materiał partnerski

"Możliwość skalowania dobra to największa nagroda". Rozmawiamy z prezeską Fundacji Poland Business Run

Możliwość skalowania dobra to największa nagroda. Rozmawiamy z prezeską Fundacji Poland Business Run
Agnieszka Pleti, prezeska Fundacji Poland Business Run
Fot. Materiały prasowe

Agnieszka Pleti od lat udowadnia, że biznes i pomaganie mogą biec w jednej sztafecie. Jako prezeska Fundacji Poland Business Run zmieniła lokalną inicjatywę w ogólnopolski fenomen. Z okazji 15-lecia projektu rozmawiamy o kulisach narodzin „pomarańczowej fali” oraz o tym, dlaczego na mecie biegu walka o lepsze życie dopiero się zaczyna.

Kiedy Agnieszka Pleti dostrzega problem, nie poprzestaje na diagnozie – szuka rozwiązań i wprowadza je w życie. Od lat działa na rzecz osób z niepełnosprawnościami narządu ruchu, budując systemowe wsparcie tam, gdzie wcześniej go brakowało. Jest prezeską Fundacji Poland Business Run i inicjatorką największego w Polsce charytatywnego biegu biznesowego, który od 2012 roku łączy świat biznesu z ideą pomagania. Założyła także Centrum Rehabilitacji Znowu w Biegu – pierwszy w kraju ośrodek oferujący kompleksową opiekę osobom po amputacjach, obejmującą rehabilitację, wsparcie psychologiczne, dietetyczne i doradztwo zawodowe. Od 2019 roku kieruje również Fundacją Centrum Inicjatyw Sportowych, zarządzającą krakowską Halą 100-lecia Cracovii wraz z Centrum Sportu Niepełnosprawnych i rozwijającą przestrzenie sportowe dostępne dla wszystkich.

Mija 15 lat od narodzin idei Poland Business Run. Cofnijmy się do 2012 roku – jak zrodziła się myśl, by połączyć świat biznesu z celem charytatywnym?

15 lat temu, w Krakowie, przy stole w hotelu Radisson Blu, spotkało się kilka osób, które miały ochotę zrobić coś dobrego. Wtedy to się nie nazywało CSR, bo przecież nikt nie miał pojęcia, co to właściwie jest. Była za to potrzeba działania i przekonanie, że biznes może – i powinien – mieć realny wpływ na otoczenie. Biznesowymi ojcami-założycielami Business Runu byli Wojtek Liszka, wówczas menadżer hotelu Radisson Blu, Przemek Berendt – niezwykle kreatywna i nieszablonowa postać – oraz Tony Roberts York, który odpowiadał wtedy za krakowski oddział UBS. Z jednej strony chcieli stworzyć inicjatywę dla pracowników korporacji, których w Krakowie przybywało. Zależało im na tym, by zachęcić ich do aktywności fizycznej, integracji i dbania o zdrowie. Z drugiej strony od początku towarzyszyło im pytanie: jak połączyć tę energię z realną pomocą? Tu pojawiłam się ja, z ideą wsparcia osób po amputacjach. To grupa, która przez długi czas pozostawała niewidoczna, niemal nieobecna w społecznej świadomości. Amputacja wydawała się wtedy czymś tak odległym i nienamacalnym, że była niemalże chodzącą medyczną abstrakcją. Tej abstrakcji jest jednak bardzo dużo, bo w Polsce wykonuje się kilkanaście tysięcy amputacji rocznie. Za każdą z nich stoi człowiek, jego historia i ogromne wyzwanie powrotu do samodzielności. I właśnie na tę realną, często pomijaną potrzebę postanowiliśmy odpowiedzieć.

Mamy więc biznes i cel charytatywny. Skąd jednak formuła biegowa, w dodatku sztafeta?

