Dekalog dojrzałej miłości. O tym jak zbudować dobrą relację rozmawiamy z Ewą Woydyłło
Fot. iStock

Dekalog dojrzałej miłości. O tym jak zbudować dobrą relację rozmawiamy z Ewą Woydyłło

O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości? Pytanie w tytule książki Raymonda Carvera ma tyle odpowiedzi, ilu ludzi żyje na ziemi – mówi Ewa Woydyłło, znana psycholog i psychoterapeutka. Ale przekonuje, że istnieje wspólny mianownik dla tego, co nazywamy miłością dojrzałą. Co nią jest? Jak o nią dbać? Czy można ją sobie stworzyć? I kto jest do niej zdolny?

Wszyscy marzymy o miłości. Chcemy kochać i być kochani. Dlaczego więc ta przez duże M, piękna i wymarzona, przydarza się nielicznym? O czym warto wiedzieć, by zwiększyć prawdopodobieństwo, że takie uczucie stanie się i naszym udziałem? Zdaniem Ewy Woydyłło miłość nie musi być przywilejem wybranych. Ale wbrew romantycznym definicjom trwałe i dojrzałe "porozumienie dusz" wymaga pracy nad sobą i nad relacją z bliską osobą. Potrzebna jest do tego i wrażliwość, i odwaga, i świadomość swoich potrzeb. Miłości można się nauczyć.

Twój STYL: Helen Fisher, autorka Anatomii miłości, pisze, że "miłość jest wtedy, gdy cały nasz świat zyskuje nowe centrum, a staje się nim ukochana osoba".

Ewa Woydyłło: Ładnie brzmi, ale się z tym nie zgodzę. Nawet biblijna mądrość mówi "Miłuj bliźniego swego, jak SIEBIE samego". To ty masz być swoim centrum. Nie ma tu nic z egoizmu! Uznawanie za centrum czegoś lub kogoś poza tobą to pierwszy stopień do uzależnienia. Tak zakochują się nastolatki. Dla nich miłość jest zachwytem, impulsem, któremu mogą wszystko podporządkować. I przeglądaniem się w oczach drugiej osoby. Nastoletni zachwyt najczęściej jednak mija. Mając lat naście, ale i 20, możesz nie wiedzieć jeszcze, kto jest dobrym partnerem dla ciebie, bo hormony nie pomagają i ciągną w stronę spontanicznych wyborów. Ale ktoś, kto chce kochać dojrzale, powinien już znać siebie. A nie możesz znać siebie, nie będąc w centrum swojej uwagi.

Dojrzała miłość zaczyna się od rozpoznania swoich potrzeb i uszanowania ich?

Tak. Nawet jeżeli przybiera taki kształt, że ktoś decyduje się postawić siebie na drugim planie w relacji i np. wspierać karierę partnera, a zrezygnować ze swojej. Są osoby, częściej kobiety, które podejmują taki wybór, i to też ich prawo. Zwracam uwagę na słowo "wybór". Jeżeli mówimy o dojrzałej miłości, a nie cierpiętnictwie czy rezygnacji, to za decyzją stoi rozpoznanie swoich potrzeb: wiem, jakie ważne dla mnie wartości uzasadniają moje oddanie. Dojrzała miłość nie zawiera poczucia krzywdy, choć może być ofiarna, świadomie godzić się na trud i cierpienie. Jak w historii słynnego fizyka Stephena Hawkinga niemal całkowicie unieruchomionego na wózku. W pewnej fazie życia mógł się komunikować ze światem tylko powiekami. Dla pierwszej żony jego choroba była nie do udźwignięcia. Druga poznała go, gdy był sparaliżowany. Była jego pielęgniarką. Połączyła ich miłość w pełni świadoma tego, jak będzie się rozwijać choroba. Przez wiele lat byli szczęśliwi. Mieli dzieci, co wydawało się nieprawdopodobne. Ta kobieta doświadczała wielu trudnych momentów w tej relacji, ale jej wybór wynikał z jej systemu wartości, a nie zanegowania siebie.

Wiele kobiet marzy o pięknej, dojrzałej miłości, a wokół... jest, jak jest. Rekordowa liczba rozwodów. Historie zranień i rozczarowań słyszymy częściej niż te o dobrych związkach. Czego wciąż tak bardzo nie wiemy o miłości?

Momentem, w którym otwieramy się na jej poszukiwanie, jest młodość. Mało wiemy o życiu, o sobie. Nie mamy przemyślanych, a tym bardziej ugruntowanych kryteriów, jakimi chcemy się kierować. Widzimy rodziców czy innych dorosłych w związkach i przyświeca nam cel: żeby za żadne skarby nie żyć jak oni! Deklaruje to większość młodych ludzi. Mamy wokół wzory miłości, które nam się nie podobają. Wcale nie dlatego, że są jakąś patologią. Córce może nie odpowiadać, że tata wciąż jeździ na ryby, nie zabiera mamy, że ona prasuje jego koszule albo płaci za naprawę jego samochodu, zamiast sobie kupić sukienkę, bo tata mało zaradny. Albo przeciwnie – że jest nieobecnym ciałem i duchem pracoholikiem. Rodzice mało rozmawiają, śpią osobno. Ona tak nie chce. A jej chłopak cały czas pragnie z nią być, kochają się, rozmawiają, żyją od imprezy do imprezy. Wszystko między nimi jest intensywne, emocjonujące! Takie na sto procent! Przez pewien czas.

