Poznaj siebie

Nieprzeżyte emocje zapisują się w naszym ciele. Jak się od nich uwolnić? Rozmawiamy z terapeutką

Nieprzeżyte emocje zapisują się w naszym ciele. Jak się od nich uwolnić? Rozmawiamy z terapeutką
Fot. Getty Images

Co się dzieje z emocjami, których nie rozumiemy? Czy to prawda, że zapisują się w ciele i bolą? – pytamy Ewę Klepacką-Gryz, psycholożkę, która pracuje z pacjentami psychosomatycznymi.

PANI: W ciele zapisane są wszystkie historie naszego życia – przeczytałam w twojej książce. W jaki sposób one się zapisują?

EWA KLEPACKA-GRYZ: Życie je zapisuje, a pośrednikiem są emocje. Szef cię krytykuje i czujesz, jak coś ci się zaciska w brzuchu. To jest czysta emocja. Jeśli zauważysz to fizjologiczne doznanie i uwolnisz poprzez oddech albo ruch, rozluźnisz przeponę – emocja minie. Jednak częściej chcemy nie czuć doznań, nie dopuszczamy ich do głosu. Te nienazwane, nieprzeżyte emocje zapisują się w tkance łącznej w postaci napięć.

Emocje są doznaniem fizjologicznym?

Definicja emocji pochodzi z łaciny i oznacza ruch, poruszenie. To jest ruch do przyjemności albo ruch od przykrości, od bólu. Nasz mózg jest kontrolerem, ma za zadanie utrzymać ciało przy życiu, dlatego natychmiast nazywa doznania w ciele – w ten sposób porządkuje rzeczywistość. To sprawia, że emocje często nam się mylą z myślami. Czasem pytam pacjentkę: „Co czujesz?”, a ona odpowiada: „Myślę, że się boję”. Wtedy wiem, że jest „w głowie”, nie ma kontaktu z ciałem. Emocje to ścisk w gardle, motyle w brzuchu, mrowienie w rękach. Czy umiesz odpowiedzieć na pytanie: jak odczuwasz w ciele lęk? Jakim cielesnym doznaniem jest złość? Gdyby po śmierci mojego ojca ktoś mnie spytał, jak się czuję, odpowiedziałabym, że się z nim pożegnałam, pogodziłam z jego odejściem, czuję smutek. Ale, jak się wkrótce okazało, czułam przede wszystkim bezsilność. Jako najstarsze dziecko uważałam, że muszę być silna. Tak mówiła głowa, ale moje ciało czuło inaczej. Pewnego dnia schodziłam do garażu i nagle, jakby mi ktoś kolana podciął, usiadłam na schodach. Dopiero wtedy poczułam stratę, poczułam, że ojciec, umierając, zabrał mi swoją siłę i muszę teraz odbudować swoją własną. To było silne doznanie fizyczne.

Wspomniałaś o tkance łącznej. To tam zostają uwięzione emocje?

Tak, dokładnie w powięzi, która pokrywa wszystkie nasze narządy wewnętrzne. Współpracując z terapeutą manualnym, dowiedziałam się, że zostają tam uwięzione w postaci ,,pętelek” na tkance łącznej. Pacjentka skarży się na ucisk w klatce piersiowej, mówi: „Lekarz mi zlecił EKG i echo serca, badania wyszły dobrze, ale ja nie mogę do końca nabrać powietrza”. Podczas sesji z osteopatą okazuje się, że ma zablokowaną przeponę; napięcia wpływają na mięśnie międzyżebrowe i mostek, powodując uczucie ucisku. Osteopata rozluźnia napięcia i uwalnia emocje.

Emocje trzeba uwolnić fizycznie? Psychoterapia nie wystarczy?

Trzeba działać na poziomie fizycznym i emocjonalnym. Zapisane w ciele, zamrożone, nieprzeżyte emocje powodują dolegliwości psychosomatyczne. A one, jeśli się nimi nie zajmiemy, mogą doprowadzić do poważnych chorób. Wczoraj pracowałam z mężczyzną bardzo skupionym na swoim ciele, trochę hipochondrycznym – to częste przy zaburzeniach psychosomatycznych. Przez lata terapii podejrzewał u siebie różne choroby: boreliozę, SIBO, zespół jelita drażliwego. Najpierw wykluczyliśmy podłoże organiczne. Pacjent miał komplet badań, wyniki w normie. Podczas jednej z sesji zauważyłam, że oddycha górnymi szczytami klatki piersiowej, a jego brzuch jest nieruchomy, jak napompowany balon zawiązany na supeł. Jestem przekonana, że zanim posuniemy się dalej w terapii, mężczyzna potrzebuje pracy manualnej. Na przykład masażu wisceralnego. To manualna praca polegająca na delikatnym uciskaniu organów w jamie brzusznej.

