To przełomowy rok w historii Oscarów. Kto zdobędzie statuetki?
Fot. ROBYN BECK/AFP/East News

To przełomowy rok w historii Oscarów. Kto zdobędzie statuetki?

93. ceremonia rozdania Oscarów już za chwilę! Filmowe emocje rosną, szczególnie, że niedzielna gala będzie inna od wszystkich poprzednich. Czy nazywany tegorocznym faworytem "Nomadland" okaże się najlepszym filmem roku? Czy Glenn Close po ośmiu nominacjach w końcu doczeka się Oscara? Specjalnie dla nas oscarowych zwycięzców typuje dziennikarka i komentatorka filmowa, Katarzyna Borowiecka. 

93. ceremonia rozdania Oscarów coraz bliżej. Będzie wyjątkowa i przełomowa z wielu powodów. Przede wszystkim, po raz pierwszy odbędzie się pandemicznych, nietypowych czasach - liczba gości ograniczona zostanie do 170. Ale też po raz pierwszy na listach nominowanych mamy tak dużą różnorodność i tak wielu przedstawicieli mniejszości. Wszystkie kategorie aktorskie mogą w tym roku wygrać aktorzy o innym kolorze skóry niż biały. Ten rok jest również rekordowy pod względem nominacji, które otrzymały kobiety - w 23 kategoriach doczekało się ich aż 70!

Wysoko podniesiona aktorska poprzeczka

Po raz drugi w historii aż dwie czarnoskóre aktorki nominowane są w kategorii Najlepsza aktorka pierwszoplanowa. Viola Davis za rolę bluesowej gwiazdy w "Ma Rainey: Matka bluesa" oraz Andra Day jako Billie Holliday w “The United States vs. Billie Holiday”. Walka w tej kategorii zapowiada się bardzo ciekawie. Bukmacherzy jako główne faworytki typują Violę Davis oraz genialną Carey Mulligan za rolę w filmie "Obiecująca. Młoda. Kobieta". Jest też poruszająca Vanessa Kirby w "Cząstkach kobiety" oraz obsypana nagrodami za rolę w "Nomadland" Frances McDormand. Która artystka zdaniem Katarzyny Borowieckiej wygra? - W tym roku zdecydowanie to Frances McDormand może odebrać swojego trzeciego Oscara, chociaż w kategorii Najlepsza aktorka konkurencja jest zacna. Zarówno Viola Davis, jak i Andra Day też przecież zbierały nagrody za swoje role - przyznaje.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Looper (@looperhq)

W zasadzie we wszystkich aktorskich kategoriach poprzeczka została w tym roku podniesiona wysoko. - Ten rok był, o dziwo, całkiem dobry dla kina. Kategorie aktorskie to starcia tytanów i tytanek - żartuje Borowiecka. - W jednej kategorii mamy przecież Frances McDormand, Carey Mulligan i Violę Davis, w drugiej - Riza Ahmeda, Chadwicka Bosemana, Anthony'ego Hopkinsa, Gary'ego Oldmana i Stevena Yeuna - wylicza. - Czy Akademia nie wykorzysta ostatniej szansy, żeby pośmiertnym Oscarem nagrodzić Chadwicka Bosemana? Nie wydaje mi się - przyznaje Borowiecka. Nominowany za rolę w filmie "Ma Rainey: Matka bluesa" aktor zmarł w połowie zeszłego roku po walce z nowotworem. W marcu pośmiertnie nagrodzony został Złotym Globem.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Looper (@looperhq)

Oscarowe pewniaki?

Również walka o Oscara za role drugoplanowe wydaje się w tym roku wyjątkowo zacięta. - Bardzo by mnie ucieszył Oscar dla koreańskiej aktorki Yuh-Jung Youn za rolę w filmie "Minari". Moim zdaniem na statuetkę zasłużył również Paul Raci za "Sound of Metal". Pamiętajmy jednak, że decyzje Amerykańskiej Akademii Filmowej są wypadkową tylu czynników pozaartystycznych, że naprawdę trudno cokolwiek przewidzieć - tłumaczy Katarzyna Borowiecka. I dodaje, że w zasadzie jedyną kategorią, w której już dziś możemy wskazać zwycięzcę jest Najlepszy film międzynarodowy. - Wydaje mi się, że "Na rauszu" Thomasa Vinterberga raczej nie ma w tym roku konkurencji - mówi dziennikarka.

Również w kategoriach muzycznych nie powinno być większych zaskoczeń - Jest duże prawdopodobieństwo, że ze statuetkami w kategorii Muzyka wieczór skończą Trent Reznor i Atticus Ross. Mają w tej kategorii dwie nominacje (jedną za film "Mank" Davida Finchera, drugą - razem z Jonem Batiste za "Co w duszy gra"). Ale to jest oczywiście czysta matematyka - mówi Borowiecka. 

Co z kategorią Najlepszy film roku? To w końcu, zaraz po aktorskich zmaganiach, najbardziej rozpalająca emocje kategoria. - Można próbować wyciągać wnioski po całym sezonie nagród rozpoczętym pod koniec lutego Złotymi Globami. Wydaje mi się, że największe szanse na Oscara ma "Nomadland" - mówi nasza komentatorka.

"Obiecująca. Młoda. Kobieta" - nominacja dla debiutantki

O innych pewniakach nie ma mowy, ale jest kilka nominacji, za które szczególnie mocno będziemy trzymać w tym roku kciuki. - Bardzo mnie ucieszyły nominacje dla filmu "Obiecująca. Młoda. Kobieta", zwłaszcza dla debiutującej w pełnym metrażu Emmerald Fennel (za scenariusz oryginalny i reżyserię) oraz dla Carey Mulligan, która jest w roli Cassandry olśniewająca - mówi Borowiecka.

35-letnia Emerald Fennel, która szerszej publiczności dała się poznać jako odtwórczyni roli Camilli Parker-Bowles w 4. sezonie serialu "The Crown" jest pierwszą w historii debiutantką, która walczy o Oscara w kategorii Najlepsza reżyseria. Fennel będzie w niej zresztą konkurować z Chloe Zhao, pochodzącą z Chin reżyserką "Nomadland". I to kolejna, przełomowa chwila, ponieważ dotąd w tej kategorii nigdy nie spotkały się dwie kobiety. Co więcej, to właśnie Zhao zdaniem bukmacherów ma największe szanse na statuetkę. Stałaby się tym samym drugą, po Katheryn Bigelow ("Hurt Locker"), zwyciężczynią tej zdominowanej przez męskich twórców kategorii.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez LA PIBA CINÉFILA (@lapibacinefila)

Miło zaskakuje również polski akcent wśród listy nominowanych. - Ucieszyło mnie dostrzeżenie operatorskiego kunsztu Dariusza Wolskiego. Nie ze względu na polskie sentymenty, ale dlatego, że to świetny operator, który od lat pracuje przy znakomitych produkcjach i superprodukcjach. Świetnie, że wreszcie Akademia go dostrzegła - tłumaczy Katarzyna Borowiecka. Wolski nominowany został za zdjęcia do filmu "Nowiny ze świata" z Tomem Hanksem w roli głównej.

Oscar pocieszenia dla Glenn Close?

Wyjątkowo ciekawie zapowiada się też walka o statuetkę w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa. Szczególnie uwagę widzów przyciąga Glenn Close. W jednym roku za rolę rezolutnej babci w "Elegii dla bidoków" dostała nominację do Oscara i... Złotej Maliny. I o ile ta druga nagroda prawdopodobnie jej nie interesuje, z tą pierwszą wiązać może spore nadzieje. Szczególnie, że jest to już ósma oscarowa nominacja Glenn Close. Zdaniem wielu, statuetka Oscara jej się po prostu należy- Gdyby Glenn Close dostała Oscara za tę rolę, to należałoby to uznać za "Oscara pocieszenia" za rok, w którym przegrała z Olivią Coleman - mówi Katarzyna Borowiecka. W 2019 Close, typowana na faworytkę za swoją rolę w dramacie "Żona" faktycznie, ku zdumieniu wszystkich przegrała oscarowe starcie z Olivią Colman. Nawet sama wzruszona Colman podczas swojego wystąpienia zwróciła się właśnie do największej przegranej wieczoru, Glenn Close: - Bycie nominowaną w tej samej kategorii z tak wyjątkowymi kobietami to wielki zaszczyt. Glenn Close, byłaś moją idolką przez lata i naprawdę nie chciałam, żeby to się dziś tak zakończyło. Jesteś wspaniała i kocham cię z całego serca – powiedziała Colman odbierając Oscara.

Co ciekawe, w tym roku panie znowu stają do walki o statuetkę, tym razem z kategorii Najlepsze aktorka drugoplanowa. Poza Colman i Close o Oscara zawalczą Maria Bakalova ("Kolejny film o Boracie"), Amanda Seyfried - ("Mank") i nazywana największą faworytką w tej kategorii Youn Yuh-jung (“Minari”). Czy historia znów może się powtórzyć? A może to jednak Close będzie w tym roku triumfować?  - Z pewnością rola Glenn Close w "Elegii dla bidoków" nie jest jej najlepszą, więc byłby to perwersyjny żart akademików, gdyby za tę właśnie Oscara dostała - przyznaje Katarzyna Borowiecka. 

 

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również