobre? Nie wydaje mi się. Zawsze musiałyśmy być lepsze, ładniejsze, szczuplejsze, mądrzejsze. Inne. To pozostawiło w nas głębokie ślady. Jak mamy kochać siebie, skoro przez całe życie byłyśmy uczone bycia naszym najsurowszym krytykiem? Dlatego wcale mnie nie dziwi, że to takie trudne. Tu potrzeba pracy od podstaw. Zmiany myślenia, zmiany pokoleniowej. Wielu osobom może pomóc terapia, pomocne jest też to, że treści w Internecie rzeczywiście zmieniają się na lepsze. Coraz więcej jest wśród nich różnorodności i szczerości. Jest coraz więcej reprezentacji różnych typów sylwetek, urody, ale też różnych problemów czy zaburzeń. Możemy dzięki temu czuć się mniej samotne i powoli budować poczucie własnej wartości. Proces pokochania siebie to długa, żmudna droga, która zaczyna się od małych kroków. Najpierw musimy przestać tak bardzo siebie nie lubić, krytykować za wszystko, wymagać od siebie tak wiele. Potem budować neutralność i akceptację w stosunku do siebie samych. A potem, może, zaczniemy siebie szczerze lubić i patrzeć w lustro na najlepszą przyjaciółkę, zamiast na najgorszego wroga. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Ziółkowska | wellness, selfcare, selflove (@livebetterpl)

 

Julia Ziółkowskatwórczyni internetowa, na swoich platformach edukująca o zrównoważonej modzie, zdrowiu psychicznym, selfcare i selflove. Jej początki to miłość do ubrań i rady, jak je kupować z drugiej ręki i stylizować. Obecnie rozszerzyła swoją działalność o treści związane z samoakceptacją, podcast i TikToka, gdzie z powodzeniem przeplata tematy selfcare’owe z przedstawieniem zrównoważonej mody pokoleniu Z.

 

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również