Twój Styl
3 powody, dlaczego joga jest super. I co takiego się stało, że mi pomogła.
Fot. iStock

3 powody, dlaczego joga jest super. I co takiego się stało, że mi pomogła.

Na temat jogi napisano już wiele dobrego. Ale ja nie będę tu przepisywać podręczników, tylko napiszę, w czym joga pomogła mnie. Co takiego się stało, że dzisiaj polecam ją każdemu?  

Radzi sobie z bólem pleców

A każdego, kto spędza dużo czasu przed komputerem, w końcu rozbolą plecy. Wiem, co mówię - najczęściej odcinek lędźwiowy. Przychodzi koleżanka i mówi o nowych, świetnych prochach od ortopedy, po których przechodzi wszystko, ale jednak "zamulają". Wiem, prochy są cudne, działają od razu, ale niestety. Nie leczą. Plecy bolą, bo mamy słaby “core”, czyli słabe mięśnie brzucha i pleców. Dużo siedzimy, a to dla człowieka pozycja najgorsza. Jedyny sensowny sposób, żeby na zawsze poradzić sobie z bólem, to zacząć te mięśnie wzmacniać. I nie chodzi o to, żeby machnąć dziennie 300 brzuszków (chociaż jeśli ktoś chce, to można). Joga wzmacnia i rozciąga. Na zmianę. A przede wszystkim - delikatnie. Nikt nie ciśnie, nie każe pulsować, nie krzyczy “Mocniej! Szybciej! Dasz radę albo umrzyj!” Nie. Kiedy plecy bolą, trzeba postępować z nimi delikatnie, bo łatwo można zrobić sobie krzywdę. Każda szkoła jogi ma zajęcia “joga kręgosłupa”. I te polecam na początek. Wiem, wyglądają mało efektownie, są proste, ale… potrafią zdziałać cuda. Trzeba im tylko dać czas. I robić je kilka razy w tygodniu. Obiecuję, że w końcu zadziałają!

Porządkuje myśli

Trudno to wytłumaczyć, ale tak jest. Na jodze nauczyciel cały czas powtarza “Bądź tu i teraz, skup się na oddechu, na ćwiczeniu, odpuść to, co masz w głowie”. Na początku trudno wyłączyć umysł, myśli typu: “A co on mi powiedział, co to miało znaczyć, a dlaczego ja tego nie zrobiłam, co ja jeszcze muszę, co powinnam zrobić…" płyną przez nasz umysł nieprzerwanym strumieniem. Koleżanka nazywa je “chomikami w głowie”, które cały czas kręcą w swoich kołowrotkach i problem polega na tym, żeby je w końcu zatrzymać. Żeby nauczyć się je kontrolować. To nie jest łatwe, ale da się wyćwiczyć. Joga bardzo mi w tym pomogła. Daleko mi jeszcze do pustki w głowie w czasie medytacji, ale potrafię już te chomiki okiełznać. Przynajmniej na chwilę.

Pokazuje, że każdy z nas jest inny

Kolejna ważna rzecz, którą mówi na zajęciach nauczyciel? Nie porównuj się. Skup się na sobie, na swoim ciele. Każdy z nas jest inny, każde ciało ma inne predyspozycje. Jeden dotknie rękami podłogi w skłonie już na pierwszych zajęciach, inny będzie potrzebował do tego kilku miesięcy. Ktoś stoi na głowie przy pierwszej próbie, a komuś innemu nigdy się to nie uda. Ale jakie to ma znaczenie? To nie konkurs. Joga ma to do siebie, że to cudowne hasło "nie porównuj się" zakorzenia się w naszej głowie i idzie z nami w świat. A w tym świecie ciągle widzimy, że ktoś jest lepszy, ładniejszy, zgrabniejszy, bogatszy, zdolniejszy, bardziej inteligentny... I robi nam się przykro. Ale przypominamy sobie, że każdy ma swoje indywidualne predyspozycje i być może robi nam się trochę lepiej...

Joga ma jednak jedną wadę - działa wolno. Żeby poczuć to wszystko, o czym piszę, trzeba dać jej trochę czasu. Popraktykować (bo jogę się praktykuje, a nie ćwiczy). Najlepiej regularnie, kilka razy w tygodniu. Ale jak już poczujecie, jak działa, gwarantuję, że nie będziecie chcieli przestać. Aha, tych co twierdzą, że joga jest dla nich zbyt spokojna i statyczna, zapraszam na vinyasę. Albo ashtangę. Można się nawet spocić! Piszę to ja, wielbicielka tabaty i porządnego aerobiku!

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również