Myśleliśmy o tym, jak wspierać pracowników siedzących całymi dniami przy biurkach. Uznaliśmy, że warto zaangażować ich w aktywność, która jest prosta. Nie potrzebowaliśmy wielkiej burzy mózgów: wyszło nam, że najlepsze będzie bieganie. To prosty sport masowy, który nie generuje wielkich kosztów. Wystarczy wyciągnąć buty z szafy i można iść biegać. To było jednak dopiero pół drogi, a druga część okazała się bardziej skomplikowana. Chcieliśmy przecież dodać do tego biegania ideę łączenia ludzi i wspólnego działania. Stąd pięcioosobowa sztafeta, która była czymś mocno skomplikowanym. Brzmiała dla nas trochę jak olimpiada, którą może ktoś oglądał w telewizji, ale na sto procent nikt nie organizował jej w życiu rzeczywistym. Kompletnie nie wiedzieliśmy, jak się za to zabrać i przeprowadzić logistycznie takie przedsięwzięcie. Z pomocą przyszło Miasto Kraków, które powiedziało wtedy – w osobie pana prezydenta Jacka Majchrowskiego – „Ja wam dodaje Rynek, a wy go wykorzystacie najlepiej jak możecie do pomagania osobom po amputacjach”. W naszych rękach zostało, jak się tego nauczyć i co zrobić. I uczyliśmy się, rok po roku, razem z wspierającymi nas firmami. 

Początkowo była to lokalna inicjatywa. Czy spodziewałaś się wtedy, że ten impuls przerodzi się w międzynarodowy ruch wspierany przez tysiące uczestników?

Kompletnie nie, oczywiście. Wymyśliliśmy to przecież jako akcję angażującą do działania na rzecz potrzebujących krakowskie firmy. Poland Business Run jest jednak fenomenalnym przykładem na to, jak dużo dobrego może zrobić biznes, jeśli tylko chce. Firmy są zsieciowane i potrafią doskonale przekazywać ideę, szybko więc do sztafety włączyły się kolejne miasta, bo skoro coś tak fantastycznego zrodziło się w Krakowie, to dlaczego nie zrobić tego w Katowicach? Poland Business Run pokazuje, że jesteśmy w stanie połączyć ludzi w pięcioosobowych zespołach, tak, żeby się czuli teamem, reprezentacją danej firmy robiącą coś dla siebie, dla własnego zdrowia, ale też dla osób, które potrzebują tego jeszcze bardziej, czyli dla beneficjentów. Okazało się to niezwykle uniwersalne. Ale żeby to się zadziało, to w projekt musieli zaangażować się  cudowni ludzie, którzy chcieli to pociągnąć, poświęcić masę czasu, energii, spotkań, zaangażowania i wiary w to, że pomaganie przez bieganie ma sens. 

545827124_1227474392753179_4169022180240467125_n
fot. materiały prasowe

Kierujesz Poland Business Runem od 15 lat, ale wcześniej byłaś związana z branżą medialną. Trudno było Ci wejść w taki projekt?

Ja przecież musiałam się nauczyć, jak taki projekt powinien być prowadzony niemalże od zera (śmiech)! Jestem niezwykle wdzięczna przedstawicielom biznesu, którzy pomogli nam stworzyć mocne podwaliny naszej sztafety w wydaniu biznesowym. Dostaliśmy pigułkę wiedzy ze strony CEO UBS i jego project managerów, którzy się na co dzień zajmowali kompletnie innymi projektami, ale przełożyli swoje doświadczenie na stworzenie i rozbudowę projektu Poland Business Run. Ktoś kiedyś bardzo trafnie skwitował to jednym zdaniem: „Aga, dostałaś kilka lat w prezencie”. Bo właśnie tak jest – nie musieliśmy przerabiać projektu w czasie rzeczywistym, bo dzięki nim wiedzieliśmy, jak to powinno wyglądać. Już w pierwszym roku prowadzenia projektu przedstawialiśmy takie dane, jakich oczekiwał od nas biznes. Ale z dużym rozrzewnieniem przypominam sobie, jak nasi partnerzy, którzy współtworzyli z nami to wydarzenie od samego początku, mówili: „My też się od was uczymy – tego, że na efekty wsparcia beneficjentów musimy poczekać”. To przecież wielomiesięczny proces, a nie Excel, w którym coś się objawia za jednym kliknięciem. Nasze działania to stałe tłumaczenie i edukowanie: co to znaczy nauka chodu? Dlaczego potrzebujemy centrum rehabilitacji dla naszych beneficjentów? Dlaczego zbieramy też na pomoc psychologiczną? A przecież ilu miesięcy i lat wymaga wychodzenie z traum po bardzo ciężkich doznaniach, urazach, często po wypadkach samochodowych, które spowodowały, że są beneficjenci do nas trafiają. To jest bardzo ważna, kompleksowa opieka, którą musimy im zapewnić.

Misją Fundacji jest pomoc osobom z niepełnosprawnościami narządu ruchu, po amputacjach i mastektomii. Jak to się stało, że wylądowałaś w tematyce pomocy osobom z niepełnosprawnościami?

Bo kiedy tylko dotknęłam tej ścieżki, to zrozumiałam, że działając w innych obszarach tylko tracę czas. Mam doświadczenie zawodowe związane z dziennikarstwem i prowadzeniem agencji PR. Właśnie dlatego na samym początku zostałam poproszona, żeby pomóc w nagłośnieniu sytuacji osób po amputacjach. Spotkałam się wtedy z Jaśkiem Melą, o którego trudnej historii mówiło wtedy pół Polski, a on stał się niejako twarzą i ambasadorem osób po amputacjach. I wtedy, gdy zrozumiałam, z czym ci ludzie się mierzą, to stwierdziłam, że to, co robię, absolutnie nie ma sensu. Tak znalazłam swoją ścieżkę, zupełnie nie zakładając, że będę się tym zajmowała. 

Podkreślasz, że w Poland Business Run chodzi o „mądrą pomoc”. W jaki sposób Fundacja realizuje ten model?

Robimy to, skupiając się nie tylko na dofinansowaniu protez, wózków czy sprzętu ortopedycznego, ale na łączeniu tego z rehabilitacją i wsparciem psychologicznym. Tworząc fundacyjną ścieżkę wsparcia, bardzo wnikliwie przyglądałyśmy się sytuacji beneficjentów, a przede wszystkim ich słuchałyśmy. Mówię o nas, bo od początku tworzyłam tę drogę z Anią Orzechowską, prezeską Fundacji Centrum Rehabilitacji „Znowu w Biegu”. Nie interesowało nas krótkie, szybkie pomaganie. Najważniejsze było to, by ta ścieżka miała długofalowy sens, bo dzięki temu ludzie mogą wracać do pełnego, aktywnego i szczęśliwego życia. 

MW_05314
fot. materiały prasowe

Często mówisz o tym, że w Poland Business Run meta jest tak naprawdę startem. Po tym, jak na mecie zameldują się biegacze, w swoją podróż po sprawność wyruszają beneficjenci. 

Tak, dokładnie. Jako Fundacja jesteśmy w świetle reflektorów raz w roku, podczas charytatywnej sztafety. To jednak dopiero początek całorocznej pracy – naszej i beneficjentów. Myślę, że nie ma większej satysfakcji niż patrzenie na to, jak nasi beneficjenci ruszają w dalsze życie. I robią to z taką radością i pasją! Przez te 15 lat obserwowaliśmy wiele niesamowitych historii: ludzi, którzy po wypadkach musieli zmienić zawód i w tym nowym, mimo lęku i trudu, fantastycznie się odnajdywali; dumnych ojców, dla których dzieci to, że tata ma metalową nogę albo rękę, było czymś zupełnie normalnym. Były chwile, kiedy grupy kobiet z niewidoczną na pierwszy rzut oka amputacją, jaką jest mastektomia, rozjeżdżały się w różne zakamarki Polski, wiedząc o tym, że mają koleżanki, że mają do kogo zadzwonić i mają z kim się podzielić czymś, co było dla nich bardzo trudne, o czym często nie wiedzieli nawet najbliżsi.

Wielu z Waszych beneficjentów dzieli takie przekonanie? Że rozmową o tym, co się im przydarzyło, nie mogą obarczać nawet najbliższych?

Tak, wielu osobom towarzyszy ten rodzaj wstydu czy przekonania, że im się coś „przytrafiło”. Jeśli „przytrafiła mi się” choroba, mastektomia czy amputacja, to gdzieś w tle pojawia się myśl: może to coś mówi o mnie? Może jestem „inna”, „inny”? Czasem niemal jakby ciążyła nade mną jakaś klątwa. A skoro tak, to lepiej o tym nie mówić. Lepiej nie obarczać bliskich, nie nagłaśniać, nie pozwolić, żeby ta historia „się rozeszła”. Bo przecież o takich rzeczach – w ich odczuciu – nie powinno się mówić głośno. Oczywiście to nie jest jedyny obraz. Pracujemy też z wieloma osobami, które przeszły ogromną drogę i dziś z dumą mówią o swoim nowym etapie życia. Nie ukrywają swojej historii – przeciwnie, wykorzystują ją, by wspierać innych. Swoim przykładem dodają odwagi tym, którzy są tuż po trudnym doświadczeniu i dopiero uczą się nazywać to, co się wydarzyło.

Od lat budujesz mosty między NGO a biznesem, czego owocem jest m.in. konferencja CSR Poland. Jak na przestrzeni tych lat zmieniło się podejście polskich firm do społecznej odpowiedzialności?

Ta zmiana jest ogromna. Od działań incydentalnych i nieśmiałych przeszliśmy do dojrzałego, świadomego podejścia do społecznej odpowiedzialności. Możliwość obserwowania tej drogi to dla mnie jedna z największych zawodowych satysfakcji. Przez lata patrzyłam, jak firmy w Polsce realizują przeróżne projekty społeczne – często zupełnie bez rozgłosu, bez komunikowania ich na zewnątrz. To były działania prowadzone „po cichu”, z potrzeby serca albo z wewnętrznego przekonania, a nie dla wizerunku. Właśnie dlatego postanowiłam zaprosić w ramach CSR Poland firmy do tego, by zaczęły dzielić się swoimi projektami szerzej z organizacjami społecznymi i z innymi przedsiębiorstwami. Bo jeśli jedna firma ma w swojej misji pomoc dzieciom, a istnieje NGO, które od lat pracuje z dziećmi, to najlepszym, co można zrobić, to posadzić ich przy jednym stole. Z mojego doświadczenia wynika, że z takich rozmów niemal zawsze rodzi się wspólny, konkretny projekt.

W ostatniej edycji Twojego biegu wzięło udział ponad 46 tysięcy osób z ponad 1800 firm. Co czuje liderka, widząc tak ogromną pomarańczową falę solidarności?

Przede wszystkim dumę i radość. A zaraz potem, nie tylko w dniu biegu, ale właściwie przez cały rok, ogromne wzruszenie. Kiedy tylko na zewnątrz robi się cieplej, to widzę na ulicach i w parkach dziesiątki osób w koszulkach Poland Business Run. I mam swoją małą, prywatną zabawę – próbuję z daleka rozpoznać, z której edycji pochodzi dana koszulka. Czasem trafiają się takie naprawdę „archiwalne”, jeszcze z pierwszych lat naszego działania. I wtedy myślę sobie: to wszystko naprawdę trwa, żyje, ma swoją historię. Obserwowanie tego daje mi ogromną radość i bardzo głębokie poczucie sensu.

486525751_1092658016234818_8532829738572258027_n
fot. materiały prasowe

W samym 2025 roku dzięki Poland Business Runowi pomogliście 159 beneficjentom. Czy jest jakaś historia z ostatnich lat, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

Tego jest mnóstwo! Pan, który mimo zaawansowanego wieku nauczył się chodzić o protezie dlatego, że chciał zatańczyć na weselu swojej wnuczki. Inny pan, który nie mając możliwości skorzystania z profesjonalnej rehabilitacji w swoim mieście, przekonał pracowników lokalnej sieci handlowej, żeby rano, zanim sklep się otworzy, pozwolili mu skorzystać z poręczy, w których normalnie stoją wózki, bo dzięki nim może ćwiczyć naukę chodu. Dwie panie po mastektomii, które poznały się na naszym turnusie rehabilitacyjnym i tak zaprzyjaźniły, że stwierdziły, że to jest przyjaźń na absolutnie całe życie i że takich nie miały ani z okresu szkoły podstawowej, ani liceum. Albo kiedy w Hali Stulecia Cracovii zawodnik podchodzi do mnie w trakcie zawodów i mówi: „Pani Agnieszko, może mnie pani nie pamiętać, ale 4 lata temu kupiliście mi sprzęt, dzięki któremu wróciłem do sprawności fizycznej, a teraz – niech pani zobaczy – jestem w reprezentacji Polski!”. Przez 15 lat zbudowaliśmy całą drużynę ludzi, którym pomogliśmy stanąć na nogi. A oni potem poszli w świat, niosąc w sobie poczucie, że nie zostali sami ze swoją niepełnosprawnością i z nowym etapem życia, z którym się musieli zmierzyć. 

