Zostać czy odejść? Szukać nowej pracy czy nie? Kupić ładną torebkę czy zaoszczędzić? Wyjechać nad morze czy w góry? Naukowcy obliczyli, że codziennie podejmujemy tysiące decyzji. Często trwonimy energię, koncentrując się na sprawach mało ważnych, a w istotnych działamy chaotycznie. Dr hab. Agata Sobków, psycholożka z Uniwersytetu SWPS, podpowiada, jak wybierać dobrze.
Twój STYL: Sukces to wynik właściwych decyzji – te słowa przypisuje się Eurypidesowi. Życiowe wybory powinny być przemyślane. Jak często kierujemy się czysto racjonalnymi przesłankami?
Agata Sobków: Z badań wynika, że… czasami. Staramy się brać pod uwagę okoliczności, siły, zasoby i logicznie analizować, ale...
… uczucia nam przeszkadzają w racjonalnym zachowaniu?
To złożona kwestia. Emocje nie muszą być przeszkodą w podejmowaniu trafnych decyzji, jeśli umiemy odpowiednio się z nimi obchodzić. Wytłumaczę na przykładzie. Załóżmy, że dostaje pani propozycję pracy w innym mieście. Pozornie to oferta marzeń. A jednak pojawia się niepokój, a nawet złość. Jeśli nie zlekceważy pani tych odczuć i zapyta siebie, czego dotyczą, jest szansa, że dowie się pani czegoś ważnego. Może na obecnym etapie życia pani prawdziwa potrzeba to bliskość rodziny, przyjaciół? Niepokój może być podpowiedzią, że od wyższych zarobków ważniejsza jest dziś ochrona życiowej harmonii. Choć cały świat wokół „wie lepiej” i mówi: „Jedź! Nikt na twoim miejscu by się nie zastanawiał!”. Skoro zamiast ekscytacji narasta lęk, warto przyjrzeć się, co komunikuje. Dobrze odczytane emocje pomagają odróżnić własne potrzeby od presji otoczenia.
Nie chodzi o to, by ulegać impulsom, tylko by je zrozumieć?
Tak. Bo emocje – zwłaszcza incydentalne, czyli związane z niespodziewanym wydarzeniem – potrafią być też złym doradcą. Kieruje pani samochodem, partner pyta, czy pójdzie pani z nim na kolację z ważnym kontrahentem. W tej samej chwili ktoś zajeżdża wam drogę. To wzbudza nagłą złość, więc poirytowana odpowiada pani: „Daj mi spokój, nie mam głowy do takich rzeczy! Nigdzie nie pójdę!”. Nastąpiło nieracjonalne przelanie emocji z jednej sytuacji na inną. Częste zjawisko.
Gdy po obejrzeniu smutnego filmu, który głęboko mnie poruszył, kupuję przez internet sukienkę, żeby sobie poprawić humor, również ulegam temu mechanizmowi? Fałszywie rozpoznaję potrzebę, idę za impulsem?
Możliwe. Na pewno nie uda się pani zakupami uporać ze smutkiem. Sukienka może być piękna i ostatecznie nie musi pani żałować zakupu. Ale jeśli film poruszył na tyle, że potrzebujemy pocieszenia, warto się przyjrzeć, co wyzwoliło tak silną reakcję. Może fabuła opowiada o problemie, który i pani dotyczy? A prawdziwą potrzebą nie jest pocieszanie się zakupami, tylko skonfrontowanie się z czymś trudnym? Emocje, które pojawiają się przed podjęciem decyzji, to zawsze podpowiedź, by się zatrzymać i zastanowić: dlaczego właśnie to teraz czuję? Co to mówi o mnie i potencjalnych konsekwencjach wyboru? I co ja, dorosła, decyduję się zrobić w tej sytuacji? Bo ta sama emocja może zainicjować różne wybory. Ma pani ochotę na przejażdżkę rowerową, ale niedawno była pani świadkiem kolizji z udziałem rowerzysty. Pojawia się strach, zrozumiałe. Może pani mu ulec i zrezygnować albo zdecydować: zakładam kask i będę jeździć ostrożnie. Świetnie, jeśli ze strachu zadba pani o bezpieczeństwo. Szkoda, jeśli ograniczy pani życiową aktywność i pozbawi się radości z rowerowych wycieczek.