Czyli te uwięzione emocje są widoczne, można je rozpoznać po sposobie oddychania albo po wyglądzie?

Są specjaliści o bardzo dużym doświadczeniu, którzy to potrafią. Na przykład dr Jacek Sobol, moim zdaniem jeden z najlepszych osteopatów w Polsce. Współpracując z nim, dostrzegłam, że patrząc na sposób, w jaki pacjent(ka) wchodzi, siada, podaje rękę czy mówi, jest w stanie powiedzieć o nim (niej) tyle, co ja po pół roku terapii. Dziś po wielu latach pracy sama też często potrafię odczytać, z jakim kłopotem przychodzi do mnie pacjent. Zdarza się, że komunikaty: werbalny i niewerbalny, różnią się. Na przykład kobieta opowiada o przemocowym ojcu i uśmiecha się. Coś tu nie gra, prawda? Dziś już wiem, że uśmiechem próbowała ukryć albo zmniejszyć ból, który prawdopodobnie był tak ogromny, że nie była w stanie wyrazić go słowami. Dopiero uwolnienie tego bólu z ciała dało jej dostęp do własnych emocji.

 

Jak się pracuje z emocjami?

Podam przykład. Załóżmy, że za każdym razem po rozmowie z matką pacjentkę boli żołądek. Zauważyła to i co teraz? Można próbować nazwać jej emocje, zastanowić się, jak powinna zachowywać się w relacjach z matką. Może nie odbierać telefonu? Bo wiadomo, że matka się nie zmieni. Ja pracuję inaczej. W pierwszej kolejności zajmuję się doznaniem w ciele. Proszę, żeby pacjentka przywołała z pamięci ten znajomy ból. Czy to jest ucisk, jakby ktoś uchwycił wnętrzności w zaciśniętą pięść? A może on jest bardziej zewnętrzny, jakby ktoś położył kamień nad pępkiem? Następnie próbujemy popracować z ruchem, szukamy postawy, która zmniejszy dolegliwość. Proszę pacjentkę, żeby wyprostowała się, otworzyła klatkę piersiową, rozłożyła ręce i sprawdziła, co dzieje się z bólem, czy jest lepiej? Jeśli nie ma poprawy, proszę, by wykonała ruch odwrotny: skuliła się, zamknęła klatkę piersiową. Jeśli teraz samopoczucie się poprawia, co to może symbolizować? Może pacjentka powinna chronić swoją wrażliwość (swój brzuch) przed matką? Nauczyć się stawiać jej granice, mówiąc: ,,To miło, że się o mnie troszczysz, ale ja nie mam pięciu lat, nie upominaj mnie”. Albo: ,,Nie rozmawiaj ze mną w ten sposób, bo nie będę odbierać twoich telefonów”. Może też zadziałać symbolicznie i podczas rozmowy fizycznie ochraniać wrażliwy brzuch, przykrywając go poduszką. Najważniejsze jest zawsze, żebyśmy zauważyli doznanie w ciele, spróbowali je opisać i popracować z nim.

Bo choroby psychosomatyczne powstają z emocji, których nie zauważamy?

A kiedy ich nie zauważamy, to ciało zaczyna produkować objawy, które tłumimy lekami, np. przeciwbólowymi czy nasennymi. A tymczasem, zanim sięgniemy po tabletkę, kiedy boli nas głowa, warto zadać sobie pytanie: co by powiedziała twoja boląca głowa, gdyby umiała mówić? Może czeka cię dzisiaj ważne spotkanie, którego się obawiasz?

Moja głowa powiedziałaby mi raczej, że za późno poszłam spać albo że potrzebuję dłuższych spacerów.

Rady, recepty to jest odpowiedź bazująca na wiedzy, przekonaniach. Ale co mówi ból? W dzisiejszych czasach preferujemy zdrowy tryb życia i wygłaszamy zasady: siedzący tryb życia powoduje bóle w lędźwiach, trzeba się ruszać, nastaw sobie minutnik, żeby co godzinę wstać i poćwiczyć. Świetnie. Ale jeśli jesteś w kontakcie z ciałem, nie musisz nastawiać minutnika. Czujesz, że jest ci niewygodnie, że ciało upomina się o ruch. Brak kontaktu z ciałem sprawia, że niektórzy potrafią siedzieć pięć godzin za biurkiem, lekceważąc napięcia mięśni, a po kilku latach takiego stylu życia narzekają, że ,,kręgosłup im wysiadł”.

Próbujmy nawiązać kontakt z ciałem. Połóż jedną rękę na klatce piersiowej, drugą na brzuchu i oddychaj w swoim tempie. Sprawdź, która dłoń się unosi: ta na brzuchu czy ta na klatce piersiowej? Czy twój wydech jest równie długi jak wdech? Sprawdź, jak oddychasz, poobserwuj, gdzie ciało jest rozluźnione, a gdzie napięte. Pytaj: jak się ma moje ciało, czego potrzebuje? Może chce pić albo położyć się na chwilę na kanapie? Zrób to. To są pierwsze ćwiczenia, które warto zrobić, żeby nawiązać kontakt z sobą.

A dalej?

Dalej warto odkryć swój emocjonalny język. Jest takie proste ćwiczenie: Przez tydzień siadasz wieczorem i przypominasz sobie, wyświetlasz jak na monitorze sytuację, która była dla ciebie bardzo przyjemna. Może to był jakiś wakacyjny wieczór albo moment odebrania nagrody, sama wiesz najlepiej. Przywołując ten obraz z wyobraźni, zobacz, co się dzieje w twoim ciele. Może na przykład czujesz ciepło w brzuchu – być może w taki właśnie sposób odczuwasz radość.

Po tygodniu wykonaj to ćwiczenie, tym razem przypominając sobie wydarzenie, które było dla ciebie stresujące, na przykład trudną rozmowę z szefem. Przywołując je z pamięci i rozpoznając doznania w ciele, odkryjesz, jakim językiem twoje ciało mówi o stresie. Może się okazać, że to konkretne wydarzenie wywołało ucisk w gardle – poczułaś złość, poczułaś się zaatakowana. Tak było w przypadku jednej z moich pacjentek, która w trakcie kolejnej trudnej rozmowy, kiedy tylko poczuła ucisk w gardle, powiedziała: ,,Słuchaj, zróbmy przerwę, nie chcę rozmawiać w ten sposób”. Kiedy mi to opowiedziała na kolejnej sesji, była bardzo z siebie dumna. Ja z niej również.

Z jakim schorzeniem psychosomatycznym najczęściej przychodzą do ciebie ludzie?

To zależy, czy mówimy o objawach, czy o diagnozie. Najczęściej słyszę o przebodźcowaniu i mgle mózgowej. Pacjenci skarżą się, że pod koniec dnia czują się jak za mgłą, trudno jest się im skoncentrować, mają obniżony nastrój. Przy tych objawach mają różne diagnozy: Hashimoto, tężyczka, bruksizm, rozmaite choroby autoimmunologiczne. Niedawno ukazała się na rynku znakomita książka „Wiek diagnozy”, której autorka, dr Suzanne O’Sullivan, pokazuje, jak bardzo współczesna medycyna poszła w kierunku diagnozy. Rozpoznaje się bardzo wiele chorób, których nie potrafimy leczyć. Moi pacjenci mają teczki pełne wyników badań. Kiedy zaczynamy o tym rozmawiać, gdy pytam: ,,W jakich sytuacjach doświadczasz mgły mózgowej?”, słyszę często historię o zmęczeniu, które zostało zlekceważone. Pamiętam opowieść kobiety, która organizowała przyjęcie z okazji 50. urodzin. Bardzo się starała, żeby wypadło perfekcyjnie: tort, egzotyczne przekąski, oprawa muzyczna. W połowie przyjęcia marzyła jedynie o tym, żeby wreszcie odpocząć. Wytrwała do końca. Ale czuła szum w uszach, zawroty głowy i swój głos jakby z głębi studni. Przez kolejny tydzień dochodziła do siebie. Okazało się, że trudno jej poczuć, że bodźców jest zbyt wiele, że ciało ma dość. Jej głowa mówi: ,,Nie wygłupiaj się, musisz dać radę”. A długotrwałe ,,dawanie rady” i ignorowanie sygnałów ciała może skończyć się chorobą. Jaką – to zależy od predyspozycji organizmu, u jednych choroba Hashimoto, u innych tężyczka, u kolejnych migreny. Każdy ma swoją pietę Achillesa.

 

Można się nauczyć odcinać od bodźców? Jak to robić?

Reagować na sygnały ciała. Jeśli czujesz, że jest za dużo, za głośno, za intensywnie, wyjdź na 15 minut, usiądź gdzieś z boku i poobserwuj swój oddech, obejmij się ramionami i pokołysz na boki. Ciało uwielbia kołyszący ruch, pamięta go jeszcze z brzucha matki. Jeśli masz do tego warunki, połóż się na boku w pozycji embrionalnej, przykryj kocem, brzuch puść luźno, obejmij ramionami poduszkę i odpocznij. Oczywiście jeśli jesteś gospodynią przyjęcia, jest trudniej. Ale jeśli nie możesz z niego wyjść, a czujesz, że dłużej nie dasz rady, odważ się i stań po swojej stronie: ,,Kochani, przepraszam, ale jestem wykończona, muszę zostać sama. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Zapraszam was w sobotę na drugą część imprezy, tym razem składkową”. My, kobiety, generalnie za bardzo się spinamy, za bardzo chcemy dać radę, trudno jest nam różne rzeczy puszczać.

Bruksizm kojarzy mi się z takim doznaniem: zacisnę zęby i wytrzymam do końca.

Znam dobre ćwiczenie do nauki puszczania: idź do kuchni, tam gdzie masz łatwo zmywalną podłogę, wyjmij z lodówki surowe jajko. Trzymaj je w dłoniach na wysokości przepony i powoli zacznij rozluźniać palce. Kadr po kadrze patrz, jak jajko wysuwa ci się z rąk i rozbija na podłodze. Chodzi o poczucie, o fizyczne doznanie trudności puszczania.

Natomiast bruksizm zaliczany bywa do zaburzeń snu; zaciskanie zębów odbywa się głównie w nocy. Uważa się, że jego przyczyną są nierozwiązane konflikty wewnętrzne, często nieuświadamiane. Na pewno wiąże się z napięciami w ciele – dr Jacek Sobol, osteopata, z którym współpracuję, rozluźnia pacjentom z bruksizmem mięśnie twarzy, szyi. Niektórzy specjaliści uważają, że źródłem problemu jest nieprzeżyta, stłumiona złość, wskazują, że zęby służą nie tylko do jedzenia, także do gryzienia, u zwierząt wyrażają przecież agresję. Prawa do agresji nie przyznaje się kobietom – często powstrzymujemy krzyk, złość, zaciskamy mięśnie stawów żuchowo-skroniowych. Jeśli chcesz poczuć to napięcie, włóż palec wskazujący do ust i naciśnij delikatnie mięśnie w okolicy tych stawów. Ucisk na początku może być bolesny, ale po chwili przyniesie ulgę.

Napisałaś w książce, że czasem, gdy uda się uwolnić zamrożone emocje, pacjenci przestają przychodzić na sesje. Dlaczego? Zdarza się, szczególnie na sesjach łączonych, że uwalnianie zamrożonych emocji jest bardzo intensywnym przeżyciem – pacjenci czasem płaczą, krzyczą. Nieraz uwalniające się emocje uświadamiają człowiekowi, że już dłużej nie da się żyć w taki sposób jak do tej pory. To trudne. Kiedyś trafiła na naszą sesję pacjentka dzień przed rozprawą rozwodową. Całe jej ciało było napięte. Kiedy osteopata próbował je rozluźnić, przestraszyła się, że to ją „osłabi”. „Wolę być w napięciu, w złości, bo ja się muszę bronić. Przyjdę do was, jak dostanę rozwód”, powiedziała. Nie zawsze jesteśmy gotowi na odmrażanie emocji, na wyrażanie złości, smutku, lęku. Przecież czasem to oznacza rozstanie z toksycznym partnerem, zmianę pracy lub przyjaciół. Sami musimy czuć się gotowi na porzucenie tego pancerza i powrót do autentyczności.

Ewa Klepacka-Gryz – psycholożka, terapeutka, autorka metody terapeutycznej Terapia Jednego Spotkania, współtwórczyni metody sesji łączonych. Autorka artykułów i poradników psychologicznych, ostatnio: „Gdy emocje ranią ciało. O psychosomatycznych źródłach chorób”, Sensus 2025.

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 01/2026