W 2018 roku powołałaś do życia Centrum Rehabilitacji „Znowu w Biegu”. Dlaczego posiadanie własnego, wyspecjalizowanego ośrodka było dla Ciebie ważne?

Często żartuję, że choć potrafię dobrze mówić, to tak naprawdę moją najmocniejszą stroną jest słuchanie. A każdy etap naszego rozwoju zaczynał się właśnie od słuchania.  Podczas jednego ze spotkań z beneficjentami zapytałam wprost: „Jak jeszcze możemy wam pomóc? Czego wam brakuje?”. Najpierw zapadła cisza, potem pojawiły się nieśmiałe spojrzenia i w końcu padło zdanie: „Potrzebujemy rzetelnej rehabilitacji”. Zaczęłam dopytywać. Okazało się, że środki, które wspólnie z firmami i biegaczami zbieraliśmy na rehabilitację, były ogromnym wsparciem, ale w praktyce nie zawsze przekładały się na realną poprawę sprawności. Powód był bardzo prosty – brak specjalistów przygotowanych do pracy z osobami po amputacjach. Wtedy stało się dla mnie jasne, że potrzebujemy własnego, wyspecjalizowanego miejsca. Takiego, w którym pracują eksperci znający specyfikę pracy z protezą, rozumiejący dynamikę ruchu i psychologiczny aspekt powrotu do sprawności. Różnica jest ogromna. Rehabilitacja prowadzona w przypadkowym miejscu może trwać miesiącami bez oczekiwanych efektów. Tymczasem intensywny, dobrze zaplanowany, tygodniowy turnus w wyspecjalizowanym ośrodku potrafi dać przełom – nauczyć chodzenia na protezie, przywrócić pewność siebie, przekazać konkretne narzędzia do dalszej pracy. Chodziło mi o to, by nasi beneficjenci wracali do swoich miejscowości nie tylko „po rehabilitacji”, ale wyposażeni w fundament – wiedzę, technikę i wiarę, że powrót do sprawności jest możliwy. 

Inicjatywy takie jak „Pomarańczowy Kwiecień” czy Ośrodek Wsparcia i Testów pokazują, że Twoja działalność sięga dalej niż sam bieg. Jakie bariery społeczne wciąż są najtrudniejsze do przebicia w kontekście aktywizacji osób z niepełnosprawnościami?

Wiele się zmieniło przez ostatnie lata, ale gdybym miała wskazać jedną, najtrudniejszą barierę, wciąż powiedziałabym: świadomość. Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość. Największym wyzwaniem nadal jest przełamywanie stereotypu, że osoba z niepełnosprawnością jest przede wszystkim „ograniczona”. Dlatego tak ważne jest pokazywanie sprawczości i realnego życia – nie w teorii, tylko w praktyce. To jest zresztą nasz fundacyjny powód do dumy. Pokazujemy naszych beneficjentów w górach, na kajakach, na obozach zimowych, podczas nauki narciarstwa biegowego. Widzimy, jak zdobywają szczyty – dosłownie i metaforycznie. Oczywiście ogromną rolę odegrały też ostatnie lata i rosnąca widoczność sportu paralimpijskiego. Ale równie ważne jest przypominanie, że aktywność to nie tylko sport wyczynowy. To taniec, rower, powrót do drobnych przyjemności i codziennych rytuałów. Bo czasem barierą jest coś, co większości z nas wydaje się oczywiste. Jazda na rowerze – „przecież tego się nie zapomina”. A jednak po amputacji trzeba nauczyć się jej od nowa. Trzeba nauczyć się chodzić na protezie, chodzić w szpilkach, założyć sukienkę i z radością pokazać światu: tak, mam protezę, i to jest część mnie. Coraz częściej widzimy tę odwagę i to jest wspaniałe.

