Gdy pierwsze damy się buntują – kim są niepokorne żony prezydentów?
Fot. AFP/EAST NEWS

Gdy pierwsze damy się buntują – kim są niepokorne żony prezydentów?

Zawsze o krok za mężem, bo tego wymaga protokół. Dyskretnie podają rękę na oficjalnych spotkaniach, ładnie uśmiechają i niewiele mają do powiedzenia – tak widzimy żony prezydentów. Ale nie zawsze pierwsze damy są eleganckim tłem dla prezydentów. Nie chcą się godzić na bycie żoną przy mężu, czasem buntują, inspirują innych i mają własne pomysły na życie.

Piosenkarka Carla Bruni, żona byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, nagrała trzy płyty. Aktualnie koncertuje w Stanach. Czeska aktorka Dagmar Havlova, wdowa po Vaclavie Havlu, porzuciła studio tylko na czas urzędowania męża. Wróciła przed kamery. Barbara Bush napisała pamiętnik, w którym życie w Białym Domu opisała oczami „oficjalnej cocker spanielki prezydenta George'a Busha”. Pieniądze ze sprzedaży tego bestsellera trafiły na konto fundacji, która wspiera pisarzy. Książki wydaje też Hillary Clinton. Na podstawie powieści „It Takes a Village” nagrała audiobook, który był tak popularny, że przyniósł jej statuetkę Grammy. Była też kongresmenką i w finałowym starciu ostatnich wyborów zmierzyła się z Donaldem Trumpem. Jolanta Kwaśniewska, z zawodu prawnik, długo prowadziła agencję nieruchomości. Od kilkunastu lat jest prezeską fundacji „Porozumienie bez barier”. Wyliczanka pokazuje, że nie tylko prezydenci powinni trafiać do podręczników historii. Życie ich żon, choć muszą zwykle rezygnować ze swoich karier tłumacząc ustępstwa konfliktem interesów, wcale nie jest mniej interesujące. Mimo, że mogą niewiele. Tytuł pierwszej damy – po raz pierwszy użyty w USA, a dziś powszechny na całym świecie – nie ma znaczenia i jest honorowy. Żony prezydentów nie liczą się w polityce, choć mają wpływ na... mężów.

Pierwsza dama: najbliższy doradca

W Ameryce było dotąd 45 prezydenckich żon (zaraz może być kolejna – wybory właśnie w toku). Za oceanem nazywają je skrótem „Flotus” (od First Lady of USA – przyp. red) i otaczają wielkim szacunkiem. Dlatego podobiznę Marty Waszyngton, podobnie jak jej drugiej połówki Jerzego Waszyngtona (!), umieszczono na znaczkach pocztowych i banknotach, prezydentowa znalazła się również na złotym bilonie. Z kolei Claudia „Lady bird” Johnson, która walczyła o prawa kobiet, otrzymała za to Medal Wolności – najwyższe odznaczenie USA. Jacqueline Kennedy, gdy do Białego Domu zawitała telewizja, posłużyła chętnie za przewodniczkę dla kamer. Program był tak popularny i zebrał tak dobre recenzje, że uhonorowano ją za to nagrodą Emmy.
Z formalnego punktu widzenia pierwsze damy USA zajmują się głównie korespondencją i... kontrolą bukietów w rezydencji, zachowując co najwyżej pozycję oficjalnych doradców mężów. Amerykański podatnik nie wydaje jednak na nie centa, bo pracują pro publico bono. Nie mogą zachować nadsyłanych zewsząd okolicznościowych prezentów. Nawet suknie od wielkich projektantów mody trafiają na listę dóbr narodowych i pozostają w wieczystym depozycie.

Pierwsze damy, nie tylko te z USA, najczęściej nie pobierają pensji. U nas czas spędzony na przymusowym urlopie nie wlicza się im nawet do emerytury. To drażliwa sytuacja, choć żonom prezydentów nie wypada protestować. Co nie znaczy, że nie mogą się postawić.

