Przepis na udany wieczór? Brytyjska komedia romantyczna. „Panie przodem” wciągnie nas do emocjonującej gry, w której damsko-męskie role zostały nagle odwrócone – zupełnie jak w naszej „Seksmisji”. Co z tego wyniknie? Sprawdźmy sami! Nowa komedia Netflixa zapewni nam solidną dawkę śmiechu i relaksu. A kto wie, może i wywróci nasz świat do góry nogami i sprawi, że inaczej spojrzymy na siebie i na płeć przeciwną?
Wyobraźmy sobie poranek, w którym budzimy się, a światem rządzą wyłącznie kobiety. Brzmi znajomo? Taki horror – nie bójmy się słów! – przeżywali bohaterowie uwielbianej przez nas „Seksmisji”: Max (Jerzy Stuhr) i Albert (Olgierd Łukaszewicz). Podobnie zaczyna się film „Panie przodem”, który pojawił się właśnie na platformie Netflix. