8 najsłynniejszych oscarowych wpadek
Jennifer Lawrence to bohaterka jednej z najsłynniejszych oscarowych wpadek.
Fot. Matt Sayles/Invision/AP/East News

8 najsłynniejszych oscarowych wpadek

One także przechodzą do historii show-biznesu! Każda gala, choćby była wyreżyserowana w najdrobniejszych szczegółach, nie obejdzie się bez potknięć. Z okazji zbliżającej się 93. ceremonii wręczania Oscarów przypominamy te najsłynniejsze i najzabawniejsze gafy.

Pomylenie werdyktu

Bez wątpienia najbardziej pamiętamy wpadkę Warrena Beatty z 2017 roku. Aktor ogłosił zwycięstwo ekipy „La La Land”. I gdy ta pojawiła się na scenie, okazało się, że Beatty źle odczytał werdykt – w rzeczywistości wygrali twórcy konkurencyjnego filmu – „Moonlight”. Zrobiło się niezłe zamieszanie – ta oscarowa wpadka długo nie schodziła z czołówek wiadomości i gazet na całym świecie. Gwiazdor wyjaśniał, że werdykt podano mu w złej kopercie z nazwiskiem Emmy Stone, gwiazdy „La La Landu”. I nie patrząc na zawartość uznał, że właśnie ten film zdobył Oscara. Podobna pomyłka wydarzyła się wcześniej w 1963 roku – Sammy Davis Jr. ogłosił, że statuetka za najlepszą muzykę trafia do rąk Toma Jonesa, tymczasem laureatem był brytyjski kompozytor John Addison, który skomponował muzykę do filmu „Tom Jones” (a popularny piosenkarz nie miał z tym nic wspólnego). Pechowiec tłumaczył podobnie jak Beatty: „dali mi złą kopertę”.

Upadek z sennego koszmaru

Ze sceny pada twoje nazwisko, promieniejesz, wstajesz z gracją, po drodze przyjmując gratulacje, majestatycznie przemierzasz Dolby Theatre, w niebotycznych szpilkach wspinasz po schodach na scenę, by nagle runąć jak długa – taki koszmar śni się zapewne niejednej hollywoodzkiej gwieździe. W rzeczywistości spotkał Jennifer Lawrence podczas gali w 2013 roku. Aktorka, nagrodzona za główną rolę w filmie „Poradnik pozytywnego myślenia”, potknęła się o własną suknię (Dior Couture), gdy wchodziła na scenę. Publiczność zgotowała jej owację na stojąco. „Dziękuję. Wstaliście, dlatego, że współczujecie mi upadku i teraz to dopiero się wstydzę”, skomentowała wydarzenie Lawrence. Do historii oscarowych gali przeszła po raz kolejny w 2018 roku, gdy rozluźniona (ponownie w sukni Diora) z kieliszkiem wina w ręku forsowała krzesła na widowni, by skrócić drogę na swoje miejsce…

Przegapiły najważniejszy moment...

…bo poszły na papierosa. Tak w skrócie można by skomentować oscarową wpadkę polskich aktorek na gali w 2015 roku. Cała Polska trzymała wówczas kciuki za Pawła Pawlikowskiego, twórcę „Idy”, produkcji nominowanej w kategorii najlepszy film obcojęzyczny. Podczas ceremonii towarzyszyły mu m.in. odtwórczynie głównych ról – Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska. Ale po ogłoszeniu werdyktu kamery próżno szukały ich twarzy na widowni. Internet obiegło potem zdjęcie aktorek, siedzących na korytarzu, z kieliszkiem wina i papierosami w dłoniach... „Dostałyśmy z Agatą program, ale zaszły jakieś zmiany, o których nie wiedziałyśmy. Stwierdziłyśmy, że mamy jeszcze trochę czasu, wyszłyśmy na chwileczkę z sali i nagle zobaczyłyśmy na monitorach, że wstaje Paweł, żeby odebrać Oscara! (...) Tak strasznie się cieszyłyśmy na tym korytarzu. Krzyczałyśmy, biegłyśmy, ludzie na nas patrzyli!”, relacjonowała potem Kulesza. Tak czy inaczej obie Agaty pozostaną chyba jedynymi polskimi gwiazdami, które były na Oscarach, ale nie widziały momentu wręczania statuetki.

