Katarzyna Dąbrowska i Jarosław Tumidajski  – Zarządzanie czasem w związku
Fot. Filip Zwierzchowski/DAS Agency

Katarzyna Dąbrowska i Jarosław Tumidajski – Zarządzanie czasem w związku

Starają się wykorzystać każdą chwilę razem. Nawet do warsztatu na wymianę opon jadą we dwoje. W maju minęło pięć lat, od kiedy aktorka Katarzyna Dąbrowska i reżyser teatralny Jarosław Tumidajski zostali parą. Na dobre i na złe.

Katarzyna: Dzięki Jarkowi zrozumiałam, czym jest partnerstwo i dojrzałość w związku. Ale tego partnerstwa uczymy się od siebie wciąż na nowo. Od początku duży nacisk położyliśmy na prawdę. Zawsze jesteśmy ze sobą szczerzy, nawet gdyby to miało być najtrudniejsze na świecie. Sprawdza się.Minęło pięć lat, odkąd zaczęliśmy się spotykać. Była wiosna, słoneczna i ciepła. Poznaliśmy się w Teatrze Współczesnym, gdzie gram na stałe, a Jarek przyjechał do nas zrealizować swój spektakl. Równolegle miałam próby do innej sztuki. Zafascynowałam się nim najpierw nie jako artystą, ale człowiekiem. Ciągle się gdzieś mijaliśmy – na korytarzu, na parkingu. Raz, gdy siedziałam z książką przed salą prób, podszedł do mnie. Zaproponował spotkanie, poprosił o numer telefonu. I tak zaczęliśmy chodzić na wspólne kawy i obiady. Podobno koledzy już plotkowali, że kroi się romans, ale my jeszcze tego nie wiedzieliśmy. (uśmiech) Pamiętam moment, gdy w bistro jedliśmy lunch, rozmawialiśmy, a mnie nagle dopadła myśl, że to jest TO. Poczułam, że to ten mężczyzna. Na życie. Kompletnie mnie ta refleksja zaskoczyła. Chyba nawet się zaczerwieniłam. Nic nie powiedziałam. Wkrótce okazało się, że on też myśli o mnie poważnie. Zostaliśmy parą.
Zakochałam się w jego mózgu – tak lubię to nazywać. Oczywiście, Jarek jest bardzo przystojnym mężczyzną i bardzo mi się podoba, ale pochłonął mnie jego sposób myślenia o świecie i teatrze. Chciałabym go poznać wcześniej, choć jeśli nasze drogi skrzyżowałyby się prędzej, być może nie bylibyśmy na siebie gotowi (…)

Jarosław: Bardzo szybko zrozumiałem, że Kasia to kobieta, z którą chcę być. I że chcę, aby uczucie, które nas połączyło, trwało zawsze. Jeżeli spotykasz osobę, z którą planujesz spędzić życie, kwestia uświęcenia związku staje się sprawą naturalną. Po drodze jest jednak kilka stresujących wydarzeń, jak wybór pierścionka zaręczynowego…Chciałem, żeby Kasia dostała ode mnie coś wyjątkowego, co istnieje tylko w jednym egzemplarzu. Kasia uwielbia biżuterię Agnieszki Rosy. Zapytałem Agnieszkę, czy zgodzi się zaprojektować pierścionek. Byłem urzeczony jej reakcją: zgodziła się natychmiast. Przez wiele dni wspólnie ustalaliśmy, jak ten pierścionek ma wyglądać. Z Kasią mamy swobodny dostęp do swoich telefonów czy komputerów, a to była ta jedyna sytuacja w historii naszego związku, gdy ukrywałem przed nią korespondencję z inną kobietą – właśnie z Agnieszką. Kiedy odebrałem pierścionek, wiedziałem, że muszę znaleźć ten właściwy moment i miejsce na oświadczyny. Akurat wybieraliśmy się w blisko miesięczną podróż po Indonezji, Malezjii Singapurze. Ukryłem pierścionek w podszewce walizki i tak „przemyciłem” go przez niemal pół świata. Wakacje powoli mijały. Kiedy już wydawało mi się, że znajdujemy się w odpowiednio pięknych okolicznościach i zbliżał się zachód słońca, zaproponowałem Kasi spacer po plaży. Ale wtedy ona wolała popływać w basenie, poćwiczyć jogę… Wreszcie dotarliśmy do Malezji, do miejsca o zjawiskowej urodzie – wiecznie zielonych pól herbacianych. To tam uklęknąłem przed Kasią i zapytałem, czy zostanie moją żoną. Usłyszałem „tak”. Kolację zjedliśmy w skromnej lokalnej knajpce (…)

Cały materiał z cyklu „Partnerzy" w najnowszym numerze PANI. Już w sprzedaży!

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również