Eliza Reid: feministka

„Bycie pierwszą damą to niewiarygodnie dziwaczna praca! Wygląda, że poza próbowaniem wina niczym się nie zajmujemy, a na poważne sprawy stać tylko naszych mężczyzn. Przepraszam, ale nie jestem teczką męża do przestawiania z miejsca na miejsce”. To cytat z felietonu Elizy Reid, żony prezydenta Islandii Gudni Johannessona, opublikowanego w dzienniku „New York Times”. Reid jest dowcipna, w rozmowie skraca dystans. Walczy zaciekle o równość płci. Gdy Islandię odwiedził wiceprezydent USA Mike Pence (na razie piszemy „dotychczasowy”) słynący z homofobicznych poglądów, Eliza Reid przywitała go w tęczowej bransoletce i na czele tłumu protestantów z tęczowymi flagami. Charakter być może zawdzięcza pochodzeniu. Islandzka pierwsza dama urodziła się bowiem w Kanadzie i ma szkockie korzenie. Skończyła historię nowożytną na Oksfordzie, a na odległej atlantyckiej wyspie pracuje we własnej (jednoosobowej!) firmie – jest dziennikarką, do niedawna redaktor naczelną magazynu pokładowego miejscowych linii lotniczych Iceland Air.

Fabiola Yáñez: stosunki partnerskie

Argentyna to kraj religijny i konserwatywny, więc Fabiola Yáñez wiele ryzykowała publikując sesję w kostiumach kąpielowych. Na zdjęciach wprawdzie nie pokazała nagości i szybko usunęła je z Instagrama, ale w sieci nic nie ginie i media szybko to wychwyciły. Na szczęście obyło się bez skandalu. Fabiola Yáñez naraziła się na krytykę również zdjęciem, na którym czule obejmuje syna prezydenta Alberta Fernándeza. Nie jest bowiem matką lecz macochą kontrowersyjnego Estanislao Fernandeza, który pod artystycznym pseudonimem „Dyhzy” występuje jako drag queen i jest aktywistą środowisk LGBT. W kraju macho stawanie po jego stronie może być odebrane jako prowokacja, ale Fabiola Yáñez jest bezkompromisowa. Nie boi się nawet kąśliwych komentarzy dotyczących różnicy wieku – prezydent jest od niej 30 lat starszy. Być może właśnie dlatego Argentyńczycy, choć wyczuleni na punkcie męskości i religii, szybko ją zaakceptowali. Formalnie pozostaje tylko „pierwszą partnerką”, bo żyją bez ślubu, ale i tak Yáñez przejmuje oficjalne obowiązki. Ostatnio spotkała się w Rzymie z papieżem Franciszkiem. Sama i bez udziału partnera.

Gabriela Rodriguez de Bukele: baletnica

– Mąż jest ze mną na dobre i złe. Umie wiele wytrzymać, choćby moje zajęcia baletowe. Podobno bardzo kocha taniec, ale ja umiem odczytać mowę ciała. Za każdym razem, gdy go ze sobą zabierałam na trening, umierał z nudów i zasypiał. Pewnie dlatego, że tak ciężko pracuje dla kraju? – z trudem ukrywając śmiech Gabriela Rodríguez de Bukele zażartowała z męża-prezydenta Salwadoru podczas oficjalnego otwarcia „Sekretariatu do spraw kobiet”. Na scenie wystąpili oboje, ale mówiła tylko ona. Powoli staje się cenioną działaczką społeczną. Z zawodu jest specjalistką psychologii prenatalnej, terapeutką i edukatorką, ale – tego nikt nie umieścił póki co w encyklopedii – bez jej pomocy Najib Bukele nie zostałby prezydentem. Pomogła mu zdobyć mandat, bo jest mistrzynią mediów społecznościowych. Dla męża, żeby maksymalnie ocieplić jego wizerunek, pochwaliła się nawet ciążowym USG – słupki popularności gwałtownie podskoczyły! Teraz on obiecuje zmniejszenie przestępczości i naprawę „chorych tkanek kraju”, ona zaś organizuje mężowi... urzędy. Uczestniczyła nie tylko w stworzeniu „Sekretariatu kobiet”, ale też organizowała – podobno za darmo i bez apanaży – Ministerstwo Kultury.