Strach częściej bywa chyba złym doradcą? Przyjaciółka zwlekała latami z zakończeniem przemocowego związku. Powtarzała: „Wiem, że powinnam odejść, ale jeśli małżeństwo się rozpadnie, będę mieć poczucie, że zmarnowałam tyle lat!”.
To znany w psychologii „efekt utopionych kosztów”. Boimy się przyjąć do wiadomości stratę, więc odwlekamy trudną decyzję w nieskończoność. Dopóki nie dokonamy wyboru, nie musimy się konfrontować z gorzkimi wnioskami. Ale to gra złudzeń. Mało w tym sensu. Bo im dłużej uciekamy w „wiem, że powinnam, ale…”, tym większe poczucie porażki czeka nas w przyszłości. Doradzałabym przejść z fazy rozmyślań o rozmiarze straty do wdrażania planu zmiany. Jeśli wiesz, że coś będzie dla ciebie dobre, wprowadzaj to w życie, nie oglądając się na przeszkody. Choćby małymi krokami. Podobnie jest z postanowieniami noworocznymi. Warto zaplanować działania w określonym czasie, zrobić pierwszy krok. I wyobrazić sobie, co może się wydarzyć, gdy go wykonam. Jakie przeszkody mogą się pojawić? Jak sobie z nimi poradzę?
Część psychologów namawia, by w istotnych sprawach „myśleć, pisząc”. Plan zmiany na kartce wspiera dobry wybór bardziej niż tylko przemyślenia?
Można przeprowadzać w myślach symulacje: jak będzie wyglądało moje życie za tydzień, miesiąc, rok, gdy wybiorę wariant A, a jak – gdy B. Co zyskam, z czym się pożegnam? Ale praktyka dowodzi, że gdy tylko to rozważamy, częściej na tym poprzestajemy. Spisywanie ma tę przewagę, że pomaga wracać do wniosków i przyglądać się im krytycznie z dystansu. Możemy dodawać nowe argumenty do już znanych. Pomyśleć o sprawie inaczej, zobaczyć ją z innej perspektywy. I wybrać lepiej. Zwłaszcza w sprawach tak złożonych jak zakończenie długoletniego związku.
Dziś decydowanie w prostszych kwestiach stało się trudne. Powiedzmy, że mam kupić samochód. Liczba dostępnych modeli przytłacza! Jak to ogarnąć?
Zamiast po kolei analizować wady i zalety dziesiątek aut, lepiej skupić się na cechach pojazdu, które dla pani są najważniejsze. Troszczy się pani o klimat? To sugeruje auto elektryczne lub hybrydowe. Przemieszcza się pani głównie po mieście? Napęd na cztery koła będzie zbędny, za to niewielki rozmiar okaże się zaletą przy parkowaniu. Ważniejsze, by pojazd był reprezentacyjny czy tani w eksploatacji? Ile maksymalnie chce pani za niego zapłacić? Wystarczy określić kilka kluczowych cech i uszeregować je pod względem ważności, czyli nadać rangę. Tak stwarzam czytelną strukturę potrzeb i zawężam pole uwagi. A wtedy porównuję już tylko kilka wyselekcjonowanych modeli aut zamiast dziesiątek. To pomaga szybciej dokonywać satysfakcjonujących wyborów. Świat oferuje nieskończenie wiele opcji w każdej dziedzinie. Po co rozpatrywać je wszystkie?
Naukowcy obliczyli, że codziennie podejmujemy tysiące decyzji!
Na szczęście większość nieświadomie. Ale to i tak pochłania ogrom energii. Dlatego wybierając, warto stosować też „skróty myślowe” – dobre rutyny. Pozwalają oszczędzać czas i zdolności poznawcze. Przeciążenie decyzjami może skutkować wyczerpywaniem się siły woli. Chcemy trzymać się założeń o zdrowym odżywianiu, mamy świetny plan, a nagle wieczorem pod wpływem impulsu zjadamy paczkę czipsów. I nie umiemy pojąć dlaczego. Ciągłe zastanawianie się, co zjeść, kupić, obejrzeć, sprawia też, że mniej czasu mamy na to, co jest esencją życia: pasje, relacje.
Steve Jobs chodził zawsze w czarnych golfach, by nie marnować czasu na „co mam dziś na siebie włożyć”. To przykład pożytecznej rutyny?
