Kiedyś to kraina marzeń. O zmianach tu i teraz
Fot. arch. Anny Lewandowskiej

Kiedyś to kraina marzeń. O zmianach tu i teraz

Nie bójmy się powiedzieć tego głośno. Z natury bywamy leniwi. Czasami nie chce nam się nawet uporządkować biurka albo wyjść na dłuższy spacer. Lubimy schematy i proste czynności, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nasz opór przed zmianami wynika jednak nie tylko ze strachu przed wysiłkiem.

Panta rhei kau ouden menei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu. Zdarza mi się powoływać na filozofię Heraklita w moich wpisach na blogu albo motywacyjnych postach na Instagramie. Naprawdę wierzę, że jedyną stałą w życiu jest zmiana. Pokazał nam to szczególnie ostatni rok, kiedy nasz świat został totalnie wywrócony do góry nogami. Takie zmiany jak wybuch pandemii zachodzą poza naszą kontrolą. Musimy się do nich zaadaptować i to od nas zależy, jak je wykorzystamy.

Lubię obserwować ludzi, ich reakcje na różne wydarzenia. Na nowe sytuacje reagujemy na dwa sposoby – postrzegamy je przez pryzmat wyzwania albo zagrożenia. Osobiście uwielbiam wyzwania (w ostatnim felietonie pisałam o #FighterChallenge2021) – traktujemy wówczas zmianę jako przygodę, zastanawiamy się, czego nowego dowiemy się na swój temat, jak to rozwinie nasze umiejętności, jak wpłynie na życie. Dużą część osób to jednak przeraża. Zastanawiają się, co złego może im się przydarzyć i próbują się przed tym zabezpieczyć, uciec, zamknąć.

Są też zmiany osobiste. Te, które są wynikiem naszych samodzielnie podejmowanych decyzji. Na co dzień przebywamy w naszej stabilnej codzienności, popularnie nazywanej strefą komfortu. Korzystamy z naszych przyzwyczajeń i budowanych latami nawyków. To bardzo proste – robić każdego dnia to samo. Często mówię przecież o budowaniu zdrowych nawyków właśnie, bo to jedno z najlepszych narzędzi do wprowadzenia zdrowego trybu życia, ale dziś nie o tym. 

Po co zmieniać coś, co jest „w miarę dobre”? A jeśli okaże się, że potem będzie tylko gorzej? Dobrze wiemy przecież, że nie wszystkie zmiany są na lepsze. Zniechęcająco może działać też to, że niektórzy non stop coś zmieniają, ulepszają, poprawiają - niekoniecznie wyciągając wnioski. Profesor Dariusz Doliński z SWPS do źródeł oporu przed zmianami zalicza niejasno określone cele, niedoprecyzowany harmonogram albo niechęć do zrezygnowania z określonych ram. Boimy się też tego, że poznamy własne słabości, że możemy sobie nie poradzić, popełnić błąd, a nawet – ponieść porażkę.

W procesie zmiany pewne jest to, że zawsze niesie on za sobą pogorszenie aktualnej sytuacji. Przynajmniej na chwilę. Podejmując ryzyko, burzymy swoje poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli chcemy poprawić kondycję fizyczną, musimy zerwać z dotychczasowymi przyzwyczajeniami i zacząć wstawać wcześniej. Jeżeli chcemy rozstać się z wieloletnim partnerem - musimy zmierzyć się z trudnymi emocjami, być może przeprowadzką, opinią ludzi, którzy nas otaczają. W każdej sytuacji będzie to wymagało od nas mniejszej bądź większej, ale zawsze - odwagi.

Skoro decyzja o zmianie jest olbrzymim wysiłkiem, to warto dobrze ją zaplanować. Sprecyzować cel, jaki chcemy osiągnąć i oszacować czas. Cel powinien być realny. Zbyt ambitny lub niemożliwy do wykonania może podciąć nam skrzydła. Istotny jest też czas – „kiedyś” to miejsce, w które wysyłamy nasze marzenia. Wszyscy znamy za to moc mobilizacji, jaką wyzwala w nas słowo „deadline”.

Dobra wiadomość jest taka, że zmiany się dzieją – i to te na lepsze! Zaczynamy stawiać na zdrowie, sytuując je na szczycie własnych wartości. W ostatnim roku prawie połowa Polaków zmieniła swoje kulinarne nawyki. Chętniej czytamy etykiety, robimy przetwory, wybieramy produkty eko. 48 proc. Polaków wie, że zdrowie i odporność zależą od jakości odżywiania. Podobnie jest z aktywnością fizyczną. Z raportu „Szczęście i kobiecość w czasie zmian” wynika, że już trzy na cztery z nas traktują ruch na świeżym powietrzu jako element dbania o zdrowie – zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

Według Gandhiego sami musimy stać się zmianą, do której dążymy w świecie. Ten proces zawsze powinniśmy zaczynać od siebie. Pewnych rzeczy, zmian i decyzji nie warto odkładać na później. Wierzę w Opatrzność, która nad nami czuwa, wierzę w cuda, ale wierzę też, że niektórych z nich jesteśmy w stanie dokonać sami. 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również