Ufamy sobie, wierzymy, ale nielojalność się zdarza. Nie zawsze chodzi o tę trzecią osobę. Zawieść zaufanie można w różny sposób. Zawsze boli, ale nie musi oznaczać końca. Czasem po tym doświadczeniu decydujemy się być razem. Jak odbudować ufność? Co musi się stać, by związek odżył? Violetta Nowacka, psycholożka, współautorka podcastu "Przypadki miłosne", podejmuje się odpowiedzieć na te trudne pytania.
Twój STYL: Podobno dla kobiet bardziej bolesna jest zdrada emocjonalna, a dla mężczyzn seksualna.
Violetta Nowacka: Wiele osób, niezależnie od płci, sądzi, że zdrada seksualna rujnuje zaufanie najbardziej. Dla najbliższej osoby to ból psychiczny. Niektórzy czują jednak coś podobnego, gdy codziennie odbierają komunikat: moja matka, kumpel, szef są ważniejsi od ciebie. Partner zapomina o twoich urodzinach, siedząc w biurze. Nie wywiązuje się z obietnicy wyjazdu na wakacje, bo „mama wpadła w histerię, nie zostawię jej samej”. Nie bywa z tobą nigdzie, bo „od wychodzenia na miasto są kumple”. To są zdrady psychologiczne. Mniej ewidentne i często usprawiedliwiane przez otoczenie. „Daj spokój, nie możesz się obrażać o to, że mąż pracuje, by zapewnić wam poziom życia”, „matkę ma się jedną, musisz zrozumieć”, słyszy osoba, która czuje się zepchnięta na dalszy plan. Nie mam wątpliwości, że to formy zdrady.
A można zdradzać partnera z czymś… nieożywionym?
Można, na przykład z… górami. Załóżmy, że umówiliśmy się na wyjazd wakacyjny w czerwcu. Mamy rezerwację w Egipcie, a partner oświadcza, że go nie będzie, bo wyjeżdża w Alpy. To nielojalność, do czegoś się zobowiązał i nie chce się wywiązać. Problem w tym, że ludzie często nie wiedzą, na co się umawiają. Relacja dzieje się w trybie domyślnym, więc każda ze stron może mieć inną wizję kontraktu. Kobieta zakłada, że wchodzi w związek monogamiczny, mężczyzna, że dopuszczalne są w nim romanse. Albo on zakłada, że partnerka będzie prowadzić dom jak jego matka, a ona jest przekonana, że relacja pozwoli jej się realizować zawodowo. Stąd pretensje: „przecież nigdy nie obiecywałem, że przestanę chodzić po górach / opiekować się mamą / wyjeżdżać z kumplami / sypiać z innymi kobietami”. Niepotrzebne skreślić.
Załóżmy, że dochodzi do klasycznej zdrady. Dowiadujemy się o niej, jest rozpacz, gniew. Ale obie strony chcą kontynuować związek. Co się musi zadziać, by relacja przetrwała wstrząs?
Musi dojść do odbudowy zaufania. To wymaga czasu. Gdy przychodzą do mojego gabinetu pary po zdradzie i chcą odnowić więź, ostrzegam, że może to potrwać około roku. To naturalny czas na godzenie się ze stratą. Zdrada też nią jest. Nie da się tego przyspieszyć.
Bo trzeba przejść przez wszystkie „pierwsze razy” w nowej sytuacji? Pierwsze święta po zdradzie, gdy on składa życzenia, a ja przypominam sobie, że mnie okłamał. Pierwsze wakacje, na które jedziemy razem, a pamiętam, jak na poprzednich znikał z komórką...
O to chodzi. Przez rok przyzwyczajamy się do nowej sytuacji, przechodzimy kolejne fazy odbudowywania związku. Wyróżniam ich siedem. Pierwsza: musimy zdefiniować zdradę, czyli powiedzieć, jak i czyje granice zostały naruszone. Jeśli wcześniej nie umówiliśmy się, czym jest dla nas lojalność, do której się zobowiązujemy, teraz jest na to pora. Punkt drugi: ustalenie faktów. Co konkretnie zaszło? Kiedy i z kim?
