Czym są fałszywe wspomnienia i jak odróżnić je od tych prawdziwych?
Jak odróżnić fałszywe wspomnienia od prawdziwych?
Fot. 123rf

Czym są fałszywe wspomnienia i jak odróżnić je od tych prawdziwych?

Fałszywe wspomnienia to zachodzące w naszym mózgu niezwykłe zjawisko. Czym są i w jaki sposób powstają? Pamięć przypomina archiwum szalonego naukowca: kadry z życia stoją obok scen z oglądanych filmów i zasłyszanych historii. Kiedy wspominamy, mieszają się ze sobą. Ale nieprzypadkowo. Fałszywe wspomnienia zdradzają nasze potrzeby. 

Czy nasz mózg faktycznie tworzy fałszywe wspomnienia? Okazuje się, że tak! Chcielibyśmy by pamięć była jak kserokopiarka rzeczywistości albo kamera zapisująca rzetelnie odbicie faktów, które potem odtwarzamy na życzenie. Jednak nasz mózg działa zupełnie inaczej. Jest jak malarz, który nakłada warstwy farby na płótno, zmienia odcienie, wymazuje. Albo jak Photoshop, który poprawia, koryguje, przekształca. Mam takie wspomnienie: podłużny pokój z wielkim kredensem i ciężkim stołem pośrodku. Dziadek nalewa mi kompot ze szklanego dzbanka i śmieje się, gdy wypijam napój duszkiem i biegnę wokół stołu. Widzę wyraźnie jego wysoką postać, żłobienia w szklance i plamy słońca na białym obrusie – a jednak to się nigdy nie zdarzyło. W domu dziadka i w tym pokoju byłam tylko raz, już po jego śmierci. 

Fałszywe wspomnienia czy prawda? Co zapamiętuje nasz mózg?

Psycholog Ewa Woydyłło, autorka książki "Zła pamięć, dobra pamięć" pisze, że mózg nie odróżnia tego, co się dzieje naprawdę, od naszych wyobrażeń. I rzeczywiście dzięki nowoczesnym skanerom rezonansu magnetycznego naukowcy odkryli, że aktywność mózgu, w momencie, gdy coś sobie wyobrażamy jest prawie identyczna z jego aktywnością w chwili, kiedy doświadczamy tego w rzeczywistości.  Nasza pamięć nie przypomina videoteki, raczej archiwum szalonego naukowca: kadry z życia mieszają się ze scenami z oglądanych filmów i wyobrażeniami zasłyszanych historii. Wspomnienia to fotomontaże z których układamy autobiografię, spójną z naszymi potrzebami, z tym za kogo się uważamy i chcemy uważać.

– Niektóre wspomnienia tworzymy, bo chcemy wierzyć, że nasza młodość była ekscytująca, a my sami odważni i szaleni – tłumaczy Svein Magnussen, badacz pamięci, obecnie emerytowany profesor Uniwersytetu w Oslo. On sam jest tego przykładem: przez 30 lat wierzył, że świętując maturę uczestniczył w zuchwałej rozróbie. – Przyjechaliśmy z Oslo do Kopenhagi. Nagle auto się zepsuło. Pamiętam bardzo wyraźnie, że zepchnęliśmy je z pomostu i wpadło do wody. Pamiętam nawet ten drewniany pomost, chociaż po namyśle mogę stwierdzić z całą pewnością, że w Kopenhadze nie ma czegoś takiego –  opowiada. Trzy dekady później spotkał kolegę z liceum. To do niego należał samochód i to on znalazł w Kopenhadze szrot, gdzie sprzedali maturalne auto na złom. Nikt nie zepchnął go do morza. – Prawdopodobnie dyskutowaliśmy tylko o tym, może rozważaliśmy taki pomysł? Może ktoś opowiedział podobną historię? I wtedy stworzyłem w myślach obraz tej sytuacji, który dostał się do mojej pamięci - wyjaśnia Magnussen.

