Leń się, czyli o pożytkach z nicnierobienia
Fot. iStock

Leń się, czyli o pożytkach z nicnierobienia

Aktywna, energiczna – sądzisz pewnie, że musisz taka być. Tymczasem od czasu do czasu powinnaś być… leniwa, powolna i włócząca się bez celu po domu, w szlafroku. Po co? Żeby zregenerować mózg! Sprawdź, to działa. I jest przyjemne!

Ostatnio często się denerwujesz, zapominasz o obowiązkach, czujesz się sfrustrowana, przemęczona? Martwisz się, że to może być syndrom wypalenia. Tymczasem może cierpisz na coś zupełnie innego, niezwykle popularną w naszych czasach przypadłość, nazywaną ADT (Attention Deficit Trait). To po prostu syndrom deficytu uwagi. Nasze mózgi są świetne, ale atakowane ze wszystkich stron bodźcami po prostu się przegrzewają. Uważa się, że codziennie każdy z nas musi podjąć… 35 tysięcy decyzji, od błahych (przejechać na pomarańczowym czy stanąć) aż po poważne (rozwieść się czy nie). To za dużo.

Krok 1: zdiagnozuj się

Objawy ADT są trochę podobne do wypalenia zawodowego, ale jednak mniej nasilone i uciążliwe. To taki sygnał alarmowy: warto go usłyszeć i coś zmienić, zanim wpakujemy się w naprawdę duże kłopoty.

Chcesz wiedzieć, czy ADT dotyczy też ciebie? Sprawdź w miniteście.

  • Ostatnio czuję się przytłoczona obowiązkami. TAK/NIE
  • Zadania, które kiedyś zabierały mi 30 minut, teraz wykonuję kilkanaście minut dłużej. TAK/NIE
  • Od niedawna robię głupie pomyłki: imiona, nazwiska, daty wypadają mi z pamięci, mam problemy z liczeniem. TAK/NIE
  • Łatwo tracę cierpliwość. TAK/NIE
  • Ciągle odczuwam lekką panikę lub wyrzuty sumienia na myśl o terminach, którym muszę sprostać, kolejnych obowiązkach. TAK/NIE

Jeśli na większość pytań odpowiedziałaś twierdząco, prawdopodobnie masz objawy ADT.

Krok 2: bądź jak Holender

Niekoniecznie – latający. Ostatnio karierę robi termin „niksen” (pisał o nim nawet prestiżowy tygodnik Time), co w języku niderlandzkim oznacza… nicnierobienie, lub ewentualnie zajmowanie się błahymi czynnościami bez żadnego celu i sensu.

Cóż bowiem odkryli naukowcy? Otóż nasz mózg działa trochę jak komputer: potrzebuje przerw na aktualizację systemu operacyjnego. To czas, w którym zdaje się nie pracować (jak komputer), ale i nie jest wyłączony (jak we śnie, kiedy przełącza się w inny stan świadomości, odpoczywa). Otóż w tych momentach „snucia się” twój mózg zbiera i segreguje dane, by od czasu do czasu doświadczyć efektu iluminacji. To chwila, w której rozwiązanie jakiegoś problemu albo kreatywna koncepcja pojawiają się nie wiadomo skąd. Tymczasem jest to tak naprawdę efekt pracy naszego mózgu bez udziału świadomości. Niksen – tym właśnie zajmował się Paul McCartney, który wstał z łóżka i ziewając, pałętał się bez celu po mieszkaniu – nagle usłyszał w głowie takty z Yesterday, podbiegł do pianina, zagrał, zapisał. I skomponował przebój wszech czasów.

Krok 3: prześpij się

Sen jest ważny, w zależności od wieku odpowiednia jego ilość dla osoby dorosłej to 6 do 8 godzin. Najlepiej – nocą. Ale, jak stwierdzili niedawno naukowcy, idealnym sposobem na koncentrację, poprawę nastroju i zdolności uczenia się jest drzemka podczas dnia. Musi być krótka, to odświeżenie dla mózgu, nie zależy nam na tym, by przełączać go w inny tryb, jak w czasie snu. Dlatego mówi się, że idealna drzemka trwa 10-15 minut, na pewno nie dłużej niż pół godziny. Ma ona swoją specjalną nazwę: power nap.

Do drzemki musisz oczywiście doliczyć czas na zaśnięcie. I teraz zaskakujący fakt: właśnie ten dziwny stan zawieszenia pomiędzy snem a jawą wydaje się być niezwykle produktywny dla naszego mózgu. Naukowcy nie są pewni, czemu, ale Albert Einstein wielu swoich odkryć dokonał właśnie tuż przed zaśnięciem (otwarte pozostaje pytanie, czy potem rzeczywiście zasnął!), ten moment cenił sobie też Salwador Dali, twierdził, że przynosi mu niezwykłe inspiracje do kolejnych obrazów.

Warto skorzystać.

Krok 4: obserwuj

W pracy nie zawsze da się drzemać czy nawet praktykować niksen – w niektórych miejscach osoba, plącząca się po korytarzu z nieobecnym wyrazem twarzy może zostać uznana za „wolne ręce do roboty” i wykorzystana do innych zadań, bo przecież „ty i tak nic nie robisz”. Zamiast tego zrób krótkie, proste ćwiczenie z mindfulness: sztukę obserwacji. Można ją praktykować na spacerze, wyglądając przez okno – choćby w biurowcu, lub przyglądając się własnemu psu. Tylko ci się wydaje, że go znasz. Gdybyś miała narysować z pamięci jego portret: jakie ma uszy, spiczaste czy okrągło zakończone? Z pędzelkami? A plamka na nosie, na jakiej dokładnie wysokości się znajduje? Patrzymy, ale nie widzimy. Dlatego potrzebny nam jest trening obserwacji. Wybierz obiekt, np. drzewo. I studiuj jego wygląd: jaki ma kształt, ile metrów wysokości, gałęzi, jakiego koloru jest kora, czy chropawa czy gładka. Oglądaj drzewo dokładnie, przez kwadrans, rejestrując każdy szczegół. Zmysły pracują, mózg działa, ale nie musi podejmować decyzji, analizować, porównywać. To wspaniały, aktywny odpoczynek.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 12/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również