Brzmi jak rozdrapywanie ran. To pomaga?
Praktyka wskazuje, że pomaga. Osoba zdradzona ma do tych informacji prawo. Dla zdradzającego byłoby wygodne: odcinamy się od przeszłości i zaczynamy od nowa. Ale to może działać tylko wtedy, gdy ten, kto zawinił, zrobił to nieświadomie. W klasycznej zdradzie o taką sytuację trudno. W tej rozumianej szeroko taka sytuacja jest możliwa.
Jak to rozumieć?
Dam przykład. Adam od liceum co tydzień wyjeżdżał na ryby z kumplem Robertem i był przekonany, że jego żona akceptuje jego weekendowe wypady, bo nie protestowała. Po kilku latach ona oznajmiła, że czuje się w pewnym sensie zdradzana, jakby kumpel był ważniejszy od niej. Porozmawiali o tym i dogadali się na nowo, wyjawianie szczegółów dotyczących relacji z kolegą nie było konieczne. On wyjeżdża teraz raz w miesiącu i obie strony są zadowolone. Jeśli jednak ktoś świadomie kłamał, bo był w innej intymnej relacji, musi zrozumieć, że druga strona może, choć nie musi, chcieć poznać szczegóły. I jeżeli naprawdę zależy nam na naprawie sytuacji, należy je podać, choć to nieprzyjemne. W gabinecie uprzedzam też, że zdrada jako temat może powracać przez wiele miesięcy. To element naprawy relacji i trzeba to uznać. Może się zdarzyć, że mąż po zdradzie odpowiedział na wszystkie pytania żony dotyczące romansu z koleżanką z pracy, a mimo to ona pół roku później znów wraca do tematu. I wtedy on nie kryje irytacji.
Nie ma do niej prawa? Przecież wyznał wszystko.
Ma prawo czuć irytację, ale niekoniecznie ją wyrażać. Powinien wziąć pod uwagę, że w czasie odbudowy zaufania żona może wracać do sprawy romansu, zadawać te same pytania, na które uzyskała już odpowiedź. To naturalna reakcja osoby głęboko zranionej, która musi się utwierdzić, że może zaufać ponownie. Cierpliwość partnera jest dowodem jego dobrej woli. Bez przejścia przez ten proces trudno wybaczyć. Krok trzeci, fundamentalny, to zakończenie tamtej relacji. Często konieczne jest też przedstawienie dowodów, że tak się stało.
Nie wystarczy oświadczenie: „to już skończone”?
Osoba zdradzona nie musi uwierzyć na słowo. Ma podstawy do obaw, jej zaufanie zostało zawiedzione i daleko do jego odbudowy. Może chcieć zobaczyć email, SMS, a nawet być świadkiem rozmowy, w trakcie której partner mówi kochance czy kochankowi, że to koniec.
A co z prawem do prywatności? Zdradzający ma się go wyrzec?
Może zgodzić się na jego czasowe zawieszenie w ramach zadośćuczynienia. Nie chodzi o zabawę w policjanta i złodzieja, ale o dojrzałą postawę: „Wiem, że cię oszukiwałem i nie masz podstaw mi teraz wierzyć. Tym razem nie mam nic do ukrycia, oto dowód”. Zranienia emocjonalne goją się długo. Odbudowanie bliskości wymaga delikatności i uważności. Uznanie bolesnych uczuć partnera to punkt czwarty procesu. Nie można powiedzieć po pół roku: „Już przestań, ile można się dąsać, czas pójść do przodu”. Para pójdzie naprzód, gdy ten, kto został zdradzony, poczuje się gotowy. Piątym krokiem jest rekompensata. Może przybierać różne formy. Na przykład chwilowego zawieszenia prawa do prywatności tego, kto zawiódł zaufanie. Bywają i wymierne zadośćuczynienia. Pamiętam parę, w której mąż zaprosił żonę w podróż do Tajlandii, ona wybrała hotel, decydowała o atrakcjach i o kosztach.
