Od jazgotu boli głowa. Powiadomienia, dzwonki, klaksony… Czujesz się przytłoczona, wytężasz uwagę, by wyłowić sens słów w rozmowie. Zaśmiecenie hałasem to znak czasu. Alice Vincent, badaczka zjawisk społecznych, uważa, że w kakofonii dźwięków mniej uważnie słuchamy siebie i wiele tracimy. W książce Usłysz oprowadza nas po świecie dźwięków i pokazuje, jak zmysł słuchu może wspierać psychiczną równowagę.
Twój STYL: Opisuje pani w książce, jak słyszą świat kobiety. Skąd założenie, że inaczej?
Alice Vincent: Próbowałam lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje. Książkę pisałam, gdy na świat przychodził syn, moje pierwsze dziecko, a ja odkryłam, że żyję w nieustającej kakofonii dźwięków. Zewnętrznych, jak huk samolotów nad domem, nawoływania sąsiadów, pikanie powiadomień, ale i wewnętrznych. W głowie dudniły podszyte lękiem głosy: jak będzie wyglądać teraz moje życie?! W ten pejzaż dźwiękowy wdzierały się rady i oczekiwania innych. Słowa, hałas, słowa. Zdałam sobie sprawę, że słyszę wszystko, tylko nie siebie. Zaciekawiło mnie, czy inne kobiety też tak mają, i zaczęłam to badać.
A więc kobiety słyszą inaczej niż mężczyźni?
Słuchają inaczej, uważniej, bo dziewczynki wychowujemy na „dobre słuchaczki”. W naszej kulturze to głównie rola kobiet. Rzadko doceniamy, jak ogromną pracę emocjonalną przy tym wykonują. Z dzieciństwa pamiętam mamę podczas jej niekończących się rozmów z przyjaciółkami i krewnymi, siedzącą godzinami na podłodze z telefonem. Cierpliwie wysłuchiwała opowieści o problemach, pocieszała. Nie przypadkiem większość osób zatrudnionych w zawodach opiekuńczych, wymagających umiejętności słuchania, to kobiety. Od wieków przyzwyczaja się nas do skupiania się na komunikatach innych. Odwrócenie ról, gdy kobieta mówi, a mężczyzna cierpliwie słucha, to rzadkość. Doświadczyłam tego u terapeuty i czułam się w gabinecie niezręcznie. Jakbym nie zasłużyła na tyle uwagi. Wiele kobiet mówiło mi, że terapia była pierwszą sytuacją w życiu, gdy czuły się uważnie wysłuchane. A przecież wypowiadanie na głos ważnych treści, opowiadanie o swoich doświadczeniach i przeżyciach w obecności zaufanej osoby ma właściwości terapeutyczne. Często zmienia „ścieżkę dźwiękową” naszych myśli. Zazwyczaj na lepszą.
Jak to rozumieć?
Głos wewnętrznego krytyka cichnie, staje się mniej stanowczy. Redukują się wszystkie te: „powinnaś”, „nie możesz”, „musisz”, które nam powtarzano, aż stały się elementem tego, co nazwałam wewnętrzną ścieżką dźwiękową. Bo my przecież słyszymy dźwięki tworzone w umyśle. Możemy odtworzyć ulubioną piosenkę, nie nucąc jej. Z ust nie wydobywa się dźwięk, a jednak ją słyszymy. W trakcie terapii ludzie odkrywają nie tylko to, że mają krytyczne myśli na swój temat, ale że ten głos ma konkretne cechy. Terapeuta pyta: czy to głos kobiecy czy męski, gniewny czy sarkastyczny? To może naprowadzić na źródło problemu – czy komunikat wdrukowała w nas krytyczna matka czy apodyktyczny ojciec. Wyznaczyć kierunek pracy nad zmianą. Dopiero gdy krytyk cichnie, można usłyszeć własny głos. Niestety od spotkania ze sobą odciąga również kakofonia dźwięków z zewnątrz. W otaczającym nas jazgocie po prostu cierpimy.
Dlaczego jedni radzą sobie w natłoku dźwięków, a inni nie? Istnieje nawet psychologiczna kategoria opisująca ludzi, których paraliżuje hałaśliwe otoczenie.
Mizofonia to nowy termin. Pojawił się w 2001 roku. Liczba ludzi z takim problemem rośnie proporcjonalnie do wzrostu ilości decybeli w świecie. Cisza staje się luksusem, dla większości z nas nieosiągalnym. Stąd popularność wyciszających słuchawek. Widzimy na ulicach wielu ludzi, którzy chronią się przed hałasem w ten sposób. Dr Jane Gregory, autorka książki Sounds Like Misophonia (z ang. To brzmi jak mizofonia), jest jedną z pierwszych badaczek tego problemu. Jej odkrycia zaskakują. W Wielkiej Brytanii 18 proc. obywateli wykazuje objawy nadwrażliwości na dźwięk. Hałasy dla innych normalne ich mózgi interpretują w kategoriach zagrożenia. To wzbudza niepokój, złość, nawet agresję. Z badań wynika, że kobiety cierpią z powodu mizofonii częściej. Utrudnia nam życie, ale też wywołuje poczucie winy.