Nazwisko nie do wymówienia

W 1983 roku my, Polacy, mieliśmy swój wielki moment. Do nagrody w kategorii najlepszy film krótkometrażowy nominowany był polski reżyser Zbigniew Rybczyński. Odczytująca nominacje aktorka Kristy McNicol miała trudny orzech do zgryzienia. „Zu-bi-gniuw Ryb-czy-skaj” – sylabizowała aktorka, by za chwilę głosić, że Oscara za film „Tango” otrzymuje otrzymuje „Rzebluski guy, something” (w wolnym tłumaczeniu: ten facet Rzebluski, czy jakoś tak)… za film „Tango”. Chwilę potem, Zbigniew Rybczyński skradł serca publiczności, mówiąc, że „Zrobił krótki film, więc będzie przemawiać krótko”. Zaraz potem dodał: „Marzę, że kiedyś będę miał okazję przemawiania trochę dłużej z tego miejsca”. Był pierwszym polskim reżyserem nagrodzonym prestiżową statuetką. Potem doczekaliśmy się jeszcze Andrzeja Wajdy (2000), Romana Polańskiego (2003) i Pawła Pawlikowskiego (2015).

Zostawił Oscara w toalecie

Kogo jak kogo, ale Colinowi Firthowi, niezapomnianemu Markowi Darcy’emu z „Bridget Jones”, raczej trudno przypisać łatkę imprezowicza. Nic bardziej mylnego! Gdy w 2011 roku otrzymał statuetkę dla najlepszego aktora za rolę w filmie „Jak zostać królem”, balował tak radośnie, że zostawił statuetkę na muszli klozetowej. Znalazł ją ktoś z obsługi i dogonił aktora na korytarzu. Tego dnia gwiazdor bawił się na kilku przyjęciach, m.in. na Balu u Gubernatora i na imprezie „Vanity Fair” (gdzie miał miejsce wspomniany incydent). Był w szampańskim humorze. „Jeśli dziś osiągnąłem szczyt swojej kariery, równie dobrze mogę wyjść z przyjęcia z hukiem i bólem głowy” – żartował Brytyjczyk, który dołączył do elitarnego grona – podobne wpadki mają na koncie Meryl Streep (w 1979 roku) i Whoopi Goldberg (w 1991 roku)

Nagrodę odebrał złodziej

Colin Firth miał więcej szczęścia niż Alice Brady w 1938 roku. Do tej gwiazdy statuetka w ogóle nie trafiła mimo wygranej w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa! Aktorka filmu „W starym Chicago” nie mogła jej odebrać osobiście z powodu złamania kostki. Zamiast niej na scenie pojawił się nikomu nieznany mężczyzna, który zgarnął trofeum, dziękując Akademii w imieniu nieobecnej. I ślad po nim zaginął… Ponieważ wina leżała ewidentnie po stronie organizatorów, gwieździe obiecano duplikat Oscara. Niestety nie doczekała go – zmarła rok później na raka. 

Nie ta osoba 

Koszmar, który śni się hollywoodzkim gwiazdom i był udziałem Jennifer Lawrence, jest jednak niczym w porównaniu z tym, co przeżył Frank Capra w 1934 roku. Podczas gali Will Rogers, prezenter wręczający nagrodę w kategorii najlepszy reżyser, rzucił ze swadą „Chodź tu i odbierz ją, Frank”. Capra pojawił się na scenie, ale nie chodziło o niego. Oscara miał odebrać jego imiennik, Frank Lloyd, za film „Kawalkada”. „Spacer powrotny do stolika, wśród okrzyków „Siadaj, siadaj, nie zasłaniaj”, był najdłuższym, najsmutniejszym i najbardziej upokarzającym w całym moim życiu. Chciałem wpełznąć pod dywan jak jakiś marny robak. Tak się właśnie czułem, gdy w końcu opadłem na krzesło. Wszyscy moi przyjaciele przy stoliku płakali”, wspominał potem w swojej autobiografii reżyser, który ostatecznie zgarnął trzy Oscary. Pierwszego – rok po żenującej wpadce. 

Golas w tle 

Takie właśnie wspomnienie pozostawiła po sobie 46. ceremonia wręczenia Oscarów w 1974 roku. Współprowadzący imprezę David Niven zamierzał właśnie zapowiedzieć Elizabeth Taylor (gwiazda miała odczytać werdykt w kategorii najlepszy film), gdy nagle zza jego pleców wyłonił się nagi mężczyzna prezentujący znak V. Był to fotograf Robert Opel, znany w Kalifornii ze swoich nagich wtargnięć na posiedzenia rady miejskiej Los Angeles. W ten sposób zwykł oprotestowywać zakaz nudyzmu na miejskich plażach… Prowadzący galę nie stracił rezonu. „Czy to nie fascynujące, że prawdopodobnie ten mężczyzna jest w stanie wywołać śmiech tylko wtedy, gdy się rozbierze i pokaże małego?”, skomentował. Choć nie brak jednak głosów, że akurat ta wpadka była wpisana w scenariusz. W każdym razie Opel został po niej celebrytą.

 

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również