W kontraście do perfekcyjnych, lśniących jak tafla włosów inspirowanych azjatyckimi wpływami, „beach waves” – plażowe fale – są swobodne i na luzie. Do stylizacji nie potrzeba żadnych narzędzi. Wystarczą własne dłonie i sprej z solą morską.
Spis treści
Naturalne, lekko potargane fale, z wyraźną teksturą, ale bez śladu produktów na włosach – to moja ulubiona fryzura. Najłatwiejsza z możliwych, odmładzająca, dająca poczucie luzu. Jak na wakacjach.
– Kobiety coraz częściej chcą nosić fryzury, które wyglądają naturalnie i swobodnie – potwierdza fryzjer Grzegorz Duży. – Ale zależy im też na objętości i strukturze. Mgiełki z solą morską świetnie wpisują się w ten trend.
To kosmetyki, które robią (prawie) wszystko za nas. – Delikatnie usztywniają włosy, odbijają je od nasady i podkreślają skręt. Dzięki temu fryzura wygląda tak, jak po spacerze nad oceanem – lekko, świeżo i bardzo naturalnie.
Jednym z najprostszych sposobów na uzyskanie modnych „beach waves” jest ugniatanie włosów dłońmi. – Nakładam niewielką ilość mgiełki z solą morską na dłonie, a nie bezpośrednio na włosy i delikatnie ugniatam lekko wilgotne pasma – od końcówek ku górze. Włosy zaczynają układać się w łagodne fale, uzyskujemy wrażenie większej objętości, ale bez puszenia – mówi Grzegorz Duży.
Radzi też, żeby nie aplikować produktu na całkowicie mokre włosy. – Najlepszy efekt osiąga się na wilgotnych, ale już podsuszonych pasmach. Fryzura wygląda wtedy bardziej naturalnie i nie traci sprężystości – wyjaśnia. – Osoby o gęstych, mocnych włosach mogą pozwolić sobie też na spryskanie solą suchych włosów, żeby w ciągu dnia odświeżyć fryzurę i przywrócić jej objętość, którą traci z upływem czasu.
Sól to znakomity środek do stylizacji, ale… wyciąga wilgoć, dlatego nadmiar produktów może prowadzić do przesuszenia włosów, szczególnie przy cienkich, rozjaśnianych i osłabionych chemicznymi zabiegami lub stylizacją.
– Sól ma świetne właściwości, ale używana zbyt często może odbierać włosom miękkość i blask. Dlatego po spreje z solą warto sięgać okazjonalnie, raczej 2-3 razy w tygodniu niż codziennie – podkreśla Grzegorz Duży. I zdradza trik, który stosuje w salonie.
– Jeśli moja klientka ma cienkie, delikatne włosy, nie spryskuję ich bezpośrednio produktem. Rozpylam mgiełkę w powietrzu tuż nad jej głową i pozwalam jej delikatnie opaść na włosy. Efekt jest dużo subtelniejszy. Pozwala podkreślić fakturę fal, ale ich nie obciąża.
Mgiełka z solą może działać także jak lekki spray unoszący włosy u nasady. – Jeśli zależy mi na uzyskaniu efektu objętości, aplikuję produkt wyłącznie przy skórze głowy. Włosy u nasady są mocniejsze i zdrowsze niż końcówki, dlatego lepiej znoszą kontakt z solą i nie są tak podatne na przesuszenie – tłumaczy fryzjer.
Ważna jest również ilość kosmetyku. Zbyt duża sprawia, że włosy stają się matowe, szorstkie i trudne do rozczesania. – W przypadku mgiełek z solą mniej naprawdę znaczy więcej. Fryzura ma wyglądać miękko i naturalnie, a nie jak po kąpieli w morzu – dodaje.
Jeśli mamy zadbane, zdrowe i naturalnie lśniące włosy, nie zaszkodzi im sól morska używana do stylizacji. Dlatego podstawą jest dobrze dobrana pielęgnacja, zapewniająca nawilżenie, odżywienie i ochronę włosów przed działaniem czynników zewnętrznych.
– Należy zadbać o to, żeby łuski włosów były wygładzone, dobrze przylegające – bo to one najlepiej zabezpieczają przed utratą wilgoci i łamliwością – przypomina fryzjer. – Oprócz standardowych szamponów i odzywek warto regularnie stosować maski ze składnikami nawilżającymi i odbudowującymi włosy, sera na końcówki i olejki zabezpieczające przed utratą wilgoci. Dzięki nim włosy będą miękkie, błyszczące i miłe w dotyku.