Zapach wspomnień
Fot. Dorota Szulc/ materiały prasowe Phlov

Zapach wspomnień

Nie od zawsze lubiłam gotować. Jako nastolatka nie miałam o tym pojęcia. Dopiero kiedy zrozumiałam jak ważny jest to aspekt dla naszego zdrowia i kariery sportowej, nauczyłam się, jak przygotowywać bardzo proste, ale pełnowartościowe posiłki. Pokochałam gotowanie. Łączenie różnych produktów, struktur, smaków, zapachów… Do tych ostatnich też nie od zawsze przywiązywałam wielką wagę. A właściwie tak mi się tylko wydawało.

Im jestem starsza tym bardziej dostrzegam jak stale rozszerza się moja perspektywa. Jak wiele rzeczy staje się ważne z biegiem lat, a część zupełnie traci na wartości. Zamiast perfekcyjnej, sportowej formy wybieram często poranki pachnące niespieszną, słodką owsianką z najbliższymi. Zamiast gonić za kolejnym projektem i pracować do późna przy kolejnej - wprawdzie aromatycznej, ale którejś już z rzędu czarnej kawie – stawiam na sen i regenerację. Zasypiam spokojnie po ciepłej kąpieli z dodatkiem olejku lawendowego bez wyrzutów sumienia, że czegoś nie dokończyłam. - Nie na wszystko muszę znać odpowiedź, nie wszystko muszę robić sama – powtarzam sobie przed zaśnięciem. Nad moim łóżkiem unosi się zapach olejku sosnowego. Zamykam oczy. Pod moimi powiekami przesuwają się wtedy zdjęcia z wycieczek po Tatrach. Zasypiam.

Olejki eteryczne mają niezwykłą moc. Ten z sosny wzmacnia naszą odporność i działa rozgrzewająco. Lawendowy koi nerwy, uspokaja i poprawia jakość naszego snu. Aromaterapia znana była już w starożytności choć nazwana została dopiero w poprzednim stuleciu. W moim życiu zapachy od zawsze odgrywały dużą rolę, ale dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Pamięć węchowa to bardzo ciekawe zagadnienie. Niektóre zapachy pamiętamy przez całe życie. Po wielu, wielu latach zapach pieczonej szarlotki jest w stanie zabrać nas – oczami wyobraźni – na herbatę do kuchni naszej babci.   

Doskonale pamiętam, kiedy jako mała dziewczynka sięgałam po perfumy mojej mamy, zakładałam jej za duże sukienki i tonęłam w butach na obcasie. Moja starsza córka robi teraz dokładnie to samo. Jeszcze niedawno w mojej łazience stało zawsze kilka albo nawet kilkanaście flakonów z perfumami. Wybierałam codziennie konkretny zapach, kierując się impulsem, sugerując tym, co czeka mnie danego dnia. Chciałam by pasował do miejsca, sytuacji i wydarzeń, które były tego poranka ciągle przede mną. Moim zdaniem dzięki temu w zapachach zamykamy swoje wspomnienia.

Długo szukałam perfum, które byłyby naprawdę moje. Eksperci do spraw zapachów radzą, żeby wybierać perfumy w zależności od tego, co chcemy osiągnąć. Słodkie zapachy są na przykład bardziej uwodzicielskie, a nuty cytrusowe sprawiają wrażenie lekkości. Coco Chanel mawiała, że „nie ma elegancji bez perfum - są niewidzialnym, niezapomnianym i niedoścignionym dodatkiem”. Kiedyś nie czułam tego w ten sposób. Wychowałam się w sportowym duchu, prowadzę aktywny tryb życia.  Nie od zawsze rozumiałam francuską miłość do intensywnych, eleganckich perfum.

Dopiero teraz udało mi się znaleźć, a właściwie stworzyć zapachy, które są dla mnie jak talizman, atrybut kobiecości. Badania naukowe dowodzą, że perfumy mogą w różny sposób wpływać na nasze samopoczucie. Day’LightFull i FullMoon’Light od Phlov by Anna Lewandowska powstały, żeby towarzyszyć kobietom przy pisaniu ich własnych historii. Żeby czuły się pięknie i zmysłowo. Zdecydowałyśmy się na dwa zapachy. Jeden z nich to zamknięte we flakonie wiosenne, lekko cytrusowe orzeźwienie, drugi to zachwycająca i lekko onieśmielająca tajemnica płatków róży. Są spójne z tym, czym zajmuję się na co dzień – motywowaniem kobiet do działania. By były pewne siebie i nie bały się spełniać swoich marzeń, iść swoją własną drogą. By każdego dnia chciały sięgać po więcej.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również