Relacje

Ona mówi „kocham cię”, on się waha. Terapeutka mówi, czy taka para ma jeszcze szanse

Ona mówi „kocham cię”, on się waha. Terapeutka mówi, czy taka para ma jeszcze szanse
"Seks w wielkim mieście"
Fot. Materiały prasowe

Ona mówi „kocham”, a on milczy. Albo, co gorsza, odpowiada na jej miłosne wyznanie: „bardzo mi miło”, „lubię cię, ale nie jestem jeszcze gotowy”. Czy to znaczy, że kobieta – pewna swoich uczuć – pospieszyła się z deklaracją? Jak powinna zachować się w tej sytuacji? Co może stać się z jej relacją? O tym, dlaczego tempo uczuć bywa różne i jak sobie z tym poradzić, rozmawiamy z psychoterapeutką Joanną Godecką.

Czy istnieje dobry moment, by powiedzieć „kocham cię”?

Chciałybyśmy, by w relacjach istniały jasne reguły: po ilu randkach wolno nam się zakochać, po jakim czasie wypada porozmawiać z partnerem o uczuciach itd. Tymczasem, jak mówi Joanna Godecka, miłość nie kieruje się kalendarzem. – Te sztucznie narzucane „zasady” randkowania często zastępują coś znacznie ważniejszego: kontakt z samą sobą i wynikającą z niego intuicję, a to ona jest kluczowa. Ważne jest, żeby być wrażliwym na to, co druga strona nam komunikuje i umiejętnie odczytywać jej sygnały, ale też być świadomą własnych emocji. Jeżeli jesteśmy wewnętrznie zharmonizowane, wyczuwamy, kiedy moment na wyznanie uczuć jest odpowiedni.

Emocjonalny falstart

Wchodzenie w relację składa się z kilku etapów. Najpierw jest poznawanie się, budowanie zaufania, intymności, dopiero w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że to jest to, o co nam chodziło – ta osoba, ten związek. – Dlatego „kocham cię” to coś więcej niż romantyczne wyznanie – przypomina terapeutka. – Niesie ze sobą oczekiwanie wzajemności, potwierdzenia, że „jesteśmy już w tym samym miejscu”, podjęcia dalszych decyzji. Problem pojawia się nie wtedy, gdy uczucie rozwija się szybko, lecz w nierównym tempie. Warto pamiętać, że nawet jeśli dobrze nam razem, miłość nie musi pojawić się automatycznie i jednocześnie. Może być tak, że jedna strona już czuje głębokie zaangażowanie i jest gotowa się zdeklarować, podczas gdy druga potrzebuje więcej czasu. Dla osoby, która jeszcze się waha, usłyszenie wyznania miłości może być przytłaczające. No, bo jak się zachować, aby jej/jego nie zranić?

Dlaczego się spieszymy?

– Na początku wielu z nas zdarza się pomylić fascynację z miłością. A to zwykle jeszcze nie jest dojrzałe uczucie – mówi Joanna Godecka. – Oczywiście są osoby, które powiedziały sobie „kocham cię” po tygodniu i żyją długo i szczęśliwie – to też się zdarza. Jednak częściej zbyt szybka deklaracja pokazuje nasz głód relacji, pragnienie bliskości, potrzebę potwierdzenia, że już naprawdę „jestem z kimś”. Dlatego próbujemy szybko „przypieczętować” związek wielkimi słowami, zanim jeszcze dobrze poznamy drugą osobę. Co zrobić, aby nie popełnić falstartu? – Gdy poczujemy, że zalewa nas fala silnych emocji, warto na moment się zatrzymać. Zapytać samą siebie, czy mówię „kocham”, bo naprawdę to czuję, czy dlatego, że chcę się poczuć bezpiecznie? – radzi terapeutka.

Gdy nie słyszymy tego samego 

Brak odwzajemnienia deklaracji boli, to naturalne. Niektórzy doświadczają wstydu, rozczarowania, czasem nawet poczucia odrzucenia. Ale, jak podkreśla Joanna Godecka, warto przyjąć odpowiedź taką, jaka jest, bez obrażania się, a także bez prób usprawiedliwiania czy dopisywania narracji, która miałaby pomóc nam ochronić się przed bólem. – Z drugiej strony brak jasnej odpowiedzi: „ja też cię kocham” nie oznacza, że musimy natychmiast odejść – mówi. – Nie ma w tym nic złego, że ktoś jeszcze się zastanawia. Jeśli nie spieszy się z powiedzeniem tego samego, to niekoniecznie dlatego, że jest wyrachowany albo nic do nas nie czuje. W takiej sytuacji dobrze jest porozmawiać o tym, dokąd zmierza nasza relacja, powiedzieć: „rozumiem, że jesteśmy na różnych etapach i jeśli tego potrzebujesz, możemy zwolnić tempo”. Pamiętajmy jednak, że rozmowa nie może mieć formy oskarżenia: „skoro ja cię kocham, to dlaczego ty mnie nie kochasz?”. Lepiej zapytać spokojnie: „Czy w ogóle widzisz możliwość budowania ze mną relacji?”. I być gotowym na szczerą odpowiedź. Może on/ona potrzebuje się upewnić, że ta deklaracja nie jest przedwczesna. My też mamy do tego prawo.  

Nie wątpmy w siebie, idźmy do przodu!

Dobrze jest usłyszeć w odpowiednim momencie, co czuje druga strona. Jeśli zadeklaruje, że nie ma w planach budowania z nami trwałego związku, potraktujmy to jako jasny sygnał, że czas iść własną drogą. – Zdarza się, że ktoś już na początku relacji mówi: „nie chcę się angażować”. To zwykle nie jest kokieteria – to ważna informacja. Ignorowanie jej prawdopodobnie skończy się bolesnym rozczarowaniem – ostrzega terapeutka. – Nie próbujmy sobie wmawiać, że potrafimy tę drugą osobę zmienić, przekonać, skierować znajomość na inne tory. Najpewniej taka relacja skończy się tak czy inaczej – a próby jej naprawiania tylko przesuną to w czasie… Ważne, żeby zrozumieć, że brak wzajemności to nie forma oceny naszej wartości. – Jeśli ktoś mnie nie wybiera, to nie znaczy, że jestem „gorsza”. To jak wybór koloru długopisu – czerwony nie jest lepszy od zielonego, po prostu ktoś woli jeden z nich – tłumaczy Joanna Godecka. – Nie należy brać wszystkiego do siebie ani budować poczucia własnej wartości na czyichś uczuciach.