Skąd się biorą fałszywe wspomnienia?

Najprawdopodobniej wspomnienia fałszujemy wszyscy, choć jak pisze Ewa Woydyłło, może powinniśmy raczej mówić o kreowaniu, bo prawie zawsze robimy to nieświadomie. Pamięć zmienia się pod wpływem potrzeb - czasem takich, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Amerykańska pisarka Mary Karr opowiada, że przez całą młodość towarzyszyło jej wspomnienie porzucenia przez ojca. Czuła się ofiarą zaniedbania rodziców, niewinną nastolatką, którą spotkały niezasłużone okrucieństwa. –W pewnym momencie (pisząc autobiografię) siadłam do sceny pożegnania, żeby pokazać jak mój ojciec – pijak i drań – porzucił mnie, kiedy weszłam w wiek dojrzewania. Była to historia, którą opowiadałam już wielokrotnie, czasem tylko dodając jakieś szczegóły. Nigdy przedtem nie poddawałam jej w wątpliwość. Teraz jednak zaczęłam zagłębiać się w fakty z tamtego okresu. Nagle zobaczyłam, że one pokazują zupełnie inną historię. To przecież ja zostawiłam ojca, żeby włóczyć się po Meksyku z bandą hippisów, a potem wyjechałam na studia. Zupełnie wymazałam to z pamięci – pisze Karr w swoim artykule dla New York Timesa. 

Elizabeth Loftus tłumaczy, dlaczego zapominamy. Zjawisko amnezji dziecięcej

Przez całe życie kreujemy w głowie swój autoportret dobierając do niego różne fragmenty ze wspomnień. Umysł dopasowuje je w taki sposób, aby stworzyły spójny obraz, jaki odpowiada mi w konkretnym momencie – odrzucając to, co nie pasuje albo zmieniając tak, by harmonizowało.  Jeśli widzę siebie jako osobę skrzywdzoną, wyłapuje z przeszłości dowody krzywd. 

W jednym z eksperymentów znanej badaczki pamięci Elizabeth Loftus (która tematowi fałszywej pamięci poświęciła swoje wystąpienie podczas TED Talk w 2013) pacjentowi zasugerowano, że w dzieciństwie zgubił się w galerii handlowej. Wcale się nie zdziwił. Choć zdarzenie zmyślono, pasowało do jego wyobrażenia o sobie samym jako osobie niekochanej i do przekonania "to wszystko wina moich rodziców". Loftus wykazała również, iż osoby przekonane o posiadaniu talentu, przypominają sobie z łatwością zdarzenia z wczesnego dzieciństwa, które miały się przyczyniać się do rozwoju zdolności. Jedna z kobiet pamiętała na przykład, że już w niemowlęctwie przestawała płakać słysząc muzykę. Czy była to prawda? Możliwe. Jednak na pewno nie mogła tego pamiętać.

Neurolodzy udowodnili, że w wieku 7-8 lat nasz mózg poszerza zdolności poznawcze i robi miejsce na nowe wspomnienia, wymazując stare. Zjawisko to nosi nazwę amnezji dziecięcej i jest procesem automatycznym. Żeby zapamiętać zdarzenia z wczesnego dzieciństwa, musielibyśmy zahamować intensywne namnażanie neuronów w hipokampie, które zachodzi w tym czasie. Dlatego wspomnienia z naszych pierwszych lat to tylko skrawki, pojedyncze kadry, wrażenia. Układają się w dłuższe sceny dopiero na skutek opowieści rodzinnych, zdjęć w albumie i naszej fantazji. 

Czy warto tropić te zmyślenia? Owszem – choćby po to, by rozumieć, że pamięć nie jest wiarygodnym świadkiem lecz naszym osobistym stronniczym historykiem, który wciąż od nowa snuje opowieść o naszym życiu, usprawiedliwiając nasze decyzje, przydając sensu działaniom. Ale jest coś jeszcze. Historyka w naszej głowie warto lepiej poznać, bo wspomnienia – nieważne: sfabrykowane czy zgodne z faktami – pokazują nam nasze potrzeby. Wspominając, możemy lepiej zrozumieć siebie. 