To przekupstwo!
Nie, rekompensata. Gest, który pokazuje, że chcesz wynagrodzić bliskiej osobie ból, którego doświadczyła, czymś pięknym. Ale też że chcesz z nią przeżyć coś wyjątkowego. Być razem. To ważny przekaz.
Czy rekompensatą może być… rewanż?
Nie polecam, choć to się zdarza. Często taki ruch wciąga partnerów w spiralę zemsty. Ale bywa i tak, że po rozgrywce „zdrada za zdradę”, oboje uznają, że są kwita i zaczynają relację na nowo. To jednak ryzyko.
Niektórzy psycholodzy przekonują, że miłość, choć nie chcemy tego przyznać, działa jak instytucja finansowa. Są wpłaty i wypłaty.
W tym kontekście zdrada to gigantyczny dług. Na to, co z niej wyniknie dla związku, wpływ ma wspólna przeszłość i to, co obie strony „wpłacały” do banku relacji. Jeśli partner dbał o mnie, był zaangażowanym tatą, wstawał w nocy do dzieci, żebym mogła spać, potrafił rezygnować z własnych potrzeb, by zaspokajać moje, a potem dopuścił się zdrady, będzie mi łatwiej wybaczyć niż w sytuacji, gdy długo narastała między nami obcość. Wtedy ze związku może już nie być czego zbierać.
Co jeszcze może zrobić para, by dobrze zacząć na nowo?
Razem przeanalizować prawdziwe przyczyny zdrady. To kluczowe informacje dla przyszłości relacji: co w niej nie działało, że się od siebie oddalili? Jakie były deficyty? Jeśli tego nie zrozumieją i nie wprowadzą zmian, sytuacja może się powtórzyć. Dojrzali ludzie nie dopuszczają się nielojalności przez przypadek. Coś musiało się dziać przez dłuższy czas, że pojawił się kryzys. Może przestali się nawzajem dostrzegać? Dbać o więź na różnych płaszczyznach: emocjonalnej, intelektualnej, seksualnej. Dobrze rozwiązany kryzys może być szansą, by wspólnie naprawić związek. Z mojego doświadczenia pracy z parami po zdradzie wynika, że dotarcie do tego etapu zajmuje właśnie około roku.
A jeśli trwa dłużej? Znam kobietę, która została zdradzona kilka lat temu. Małżeństwo trwa, ale mąż musi wciąż udowadniać, że ją kocha, przepraszać, tłumaczyć się ze spóźnień. Słyszy „mam prawo ci nie ufać”.
Czasem ludzie nie są w stanie uleczyć się po zdradzie. Najczęściej dlatego, że otworzyła w nich stare, niezabliźnione rany. Może chodzić o odrzucenie czy porzucenie, również symboliczne, w dzieciństwie. Trudności z wybaczaniem mają też ludzie, którzy wykazują tendencję do reakcji neurotycznych. W obu przypadkach pomóc może terapia indywidualna. Pracujemy nad uleczeniem zranień z przeszłości, by te doznane po zdradzie mogły się zabliźnić.
A da się kontynuować związek bez odbudowy zaufania? Być razem bez wybaczenia?
Poeta Tadeusz Śliwiak napisał: „Jak mam ci ufać/ kiedy podajesz mi rękę tak/ jakby przed chwilą/ wypadł z niej nóż”. To jest dokładnie o tym: nie da się iść przez życie z kimś, kogo podejrzewamy o zdolność do nielojalności. Związek bez zaufania nie ma sensu, to zaprzeczenie bliskości. Dlatego warto naprawiać relację we dwoje, wspólnie odbudowywać to, co runęło. Znam wiele par, którym to się udało. Weszły na lepszy, bardziej dojrzały poziom relacji.
Violetta Nowacka - Psychoterapeutka, autorka książki "Boże, daj orgazm" i współautorka podcastu "Przypadki miłosne"