Nie ma gwarancji, że za parę lat ona nie odkryje, że ten chłopak zostawia ją z dzieckiem i ucieka z domu na jakieś ryby... Często powtarzamy wzorce, w których dorastaliśmy, nawet jeśli chcieliśmy od nich uciec. Co wtedy? Zostaje żal do siebie o głupi wybór? Albo rozstanie w poczuciu klęski? 

Na szczęście nie. Choć czasem rozstanie to jedyne wyjście. Ale istnieje szansa, że dojrzałość i wiedza o życiu, której w tym czasie nabywamy, otworzy nas na nowe możliwości. Jedną z nich jest uznanie, że w związku nie wszystko musi być na sto procent, bo to niemożliwe między ludźmi. Możemy tylko przybliżyć się do upragnionego wzoru. Jeśli umiem już to przyznać – to dużo. Wtedy mogę powiedzieć: mój partner słabo tańczy, a ja uwielbiam tańczyć. I jeszcze nie przepada za podróżami, o których ja marzę, więc tu stu procent nie będzie. Ale mogę na niego liczyć, jest odpowiedzialny, o wszystkim możemy porozmawiać i spotykamy się w seksie. I to jest dla mnie ważne. To mi wystarczy. Na Teneryfę polecę z przyjaciółką, zapiszę się na tango i tam się wytańczę. Dojrzała miłość umie już tak ze sobą negocjować. Rozumie, że nie wszystko jest jednakowo ważne.

Oczekiwanie zgodności na sto procent to rafa, o którą rozbija się wiele związków. Również takie, w których istniał potencjał na dobre wspólne życie. Partner nie musi, a nawet nie powinien zaspokajać wszystkich naszych potrzeb – powinniśmy mieć inne relacje, znajomych, przyjaciół i wśród nich szukać źródeł satysfakcji, radości. Wtedy oczekiwania wobec najbliższej osoby przestają być tak totalne. Mamy możliwość decydować, co w relacji wydobywamy, karmimy. Możemy karmić deficyty – zawsze jakieś są. Albo to, co nas do siebie zbliża. Mamy wybór.

Jeśli zbliżają nas sprawy ze szczytu naszej hierarchii wartości, to szansa na dojrzałą miłość – nawet w związku, który został zawarty bez głębszej refleksji – istnieje?

Jest baza, na której można budować. Dojrzała miłość wie, jakie są jej trzy, cztery najważniejsze potrzeby, i tym się kieruje. Dla kobiet będą to różne rzeczy. Ja wybierałam partnerów, którzy byli bezkonkurencyjni intelektualnie, dowcipni, zdolni do pogłębionej autorefleksji, bo mam tak, że mężczyzna nie może mnie nudzić, powinien fascynować. Na inne sprawy machałam ręką. Mój mąż Wiktor w życiu nie wbił gwoździa. Ja to robiłam, bez żalu. Wszystko, co wisi w tym domu, powiesiłam sama. Na moje życzenie na Gwiazdkę kupił mi wiertarkę Boscha. Mężczyzna złota rączka nie był mi potrzebny. Cieszy mnie, że umiem przetkać zlew, wymienić uszczelkę. Przeżyliśmy wspólnie ponad 40 lat i przez cały ten czas czułam, że dokonałam właściwego wyboru. Że to, co nas łączy, jest niezwykłe. Choć byłam świadoma różnych jego wad. Tylko że myśmy weszli we wspólne życie, mając ponad 35 lat! Wiktor był moim trzecim mężem. Miałam czas na popełnianie błędów i uczenie się na nich.

Dlatego uważam, że rozstanie czy rozwód też nie musi być porażką. Nikogo nie namawiam do takiej decyzji, to zawsze bardzo indywidualna kwestia. Ale gdy mamy pewność, że w dotychczasowej relacji nasze ważne potrzeby nie mają szansy być zaspokojone, może lepiej się rozstać, niż żyć w poczuciu beznadziei, osaczenia, frustracji czy wrogości.

Pomyłki są wliczone w życie i nie ma sensu się za nie potępiać?

Lubię Amerykanów, bo nauczyłam się od nich wartościowych rzeczy. Oni mają powiedzenie, że każde kolejne małżeństwo jest lepsze od poprzedniego. I czasem jest. Elizabeth Taylor pięć razy wychodziła za mąż, z czego dwukrotnie za Richarda Burtona. Wyznała, że za drugim razem ich związek był lepszy. Choć i on się rozpadł. Oboje nie byli tytanami pracy nad związkiem, a dojrzała miłość uwzględnia taką konieczność.

Cały wywiad przeczytasz w lutowym wydaniu Twojego STYLu. 

st_02_001_MAXI

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również