Wywiad

Jak żyć? Andrzej Stasiuk celnie odpowiada. Wywiad magazynu PANI.

Jak żyć? Andrzej Stasiuk celnie odpowiada. Wywiad magazynu PANI.
Fot. Grzegorz Bukala/REPORTER

Niełatwo wywabić Andrzeja Stasiuka z jego domu w Wołowcu w Beskidzie Niskim. A jeszcze trudniej namówić go na rozmowę. Nam się jednak udało. Wybitny pisarz nie oparł się pokusie, by opowiedzieć o... swej nowej płycie "Opla Stasiuk Trzaska".

Jak powstała płyta „Opla Stasiuk Trzaska”?

Jechaliśmy kiedyś z Piotrem Bukowskim, moim nie do końca formalnym zięciem, i puściłem mu oszałamiającą muzykę, zupełnie dziką, przepojoną artystyczną wolnością. To były nagrania skrzypków ludowych z południowego Mazowsza, z kolekcji wybitnego artysty Andrzeja Bieńkowskiego. Piotrek słuchał tej muzyki i widać było, że zrobiła na nim wrażenie. Jest jednak chłopakiem dyskretnym, więc dopiero później okazało się, że z przyjacielem, perkusistą Hubertem Zemlerem, nagrał swoje wariacje na temat oberka. Nie jakiegoś tam poloneza, którego szlachta po dworach tańczyła kompletnie wyalienowana. Polonez to jakieś pitu, pitu. Oberek to dzikość, żywioł, słowiański taniec derwisza. Taniec, który pozwalał uwolnić się od niewoli, od potwornego życia, odlecieć gdzieś w kosmos. Dlatego muzycy weselni grali go po dwadzieścia godzin nakręcani alkoholem, żeby nie paść. A potem improwizowali do tego opętanego rytmu następnego dnia i następnego. A potem, gdy Piotr z Hubertem Zemlerem i Mikołajem Trzaską zrobili muzykę, w jakimś sensie objawiła mi się Matka Boska. Jako jeszcze jeden biegun polskości, zwłaszcza ludowej. Przypomniałem sobie z dzieciństwa litanię do Matki Boskiej Loretańskiej, jedną z najpiękniejszych, najcudowniejszych modlitw, i pomyślałem, żeby pożenić, spiąć te dwa bieguny. Zrobiliśmy u nas w górach kilkudniową sesję w moim szałasie, gdzie pracuję, i tak powstała płyta.

Na zdjęciu z tej sesji widać, że graliście w obecności figury Matki Boskiej.

Przywiozłem ją z Lichenia. Jeżdżę tam, jak tylko mi po drodze. Pierwszy raz pojechałem tam po to, żeby sobie bekę robić, może ironizować, ale bardzo szybko mi przeszło. Tam w podziemiach wisi trzymetrowy landszaft z historią Polski od Chrobrego czy Mieszka. Jest nawet Wałęsa, postać teraz wyklęta, a on sobie tam twardo wisi i podpisuje swoim gigantycznym długopisem Porozumienia Sierpniowe. Dla mnie Licheń jest antytezą Torunia. Toruń jest polityczny, zepsuty, diabelski. W Licheniu jest niewinność. No i mają imponujący wybór Matek Boskich. W trakcie jednej z tras autorskich kupiłem tam ponadmetrową Matkę Boską, dokładnie taką, jaką zapamiętałem z dzieciństwa. Musiałem zatrzymywać się później w hotelach, więc zawijałem figurę w koc i wchodziłem z nią do pokoju, żeby nie leżała w samochodzie samotnie. Panie z recepcji patrzyły ze zrozumieniem, bo nie zostawia się świętej samej. I mam teraz swoją Matkę Boską.

Bóg może być kobietą?

Wie pani co, powinien być, żeby ten świat został zbawiony. Katolicy boją się nieustannie bluźnierstwa tak, jakby Panu Bogu jakieś bluźnierstwo mogło coś zrobić.

Nie tylko w niebie, ale też tu na ziemi baby będą rządzić. Już sobie lepiej radzą, bardziej się załapują na rzeczywistość, bardziej w niej uczestniczą. Nie obrażają się jak faceci. Te czasy są dla facetów trochę nieprzychylne, ale sami sobie winni, jeśli zbudowali taki mało zniuansowany model męskości. Cierpią teraz, bo się nie mogą przystosować do świata, który się zmienia. Tu po tych wsiach to widać. Co drugi jest alkoholikiem, bo się nie wyrabia.

Jak się pojedzie do takiej Rosji, jak się pojedzie na Ukrainę, to jest ogromna różnica między kobietami i mężczyznami. Kobiety są na swój wschodni sposób zadbane, piękne po prostu. Niech to będzie nawet wyzywające, niech to będzie jakieś tureckie piękno, ale idą w tych, kur**, złotych szpilkach przez ten rozpiep**ony świat, który im faceci zafundowali, przez te trotuary, przez to bagno, a te głupole w dresach stoją, dłubią w nosie albo ważą po dwieście kilo i jeżdżą jakimiś potężnymi samochodami. A prawdziwa męskość, moim zdaniem, w dużej części składa się z kobiecości. Bo co to za męskość, która boi się utraty? Dlatego faceci są dzisiaj tacy wysterylizowani, poblokowani. Wystarczy spojrzeć na narodowców.