Dla kogoś, kto nie przywiązuje wagi do oryginalnego wyglądu – tak. Ale nie musimy podchodzić do sprawy tak rygorystycznie. Pomóc może kilka par spodni do pracy czy spódnic i pasujące do nich koszule. Zamiast rozmyślać: dziś sukienka w grochy czy garsonka ze złotymi guzikami, tylko jaki sweter do tego będzie pasował i pasek? – wyjmujemy jeden z zestawów „praca” i oszczędzamy kwadrans. Śniadanie w tygodniu? Owsianka albo jogurt z granolą. Z wyrafinowanym menu poeksperymentujemy w weekend. W skali dnia „dobre rutyny” mogą zaoszczędzić sporo czasu. Upraszczajmy życie. Żeby nie kręciło się wokół podejmowania decyzji, tylko czerpania satysfakcji z ich rezultatów. Taka organizacja nie wyklucza elastyczności. Któregoś ranka chcę „biurowy mundurek" zamienić na sukienkę, bo odmiana sprawi mi radość? Czemu nie?! Rutyna ma nam pomagać, nie nami rządzić.
A intuicja? Bywa przydatnym czy zwodniczym narzędziem? W serialu Zakazane imperium bohater radzi drugiemu, który się waha: „Rzuć monetą. Gdy znajdzie się w górze, będziesz wiedział, jak chcesz, by upadła”.
Psychologowie Daniel Kahneman (zdobywca Nobla – red.) i Gary Klein, dokładnie przyjrzeli się roli intuicji w procesie podejmowania decyzji i doszli do wniosku, że może pomagać, ale pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim musi dotyczyć obszaru, w którym mamy tysiące godzin praktyki, a na dodatek otoczenie, w którym działamy, musi być sprzyjające. Czyli nie: „zachorowałam na raka i coś mi mówi, że nie powinnam stosować chemioterapii”. Ale już intuicyjna decyzja lekarza w sytuacji, gdy przesłanki co do wyboru terapii są niejednoznaczne, może być słuszna, bo jest zakorzeniona w jego ogromnym doświadczeniu i wiedzy. Intuicyjny impuls może być dla lekarza wskazówką, że warto lepiej przyjrzeć się danemu przypadkowi, bo nie pasuje do schematu, z którym zwykle się spotykał. Kahneman i Klein podają wiele przykładów skutecznych działań intuicyjnych wśród profesjonalnych szachistów i innych ekspertów. Czasem warto zadać sobie pytanie: co sprawia, że skłaniam się ku jakiemuś rozwiązaniu, choć nie mam twardych danych, że jest najlepsze?
Słyszałam o technice „adwokat diabła”. Prosimy zaufaną osobę, by pokazała słabe strony opcji, którą chcemy wybrać. Dobry pomysł?
Na pewno nie warto prosić o to sztuczną inteligencję, a wiele osób to robi. Chaty AI są tak zaprojektowane, by nas chwalić i schlebiać naszym sugestiom. One nie myślą, zachwycą się więc nawet absurdalnym planem. Ale trudną i ważną decyzję warto przegadać. Ważne, by nasz „adwokat diabła” był przyjazny i oferował konstruktywną krytykę. Mamy tendencję do myślenia tunelowego, gdy zaczyna nam na czymś zależeć, potrafimy ignorować oczywiste sygnały świadczące o tym, że pierwotny plan ma braki. Ktoś z boku może trafnie wskazać słabości, co pomoże uniknąć pułapek.
Można się nauczyć nieomylności w podejmowaniu decyzji?
Nie, bo często finalny efekt nie zależy tylko od nas. Ale można zrozumieć, na czym polega dobry proces decyzyjny – spójny, logiczny i oparty na naszych wartościach. Trenować się w nim i nabierać wprawy. Każdy przeanalizowany błąd, którego przyczynę zrozumiemy, przybliża nas do udoskonalenia tego procesu. W przyszłości błędów będzie mniej. A większa liczba trafnych decyzji to lepsza jakość życia. Eurypides miał rację!
Dr Hab. Agata Sobków - Psycholożka, wykłada na Uniwersytecie SWPS. Zajmuje się badaniem intuicji oraz innych procesów psychicznych, które zachodzą poza świadomością człowieka. Interesuje się też tym, co wpływa na nasze decyzje.