Drugą ogromną barierą jest dostęp do technologii i wiedzy o niej. Dlatego tak ważne są inicjatywy takie jak Ośrodek Wsparcia i Testów, gdzie można wypożyczyć sprzęt asystujący i sprawdzić, co realnie pomoże w codziennym funkcjonowaniu. Jednym z najbardziej poruszających doświadczeń jest obserwowanie, jak dzięki nowoczesnym technologiom – na przykład komunikatorom sterowanym wzrokiem – rodzic może po raz pierwszy „usłyszeć” swoje dziecko, które nigdy wcześniej nie wypowiedziało żadnego słowa. Moment, w którym po latach pojawia się nić porozumienia, nawet jeśli jest delikatna i wymaga wsparcia technologii, jest absolutnie przełomowy. Dlatego dziś walka toczy się nie tylko o dostępność architektoniczną czy finansową. To walka o zmianę myślenia – o zobaczenie w osobie z niepełnosprawnością nie ograniczenia, lecz potencjału. I o budowanie mostów: między światem technologii a człowiekiem, między rodziną a dzieckiem, między lękiem a odwagą.

MMA_3931
fot. materiały prasowe

W swoich działania kładziesz duży nacisk na zdrowie psychiczne. Teraz Twoja Fundacja wkracza też w tematykę wsparcia seniorów i osób niesamodzielnych. Skąd te wątki?

To w dużej mierze efekt osobistego doświadczenia i uważnej obserwacji rzeczywistości. Sama opiekowałam się bliską osobą niesamodzielną i zobaczyłam wtedy bardzo wyraźnie, że w takich momentach jesteśmy pozostawieni sami sobie. Brakuje systemowych rozwiązań, które realnie wspierałyby opiekunów nieformalnych. Bardzo mocno doświadczyłam wtedy psychicznego obciążenia i braku formalnego wsparcia. Musiałam wypracować własne rozwiązania, żeby móc funkcjonować – pracowałam, wychowywałam dzieci, prowadziłam dom i jednocześnie opiekowałam się bliską osobą. Wiem więc z własnego doświadczenia, jak bardzo potrzebna jest przestrzeń dla opiekunów: miejsce, w którym mogą odpocząć, złapać oddech i poczuć, że nie są w tym sami. Na tym chcemy się dziś szczególnie skupić, dlatego stworzyliśmy w Krakowie Centrum Dobroć. To miejsce, w którym opiekunowie będą mogli skorzystać ze wsparcia, wiedzy i godzin wytchnieniowych. 

Wydaje się, że to już pewien schemat w Twojej drodze zawodowej. Dostrzegasz problem, który dotyka wielu osób, a potem próbujesz znaleźć dla niego systemowe rozwiązanie.

Rzeczywiście, trochę tak jest. Lubię dzielić się rozwiązaniami. Jeśli gdzieś uda się coś wypracować i sprawdzić w praktyce, to szkoda, żeby zostało tylko w jednym miejscu. Kiedy ktoś podzieli się dobrym pomysłem, inni mogą z niego skorzystać albo dołożyć swoją cegiełkę i jeszcze go rozwinąć. Temat starzenia się społeczeństwa i zmęczenia opiekunów będzie z nami przez kolejne dekady. Oczywiście wszyscy staramy się dbać o zdrowie i sprawność jak najdłużej, ale równolegle potrzebujemy systemów wsparcia. Czasem pierwszym krokiem jest po prostu uporządkowanie informacji i zebranie ich w jednym miejscu. Ktoś kiedyś powiedział o mnie, że mam zdolność „porządkowania chaosu”. Może rzeczywiście coś w tym jest – lubię układać rzeczy w sensowną całość i dzielić się tym z innymi. Jeśli dzięki temu choć trochę łatwiej jest komuś funkcjonować, to już ma ogromną wartość.

Czego życzysz sobie na to wyjątkowe 15-lecie działalności Poland Business Run?

Już dziś czuję ogromne spełnienie, patrząc na to, jak rozwinął się Poland Business Run. Mamy mocne, stabilne filary, które realnie przekładają się na poprawę jakości życia naszych beneficjentów. To jest pomoc przemyślana, kompleksowa i dobrze zorganizowana – odpowiadająca na różne potrzeby, a nie tylko na jeden ich wycinek. Życzę więc sobie, żeby Ci, z którymi pracuję nad PBR od lat, dalej chcieli podążać ze mną tą ścieżką. Bez absolutnie wyjątkowych ludzi nie zrobiłabym niczego! Na 15-lecie życzyłabym sobie też, żebyśmy mogli ten model dalej pięknie rozwijać i przenosić go do kolejnych miejsc w Polsce. Żeby ta energia, którą udało nam się zbudować, docierała jeszcze szerzej. Bo możliwość skalowania dobra – to chyba największa nagroda, jaką możemy sobie wyobrazić.