Krzysztof Hołowczyc: "Mądra kobieta nigdy nie zrobi z ciebie pantoflarza"
Fot. Artur Zawadzki/REPORTER

Krzysztof Hołowczyc: "Mądra kobieta nigdy nie zrobi z ciebie pantoflarza"

Wygrywał z najlepszymi, na Dakarze ścigał się samochodem 200 kilometrów na godzinę po pustyni. Czy tym dla Krzysztofa Hołowczyca jest męskość? Zwycięstwa są ważne, ale on etos mężczyzny budował na... miłości. W słowie "kocham" jest wszystko, co facet powinien mieć: uważność, czułość i odpowiedzialność. Mężczyzna musi dać bliskim pewność, że będzie tam, gdzie jest potrzebny.

Twój STYL: Jakie było najbardziej męskie doświadczenie w pana życiu?

KRZYSZTOF HOŁOWCZYC: Kiedy zwyciężasz, stajesz na podium, bo zdobyłeś Puchar Europy – to powód do dumy. Nawet w zeszłym roku zdobyliśmy Puchar Europy, nikt się tego nie spodziewał. Starszy pan po tylu latach przerwy wsiadł do samochodu, objechał sześć rajdów na całym świecie, wszystkich przegonił i wrócił. To przyjemne uczucie. Ale najbardziej męskim doświadczeniem są narodziny córek. Najmocniej przeżyłem pierwszy poród, bo byłem kompletnie zielony w dziedzinie rodzicielstwa. Całą noc wracałem z rajdu, pędziłem jak szalony, bo wiedziałem, że żona będzie rodziła. Ledwo wszedłem do domu, a ona mówi spokojnie: "Dobrze, że jesteś". Pojechaliśmy do szpitala, urodziła za godzinę. Przyjście na świat drugiej córki okupione było walką. Owinięta pępowiną musiała urodzić się wcześniej. Kilka dni przesiedziałem przy inkubatorze, wpatrując się w Alicję i modląc, żeby wszystko dobrze się skończyło. Jeśli rozmawiamy o męskości, muszę przyznać, że to była wielka próba. Bo jako facet najgorzej się czuję, gdy nie mogę zapewnić moim bliskim bezpieczeństwa i jestem bezradny. Tak jak wtedy przy tym inkubatorze. Na szczęście w nagrodę żona urodziła jeszcze jedną córkę, łobuziaka. Mówią o niej, że jest wykapanym tatą.

Trzy najważniejsze cechy, które musi mieć mężczyzna?

Podam jedną, bo w niej mieści się wszystko. Mężczyzna musi umieć kochać, a w tym zawiera się: miłość, czułość, troska, uczciwość, lojalność, odpowiedzialność, dbałość. Ktoś może mi wytknąć, że to puste słowa: "Jaka dbałość, jaka odpowiedzialność, jak lecisz 200 na godzinę po pustyni i w każdej chwili możesz zginąć. Jesteś osioł, a nie odpowiedzialny człowiek". Ja nie twierdzę, że jestem ideałem, mówię tylko o tym, jakie wartości są dla mnie istotne. Cierpię na chorobę wojowników, na którą zapada wielu mężczyzn, nie tylko ze sportu wyczynowego. Muszę mieć wyzwania, przeciwników, rywalizować. Całe życie chciałem imponować kobietom. Może to jakaś skaza genetyczna, bo dziadek sprzedał sześć krów, żeby mieć najbardziej wypasiony rower w całym powiecie. Ale po tej rywalizacji i wojnie wracam do domu i jestem gotów kochać, opiekować się, przytulać, być czułym. Może dlatego, że wyżyłem się gdzie indziej, pozbyłem nadmiaru adrenaliny? Może w ogóle męskość jest skazą genetyczną? 

Obraziłby się pan, gdyby kumple powiedzieli, że jest pan pantoflarzem?

Nie boję się tego, zwykle przecież tak jest, że kończy się rajd, wszyscy idą na imprezę, a ja pędzę do domu. Bo chcę być z żoną, z rodziną i spędzić z nimi czas, zanim znów wyjadę na kolejny rajd. Ale mądra kobieta nigdy z ciebie nie zrobi pantoflarza. A moja żona jest mądra.

To dla pana ważne, żeby przekazać dalej, co to znaczy być mężczyzną?

Bardzo, bo chciałbym, żeby moje córki potrafiły go rozpoznać. Prawdziwy mężczyzna jest stworzony po to, żeby dawać swojej kobiecie szczęście.

Cały wywiad przeczytasz w lutowym wydaniu Twojego STYLu. 

st_02_001_MAXI

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również