Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada dermatolog, prof. Barbara Zegarska, 63 lata
prof. Barbara Zegarska
Fot. materiały ptasowe

Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada dermatolog, prof. Barbara Zegarska, 63 lata

W naszym cyklu pytamy lekarki medycyny estetycznej, jakie zabiegi robią sobie. Kolejny gość: dojrzała kobieta, profesor dermatologii Barbara Zegarska, kierownik Katedry Kosmetologii i Dermatologii Estetycznej Collegium Medicum w Bydgoszczy i właściciel bydgoskiej kliniki Dermatoestetica. Zabiegi dobiera starannie, decyduje się tylko na te, które odpowiadają jej potrzebom. Chce być zadbana, ale nie odmładzać się na siłę.  prof. Barbara Zegarska 

Dojrzewa pani z godnością?

Tak (uśmiech), bo staram się starzeć ładnie. To znaczy farbuję siwe włosy, robię makijaż i zabiegi odmładzające.

Czy po menopauzie, gdy gwałtownie spada poziom hormonów młodości – estrogenów, zabiegi mają jeszcze sens? 

 Jeśli nie będą miały, może zrobię sobie operację plastyczną. Na razie zabiegami udaje mi się popędzić komórki skóry
do pracy. Zależy mi, by wyglądać na zadbaną dojrzałą kobietę. Ale nie chcę odmładzać się wbrew metryce. Dlatego na przykład nie pompuję sobie ust. 

Jako właścicielka kliniki może pani sobie zrobić dowolny zabieg. Jednak jako lekarz wie pani, że nie każdy ma sens. Rozumiem, że wybiera pani dla siebie najskuteczniejsze.  

Skuteczne, ale też dopasowane do mojej anatomii. Nie mogę wypełnić policzków, bo mam okrągłą twarz – wyglądałabym jak pyza. Nie muszę odmładzać powiek, bo mi nie opadają – to zasługa genów. Nie mam przebarwień, rzadko pękają mi naczynka. Jeśli to się zdarza, szybko zamykam je laserem. Wiotczeje mi skóra, opada podbródek, zmienił się owal twarzy – to są moje realne problemy. 

Jak sobie pani z nimi radzi? 

Jesienią i zimą, gdy nie ma słońca, robię pilingi chemiczne, dermatologiczne, z retinolem i witaminą C. Rozjaśniają, wygładzają skórę, pobudzają syntezę kolagenu. 

Twarz się po nich złuszcza. Może sobie pani na to pozwolić, pracując na uczelni?

Mam na to sposób: piling robię w środę, naskórek złuszcza się zgodnie z planem po 48 godzinach, czyli w sobotę i niedzielę. A w poniedziałek już prawie wcale, więc nakładam na twarz podkład jak zwykle. 

Co pani robi wiosną i latem, gdy jest więcej słońca? 

Ujędrniam skórę, rozgrzewając ją promieniami podczerwonymi emitowanymi urządzeniem Zaffiro. Tuż po tym nakładam piling PQAge, który nie złuszcza, ale liftinguje. Taki zabieg obkurcza włókna kolagenowe i pobudza ich produkcję. Efekty widać natychmiast! 

Ale żeby były długotrwałe,  zabieg trzeba powtarzać.

Tak, co 6–8 tygodni. Podobnie jak pilingi chemiczne. Rzadziej, bo raz na rok czy półtora, robię sobie ultherę. To zabieg z wykorzystaniem urządzenia emitującego ultradźwięki. Unosi policzki i podbródek, odmładza owal, a skóra staje się jędrniejsza, co widać i czuć. 

Próbowałam. Bardzo mnie bolało i nie widziałam efektu. 

Owszem, trochę boli. Najbardziej na czole, więc tam nie robię. A efekty widać po trzech miesiącach. Nie zauważamy ich, bo człowiek się do dobrego przyzwyczaja. Dla porównania najlepiej zrobić sobie zdjęcie przodem, bokiem i z półprofilu. Przed, tuż po i po trzech miesiącach.   

Po co pani ta ulthera, skoro wymienione wcześniej zabiegi skutecznie pobudzają skórę?   

Bo działa na innej głębokości. Również na szyję. 

Jaki był pani pierwszy zabieg w życiu?

Pilingi i botoks – robię je od ponad 15 lat. Botoks wstrzykuję między brwi i w okolice oczu – kiedyś raz do roku, teraz co pół. Ale lekko, by była zachowana mimika. 

Likwiduje pani zmarszczki wypełniaczami?

Dzięki regularnym zabiegom mam dobrą jakość skóry, więc powstaje na niej mniej zmarszczek. Dlatego wypełniam głównie bruzdy od nosa do kącików ust, delikatnie.

Dlaczego nie robi pani tak modnego lasera frakcyjnego? 

Mam wrażliwą skórę, po tym zabiegu długo dochodzi do siebie. Wiem, bo próbowałam. Testuję wszystkie zabiegi, które są dostępne u mnie w klinice. Robiłam też odmładzające nici, ale dziś nie mam na to czasu – to zabieg, który wymaga doświadczonego lekarza, a z takim trudno zgrać terminy. Nie mam też czasu na mezoterapię, bo trzeba ją często powtarzać. 

Zabiegi, które pani sobie robi, są bardzo drogie, nie dla każdej kobiety.

Ale mogę dostosować program do różnych możliwości finansowych pacjentek. Najważniejsze, by zabiegi były zróżnicowane, by wykonywać je systematycznie, nie okazjonalnie, a także działać kompleksowo. No i na nic zabiegi, jeśli się nie dba o skórę kosmetykami. Mogę sobie pozwolić na luksusowe, ale wolę apteczne i profesjonalne. Najlepiej z retinolem, witaminą C, antyoksydantami. I nie ruszam się z domu bez ochrony przeciwsłonecznej, nawet jeśli nie ma słońca. 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 06/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również