Znam to. Do szału doprowadzał mnie płacz moich dzieci. Czułam się gorszą matką, bo nie umiałam opanować irytacji.
Kobiety, z którymi spotykałam się, pracując nad książką, opowiadały podobne historie. Jedna uważała się za złą matkę, bo nie organizowała dzieciom przyjęć urodzinowych, ponieważ nie mogła znieść towarzyszącego im jazgotu. Dopiero w późnym wieku zdiagnozowano u niej mizofonię. Przyjęła to z ulgą. Jeśli dostrzegamy u siebie podobne symptomy, warto je zbadać i tak projektować życie, by nie przeciążać zmysłu słuchu nadmiarem dźwięków. Ograniczać przebywanie w głośnych miejscach, używać nauszników, poprosić bliskich, by zwrócili uwagę na dźwięki, które wytwarzają. Każdy może przyciszyć dzwonek telefonu, nie trzaskać garnkami.
Ktoś poradził mi wizyty w komorze bezechowej, która idealnie tłumi wszelkie dźwięki. Czy dawkowanie absolutnej ciszy to remedium na hałas codzienności?
Nie sądzę. Testowałam takie pomieszczenia. Panuje w nich cisza trudna do wyobrażenia w normalnym świecie, gdzie nawet na pustkowiu słychać szum wiatru. Ale pod nieobecność dźwięków z zewnątrz uwaga nadwrażliwców skupia się na tych, które sami emitują. Nie zauważamy na co dzień, jak brzmi przełykanie śliny, szum krwi w głowie czy inne odgłosy istnienia. W ciszy absolutnej nagle słyszymy je w wyolbrzymiony sposób. Po wizycie w komorze bezechowej odkryłam, że mam szumy uszne i… zaczęłam je słyszeć na co dzień. Wiele osób wrażliwych na dźwięki opisuje wizytę w takim miejscu jako przytłaczające doświadczenie. Nie jesteśmy stworzeni do totalnej ciszy.
Wrażenie zrobiło na mnie to, co pisze pani o płaczu fantomowym. Badania dowodzą, że sporo osób słyszy płacz dziecka, choć w pobliżu nikt nie płacze. Mnie też się to zdarzało. Przez lata sądziłam, że… jestem jedyna.
To powszechne wśród kobiet zjawisko, zapewne związane z macierzyństwem, lękiem o potomstwo. Znalazłam setki wypowiedzi matek na ten temat i sama doświadczałam tego okresowo. Bycie matką wymusza stan ciągłej gotowości – stąd nieświadomość interpretuje dziwne dźwięki z otoczenia jako płacz dziecka. Wyczula nas na wszelki wypadek.
Bodźce dźwiękowe atakują dziś ze wszystkich stron bez przerwy. Jak zadbać o zmysł słuchu w takich warunkach?
Pomóc może technika świadomego skupiania się na wybranych doznaniach słuchowych. To rodzaj treningu, który uczy słyszeć, a nie tylko rejestrować dźwięki. Wybierać, a nie być zalewanymi przez hałas. Ludzie biegli w tej technice mogą iść ulicą, nastawić się na słuchanie ptaków i sprawić, że szum aut schodzi w ich percepcji na drugi plan. Ale to duża sztuka. Lepiej zacząć od spacerów po lesie czy łące i raz skupić się na odgłosach zwierząt, raz na szumie wiatru, ćwicząc świadome sterowanie uwagą. Wykazano, że ten rodzaj słuchania wpływa na poprawę nastroju i rozwija umiejętność skupiania się. Odwraca uwagę od hałasu i pomaga odkrywać sferę interesujących dźwięków, które na co dzień ignorujemy. Pracując nad książką, poznałam kobietę, która podczas dźwiękowych spacerów nagrywała odgłosy rzek i strumieni. Odkryła, że szum wody zmieniał się w zależności od pory dnia. Często w pięknych miejscach robimy zdjęcia. Może warto wziąć przykład i tworzyć też dźwiękowe wizytówki miejsc, które nas koją?
Pani opisuje próby „zapolowania” na dźwięk zorzy polarnej. Skąd pomysł?
Doniesienia o „śpiewie zorzy” pojawiały się w dawnych kulturach od wieków. Fiona Amery z Uniwersytetu Cambridge potwierdziła istnienie tego zjawiska akustycznego. Ma fizyczne uzasadnienie, choć jest rzadkie. Badając je, odkryła, że sam proces wytężania słuchu wywiera dobry wpływ na psychikę. To mnie zaintrygowało. Temat wrócił podczas spotkania autorskiego. Poznałam kobietę, która kiedyś pracowała na północy Kanady i obserwując częstą tam zorzę, usłyszała ten dźwięk i opisała go jako „iskrzenie podobne do odpalania zimnych ogni”. Marzę, by tego również doświadczyć, i wierzę, że mi się uda. Przygodą są już same wyprawy „w poszukiwaniu śpiewu zorzy”. Pisanie Usłysz uzmysłowiło mi, że nie doceniamy zmysłu słuchu. Teraz świat dźwięków kojarzy mi się nie tylko z hałasem, ale też z bogactwem pięknych akustycznych wrażeń, które nauczyłam się słyszeć. Uspokoiły mnie i wzbogaciły. Życzę wszystkim podobnych odkryć.