Kościołem też powinny rządzić kobiety. Żeby go ocalić. Mam znajomego zakonnika, jest dosyć mądry, więc zapytałem go kiedyś, co z tym Kościołem. A on się zamyślił i mówi: „Tylko upokorzenie i upokorzenie”. Dlatego kobiety powinny wypiep**yć tych starych facetów, którzy nie mają pojęcia o życiu, o miłości, poza miłością teoretyczną albo perwersyjną, wysterylizowaną. Wróciłbym na łono takiego Kościoła natychmiast.

A teraz w co pan wierzy?

Na pewno mam jakieś elementy naszej katolickiej wiary, których nie mogę się pozbyć, a też nie chcę. Ale Matka Boska nie jest dla mnie zjawiskiem religijnym, a jeżeli już, to cudownie pogańskim. Tak ją sobie wyobrażam, nie jako Matkę Boską, tylko jako boginię. Klękał przed nią mój dziadek, twardy chłop, który w domu odprawiał majowe, klękałem i ja jako dziecko. Jak reszta mężczyzn naszego kraju w cywilu, mundurach, sutannach. Jest w tym trochę erotycznej perwersji, bo przecież Matka Boska przedstawiana jest jako dojrzewająca dziewczyna bez bioder. Jak byłem małym chłopcem, nie mogłem przestać myśleć o tym, co ma pod bladoniebieską suknią. Chłopcy już wieku sześciu, siedmiu lat odczuwają te wszystkie wibracje. To jest nieuświadomione oczywiście, zupełnie pozbawione seksualności, ale to jest erotyzm, podziw, jakaś siła, która przyciąga. Ja coś takiego odczuwałem. I o tym też jest ta płyta. Trans i mantra. Monotonne modły do kobiety, którą ze strachu z kobiecości odarto. Polska.

Jak dźwigać ten narodowy plecak na co dzień?

Co mnie pani pyta o takie rzeczy? Wiadomo, jak się weźmie w trasę za duży plecak, to jest przerąbane. Trzeba część wyrzucać albo umierać ze zmęczenia.

Ja nigdy się nie chciałem z tego kraju wyprowadzać, broń Boże. Polskość jest fajna. Popiep**ona cudownie. Nieoczywista, histeryczna, ciekawa po prostu. Ja jestem stąd. To jest gdzieś we mnie. Polskość ulepiła mnie, zrobiła mnie.

Oczywiście wierzgałem, broniłem się, dawałem jej po łapach, żeby za bardzo mnie nie dobiła, ale przecież to jest fajny kraj, nie wyobrażam sobie, że można by było wybrać inny, zwłaszcza w moim wieku. Chociaż ludzie to robią, jeśli potrafią, dlaczego nie? Myślę, że z tego plecaka trzeba wypiep**yć wszystko, co przeszkadza. Po co to nosić, jak droga daleka i pod górkę? Wtedy zobaczymy, co zostanie. Pani mnie słucha jak jakiegoś mędrca, bardzo mi się to podoba.

Co jest najważniejsze w życiu?

Tak naprawdę proste rzeczy są w życiu najważniejsze. Kombinujemy, biegamy, potem się okazuje, że najważniejszy jest poranek, który nam świat daje. Dlatego, jak mnie pyta młodzież, co jest najważniejsze w życiu, to mówię, że wiara, nadzieja, miłość. A gdy pytają, skąd to wziąłem, to im mówię, że z Pisma Świętego. Ja w życiu robiłem tylko te rzeczy, które mnie interesują. Nikt nie jest w stanie mnie zmusić do robienia czegoś, co mnie nie obchodzi. Kompletny egoizm i lenistwo. Do szkoły nie chodziłem, bo umierałem z nudów. Do wojska - proszę bardzo, ale mnie znudziło, więc szybko z niego wyszedłem. Świat jest zbyt piękny i zbyt krótko trwa, więc rób tylko to, co chcesz. Kochaj to, co robisz, i nie trać czasu na duperele. Kochaj świat, nawet jak cię zdradzi, to i tak będzie piękna miłość. Co ja gadam, co ja gadam?

Cały wywiad przeczytasz w nowym, lutowym wydaniu magazynu PANI.

pa_02_000 _OKLADKA

Andrzej Stasiuk – prozaik i eseista, rocznik 1960. Autor wielu znakomitych książek, m.in. „Mury Hebronu”, „Opowieści galicyjskie” ,„ Wschód”, „Kroniki beskidzkie i światowe”, a ostatnio „Przewóz”. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike 2005 za „Jadąc do Babadag”. Jego książki są tłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański. W 2018 r. z ukraińskim zespołem Haydamaky nagrał album studyjny „Mickiewicz – Stasiuk – Haydamaky”. Kolejny „Opla Stasiuk Trzaska” miał premierę w listopadzie 2021 r. Pisarz od lat mieszka w Beskidzie Niskim, gdzie prowadzi z żoną Moniką Sznajderman wydawnictwo Czarne.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również