Wspomnienia pokazują, co jest dla nas ważne

– Proponuję często moim pacjentom, żeby spróbowali spisać kilka najwcześniejszych wspomnień. Nie chodzi o przypominanie szczegółów czy wydobywanie obrazów z pamięci – po prostu: co pamiętasz ze swojego dzieciństwa? – opowiada Robert Taibbi, amerykański psychoterapeuta z ponad 40-letnim stażem. – Spróbuj wybrać te, które wydają ci się ważne lub towarzyszą im emocje i ograniczyć ich liczbę do 10 - mówi. Jak tłumaczy na łamach Psychology Today nie jest ważne na ile nasze retrospekcje są prawdziwe, a na ile podkoloryzowane: istotne, jakie emocje wywołują. Są radosne czy smutne? Przeważa w nich jeden ton, czy też można je pogrupować? 

 

Co mówią o Tobie wspomnienia?

  • Jedna z pacjentek Taibbi'ego określiła swoje wspomnienia jako "buntownicze": pamiętała, że w wieku 5 lat dostała straszną burę, bo poszła z kolegami z podwórka nad staw i wróciła do domu o zmroku. Innym razem podarła rysunek, bo mama powiedziała, że brat narysował ładniej. I jeszcze to, że zaciskała usta, gdy babcia ją karmiła łyżeczką, a kasza spływała jej po brodzie. Lubi te wspomnienia. Pokazują jej potrzebę kierowania własnym życiem, dumę z indywidualności, a nawet gotowość zapłacenia ceny za własne wybory. Czy taka była w dzieciństwie? Nie wiadomo. Dziś tak to wspomina, bo dziś ma potrzebę być niezależnym, wolnym duchem. 
  • Czasem wspomnienia są pełne wstydu: kłótnia rodziców, za którą nie wiedzieć czemu czujemy się winni, wielka wpadka gdy zsikaliśmy się w spodnie. Mogą pokazywać naszą dzisiejszą potrzebę akceptacji, przynależności – pragniemy na nią zasłużyć, staramy się być idealni, boimy się błędów. 
  • Wspomnienia traumatyczne, pełne cierpienia najczęściej pokazują, że stoimy w pozycji ofiary. Możemy wtedy czuć się zwolnieni z odpowiedzialności za własne życie. Pozostajemy w smutku, krzywdzie, nie podejmujemy wyzwań. Mamy potrzebę uwagi, współczucia, zadośćuczynienia. Często nie do zaspokojenia w dorosłym życiu.

Co ciekawe, badacze z uniwersytetu Cambridge i University College w Londynie podpowiadają, że pomoże nam wtedy poszukiwanie w pamięci dobrych wspomnień: ich znalezienie i częste przywoływanie bywa prawdziwym przełomem. Pisarka Mary Karr, autorka serii autobiograficznych powieści (ta, która czuła się ofiarą ojca – drania i pijaka), odnalazła w pamięci wspomnienia wspólnych śniadań, wycieczek na ryby i tego, że "tata zawsze przyjeżdżał do szkoły na czas".

Jeśli odkryjesz w pamięci sfabrykowany obraz, warto pomyśleć: po co to zrobiłam? Fałszywe fragmenty często wypełniają luki. Kiedy czegoś nie pamiętamy zapełniamy to puste miejsce wyobrażeniami i zapożyczeniami. Mój dziadek z fałszywego wspomnienia jest jedynym, jakiego pamiętam. Powstał z potrzeby uzupełnienia rodziny, zapełnienia pustego miejsca, wynagrodzenia sobie tego, że go nigdy nie poznałam. Naprawdę, musiałam go domalować. 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 10/2020

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również