Barbara i Jerzy Stuhrowie podają przepis na miłość w przeddzień 50. rocznicy ślubu
Fot. Filip Zwierzchowski/DAS Agency

Barbara i Jerzy Stuhrowie podają przepis na miłość w przeddzień 50. rocznicy ślubu

25 lat temu Barbara i Jerzy Stuhrowie po raz pierwszy opowiedzieli w PANI o swojej miłości. W 2021 roku mija pół wieku od ich małżeńskiej przysięgi, ale jak mówi nam Jerzy Stuhr, dopiero teraz w pełni pojmuje jej sens. Jaki jest ich przepis na miłość? Jako pierwsi publikujemy online fragment wyjątkowej rozmowy!

Jerzy Stuhr: To już 50 lat! Rany boskie. (śmiech) Basia miała niespełna 20 lat, gdy oświadczyłem się jej w Klubie Studenckim „Żaczek”. To jest wspomnienie, które wzrusza mnie do dziś. Powiedziałem to tak niezgrabnie, że Basia się rozpłakała. W tle koledzy wywijali rock and rolla. Tyle lat minęło, a ja nie nudzę się z moją żoną. Chyba to jest najważniejsze. Rozumiemy się od dzieciństwa. Ciągle mamy te same punkty odniesienia. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym tak długo żyć z kobietą z innego świata. Przepaść kulturowa jest tak ogromna, że w którymś momencie urywa się nić porozumienia. Nasz związek był bardzo migotliwy przez te 50 lat. Może dlatego, że nigdy nie byliśmy stale ze sobą? Cała nasza młodość to były spotkania.

Pamiętam, jak jedliśmy obiad na spółkę. Basia miała karnety do stołówki. Kucharki litowały się nade mną i dawały drugą zupę, ale żona oddawała mi pół swojego mielonego. Mieszkaliśmy pokątnie, niepewni, czy nas nie wyrzucą. W końcu wylądowaliśmy przy ulicy Wrzesińskiej, w słynnym mieszkaniu teatralnym, gdzie jako świeżo upieczony aktor Starego dostałem przydział na pokój w spadku po Janku Nowickim. Mieszkanie składało się z czterech pokoi, ten najmniejszy – wydzielony z holu dyktą – był nasz. W składziku na węgiel codziennie nocowali bankietowicze. Prowadziliśmy życie towarzyskie 24 godziny na dobę (...).

Barbara Stuhr: 22 grudnia mamy 50. rocznicę ślubu. Marzyłam – nawet nie mówiłam o tym Jurkowi, chciałam postawić go przed faktem dokonanym – że ruszymy razem w podróż Koleją Transsyberyjską. Pandemia wszystko zrujnowała, niczego nie można zaplanować. Wiem, kiedyś się skończy, ale czy będziemy zdrowi? Co to będzie za kraj? Co nas będzie cieszyło? Jurek jest niesłychanym indywidualistą. Dzięki niemu miałam inne spojrzenie na życie, pracę, politykę. Wiedziałam, że nie można dać się zdławić. Czasami myślę o tym, jak to się stało, że ja z chłoporobotniczej rodziny, Jurek z wysokiej inteligencji, a tyle lat jesteśmy razem i się nie pozabijaliśmy. Mało jest takich par. W miłości dajesz i bierzesz, ale musi być w tym równowaga. Dawanie daje większe poczucie sensu życia. Ale umieć brać to też sztuka.

Jurek nie jest łatwym typem. Nie umie rozmawiać o swoich emocjach. Oświadczył mi się w klubie „Pod Przewiązką”, w podziemiach akademika Politechniki Krakowskiej. Powiedział chyba: „Może byśmy tak razem spędzili życie…”. W tle słychać było jazz na żywo. Zabawne, ale mój mąż pamięta to inaczej. Była wiosna 1968 roku. Całe życie łatwiej mu było okazać uczucia na scenie niż w życiu prywatnym. Liczył, że zrozumiem, że jestem dla niego ważna. Zrozumiałam. Sama byłam mało wylewna, nie oczekiwałam rzeczy niemożliwych (...).

Cały materiał z cyklu "Partnerzy" w najnowszym numerze PANI. Już w sprzedaży!

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 01/2021
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również