Jak być szczęśliwym? Wystarczy ćwiczyć... zmysły. Mamy dla ciebie prosty plan treningowy
Fot. 123rf

Jak być szczęśliwym? Wystarczy ćwiczyć... zmysły. Mamy dla ciebie prosty plan treningowy

Słuch, wzrok, węch, dotyk, smak – to dzięki nim czujemy radość. Zdaniem Rudigera Brauna, autora książki "Siedem zmysłów", mamy jeszcze dwa: równowagę i intuicję. Namawia, by o nie dbać, bo życie staje się wtedy pełniejsze i piękniejsze.

Na początek ustalmy: ile mamy zmysłów?

Wśród ekspertów nie ma zgody. Przekonanie, że jest ich pięć, pochodzi od Arystotelesa. Współcześni zaliczyli do nich jeszcze równowagę, ale okazuje się, że można doliczyć się ponad 30 zmysłów! W książce zająłem się sześcioma podstawowymi, dodałem jeszcze intuicję, która wydała mi się niedoceniana.

Książkę napisał pan przed epidemią, która dużo zmieniła. Wiele miesięcy żyliśmy w izolacji, odcięci od ludzi, kultury, podróży. Ale zbliżyliśmy się do natury: spacerowaliśmy, obserwowaliśmy przyrodę. Jak to na nas wpłynęło?

Ucierpiały osoby, które rzadko wychodziły z domu. Doznania płynące z kontaktu ze światem zewnętrznym działają ożywczo. Kiedy ich nie ma, popadamy w marazm. W czasie izolacji instynktownie szukaliśmy bliskości natury, bo czerpiemy z niej siłę i przywraca nam poczucie równowagi. Ale czy na spacerze naprawdę wsłuchujemy się w śpiew ptaków, szum wiatru? Czy czujemy zapachy i ciepło słońca na skórze? A może raczej mamy w głowie natłok myśli? Albo rozmawiamy przez telefon? Taki spacer nas nie wzbogaci, nie wyciszy. Niezbędne jest „zanurzenie” w teraźniejszości.

Czyli uważność. Jak się jej nauczyć?

Zacznijmy od małych kroków. Na początek dnia wystarczy poświęcić minutę na nicnierobienie. Obserwujmy otoczenie: zwróćmy uwagę, czy słyszymy dźwięki, a może czujemy zapachy? Co widać za oknem? To ćwiczenie zwiększa świadomość, bo zwraca naszą uwagę na to, co wokół. Tylko wtedy jesteśmy w stanie w pełni doświadczać życia.

Zmysłem, który „ucierpiał” chyba w największym stopniu, jest dotyk. Pewnie jeszcze długo będziemy musieli zachowywać dystans. Jakie to może mieć skutki?

Dotyk to zmysł, któremu naukowcy poświęcali niewiele uwagi, bo wydawał im się mało istotny. Jednym z pierwszych, którzy się nim zajęli, był Martin Grunwald, dziś kierownik laboratorium haptyki przy Szpitalu Uniwersyteckim w Lipsku. W książce „Homo hapticus” (wydanej także w Polsce – przyp. red.) dowodzi, że dotyk to zmysł ważniejszy niż słuch, węch czy smak, bo niezbędny do przeżycia. Zauważa, że ludzie rodzą się ślepi albo głusi, ale nikt nie przyszedł na świat bez wrażliwości na dotyk. Jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania mózgu i psychiki. Dzieci, które są przytulane, rozwijają się lepiej. Przyjacielskie uściski, pocałunki służą zdrowiu. Badania wykazały, że szybciej do formy wracają chorzy, którzy przed operacją są z troską dotykani przez lekarza. Martin Grunwald uważa, że to dzięki dotykowi nasze życie staje się rzeczywiste: „Można wyrecytować tysiące wierszy o miłości, ale jeśli nie przytulamy drugiej osoby, ta nie uwierzy, że ją kochamy”. Sami siebie też dotykamy, zwykle nieświadomie: pocieramy podbródek, przelotnie masujemy ramiona. Naukowe wytłumaczenie: takie gesty nas uspokajają i pozwalają radzić sobie z codziennym stresem.

Ciąg dalszy wywiadu w lipcowym numerze Twojego Stylu. 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 07/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również