Ołena Zełenska: scenarzystka

Mówi się, że Wołomyr Zełenski wygrał wybory na prezydenta Ukrainy przede wszystkim dzięki rozpoznawalności, którą dała mu... główna rola w serialu Sługa narodu-historia kolejnego prezydenta. Błyskotliwe dialogi z ekranu pisała jego żona, Ołena! Studiowała wprawdzie inżynierię i architekturę, ale od wielu lat pracuje w firmie Kwartał 95 odpowiadającej za produkcję serialu. Wciąż pisuje tam skecze i scenariusze telewizyjnych show, próbując dzielić czas także na dopilnowanie strojów Zełenskiego. Zapowiedziała, że choć na Ukrainie jej tytuł praktycznie nie ma znaczenia, chce popularyzować język ojczysty. „Pragnę, żeby w największych muzeach całego świata przewodnicy używali ukraińskiego”. Podkreśla, że jej życie się nie zmieniło. Wprawdzie wystąpiła na okładkach kilku pism modowych, co wywołało złośliwe porównania do Melanii Trump, ale w restauracji wciąż najchętniej zamawia burgery.

Jenni Kaukio: poetka

„Nie widzę powodu, żeby dobrą sukienkę wyrzucać do kosza. Szkoda natury!” – Jenni Haukio przekornie oznajmiła zdumionym dziennikarzom, gdy zauważyli, że po raz drugi wystąpiła w tej samej kreacji. Kibicuje hokeistom, lubi łapać ryby, ale jej największa pasja to poezja. Wydała trzy tomiki wierszy – debiutancki wygrał prestiżowy fiński konkurs Runo-Kaarina. Choć jest żoną prezydenta, pozostaje menedżerką targów książek w Turku i na co dzień pisze felietony do magazynu „Seura”. Dla idei Jenni Haukio zrobi wszystko. Dlatego chętnie założyła suknię uszytą z... brzozy (dokładnie z włókna uzyskanego przez bezpieczne dla środowiska przetwarzanie celulozy drzewnej – przyp. red.). Materiał został utkany w fińskiej firmie, czym pierwsza dama nie omieszkała się pochwalić. „Jeśli to jest dobre, niech dowie się o tym cały świat!”.

Fabiana Rosales: dama tymczasowa

–Nie miała na mleko dla dziecka, ale w ręku trzyma najnowszego smartfona? – zgryźliwy komentarz na Twitterze to dowód, że w Wenezueli nie brakuje przeciwników Fabiany Rosales, żony Juana Guaidó. Ponad 50 rządów z całego świata wraz z Donaldem Trumpem na czele uznało go za tymczasowego szefa państwa oraz przewodniczącego parlamentu, ale Wenezuela to wciąż kraj nieustającego politycznego kryzysu. Dlatego o władzę upomina się... drugi (poprzedni i zdelegalizowany) prezydent, dyktator Nicolas Maduro. To właśnie jego zwolennicy atakują 26-letnią pierwszą damę i wytykają jej błędy. Fabiana Rosales całkiem niedawno skończyła studia i – jak jej nieżyjąca matka – została dziennikarką. Pisze o własnym kraju, walczy ze skorumpowanymi politykami i domaga zachowania praw człowieka. Od siedmiu lat bierze udział w protestach u boku męża, wychowują razem trzyletnią córkę. To pierwsza dama, którą częściej można zobaczyć na wiecach i mównicach niż podczas dyplomatycznych rautów. W jeansach i skromnej bluzce. Gdy Rosales odwiedziła USA, spotykająca się z nią Melania Trump skromnie założyła sukienkę z wyprzedaży.

Brigitte Macron: pani od francuskiego

Francuskie dzienniki podały ostatnio sensacyjną wiadomość „Brigitte Macron wraca do zawodu!”. To prawda – po 3 latach przerwy znowu uczy literatury oraz francuskiego. Żeby uniknąć złych skojarzeń z czasów, gdy wdała się w romans ze swoim uczniem (obecnym mężem i prezydentem Francji), zajmie się tylko dorosłymi w centrum edukacyjnym Clichy-sous-Bois. Wiele razy trafiała na celownik dziennikarzy, nakręcono o niej kąśliwy film dokumentalny. Z drugiej strony nie ukrywa własnego zdania, które często odbiega od politycznych decyzji męża. Dlatego odważnie stanęła po stronie protestujących z ruchu „Żółtych kamizelek”. Emmanuel Macron chciał dla niej stworzyć oddzielny urząd w Pałacu Elizejskim, ale podniosły się głosy protestu. Negatywną petycję podpisało aż 275 tysięcy ludzi, więc... Brigitte Macron unika nazywania jej pierwszą damą!

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również