Przez lata patrzyłyśmy na Francuzki, Skandynawki i Włoszki, szukając w ich stylu kolejnych inspiracji. Pokaz Magdy Butrym w Nowym Jorku jest najlepszym dowodem na to, że słowiańska estetyka będzie nowym etapem w świecie mody. Koronki, babcine halki i perły to nowe kody kobiecego stylu w wersji slavic.
Czy to koniec paryskiego nonchalant, skandynawskiego minimalizmu czy włoskiej zmysłowości? Po pokazie Magdy Butrym w Nowym Jorku na językach całego świata jest słowiańska estetyka – romantyczna, trochę nostalgiczna, zmysłowa, ale jednocześnie daleka od dosłownego folkloru. Projektantka pokazuje, że jej źródłem mogą być nie tylko ludowe stroje, lecz także babcine halki, kwiatowe tapety, koronki, róże i biżuteria przypominająca różańce. Wybrałam 5 charakterystycznych elementów z kolekcji „Natalia”, które mogą być początkiem trendu na słowiańską estetykę.
Koronka od dawna pojawia się w kolekcjach Magdy Butrym, ale tym razem nabiera dodatkowego znaczenia. Projektantka zestawia ją z przezroczystymi tkaninami, jedwabiem, halkami i mocnymi skórzanymi fasonami. Pojawia się przy brzegach sukienek, w detalach i warstwach, zupełnie jak obszycia kuchennych fartuszków.
Lubię ten sposób myślenia o koronce, bo nie sprowadza jej do romantycznego dodatku. W kolekcji „Natalia” staje się częścią polskiej historii ubioru. Przywołuje rękodzieło, domowe stroje i kobiecą garderobę, ale zostaje przefiltrowana przez współczesne krawiectwo. Właśnie tak wyobrażam sobie nową wersję słowiańskiej kobiecości: bez haftowanych gorsetów i dosłownych ludowych motywów, za to z materiałami, które mają pamięć.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak wysoko Butrym wynosi element, który zwykle pozostaje ukryty pod ubraniem. Halki, podomki i fasony inspirowane dawną bielizną stają się pełnoprawnymi sukienkami. Projektantka sięga po biel pościeli i herbaciane beże, cienkie ramiączka, koronki, hafty i ażury. Niektóre modele przypominają ślubną bieliznę, inne – strojne sukienki, które mogłyby wisieć w szafie naszej babci. Noszone solo, pod lekkim płaszczem albo z jedwabną narzutką nabierają zupełnie nowego charakteru. Butrym nazywa ten sposób ubierania się „słowiańską Marilyn”. To trafne określenie: hollywoodzka zmysłowość przeplata się z pamięcią o kobietach, które nawet w domu lubiły wyglądać odświętnie.
Kwiaty wracają do mody niemal co sezon, ale tym razem interesuje mnie nie romantyczny bukiet ani nowoczesny botaniczny print. Butrym sięga po kwiatowe wzory przypominające tapety z dzieciństwa. To ważna różnica. Ten print ma w sobie coś znajomego i lekko staroświeckiego. Przywołuje wnętrza, rodzinne domy i estetykę, którą pamiętamy z dzieciństwa. W połączeniu z transparentnymi tkaninami, koronkami i kobiecymi fasonami nie wygląda jednak retro. Staje się bardziej zmysłowy niż nostalgiczny. Właśnie takie kwiaty widzę jako jeden z najbardziej przystępnych sposobów na wprowadzenie słowiańskiego stylu do codziennej garderoby.
To dla mnie jeden z najciekawszych pomysłów kolekcji. Butrym bierze na tapet fason kojarzący się z domem i pokazuje go w dwóch zupełnie różnych odsłonach. Pierwsza to podomka w wersji skórzanej – mocna, strukturalna, niemal ochronna. Druga jest zdecydowanie bardziej romantyczna: kwiatowa, lekka i przypominająca dawną sukienkę domową. Obie łączy kobieca sylwetka, ale dzieli temperament.
Ten kontrast dobrze pokazuje sposób, w jaki projektantka buduje całą kolekcję. Delikatność niemal zawsze dostaje przeciwwagę: transparentna halka pojawia się pod skórzanym trenczem, koronka spotyka się z mocnymi ramionami, a miękka sukienka zostaje zestawiona z elementem przypominającym pancerz.
Najbardziej subtelnym, a jednocześnie najbardziej czytelnym polskim akcentem jest biżuteria. Perły pojawiają się na szyjach, nadgarstkach i kostkach, a naszyjniki zakończone krzyżykiem przypominają różaniec.
Butrym wykorzystuje ten religijny symbol w sposób daleki od dosłowności. Perły zachowują swoją niewinność, ale noszone na odkrytym ciele czy owinięte wokół nadgarstka stają się elementem szykownej stylizacji. Po raz kolejny projektantka zestawia przeciwieństwa: sacrum i cielesność, niewinność i zmysłowość. To właśnie ten rodzaj napięcia sprawia, że słowiańska estetyka w jej wydaniu nie przypomina kostiumu. Jest współczesna, ale ma w sobie coś bardzo znajomego.
Patrząc na kolekcję „Natalia”, mam wrażenie, że moda zaczyna interesować się słowiańskością inaczej niż wcześniej. Nie potrzebuje już dosłownych ludowych wzorów, haftów czy strojów regionalnych. Wystarczą przedmioty i obrazy, które znamy z własnej pamięci: koronka przy babcinej sukience, kwiatowa tapeta, halka, róże, perły, różaniec czy odświętny strój zakładany nawet do pracy w kuchni. Magda Butrym połączyła je z własnym językiem – skórą, mocno zarysowanymi ramionami, drapowaniami i zmysłowymi sylwetkami. Jej „słowiańska Marilyn” nie jest więc powrotem do przeszłości. To raczej próba odpowiedzi na pytanie, jak wyglądałaby słowiańska kobiecość, gdyby zamiast rekonstruować folklor, opowiedzieć ją przez wspomnienia kobiet i ich garderoby.
I być może właśnie dlatego ten trend ma szansę wyjść poza jeden pokaz. Po francuskim minimalizmie, skandynawskiej prostocie i włoskiej zmysłowości moda dostała nowy punkt odniesienia: słowiańską nostalgię połączoną z nowoczesnym glamour.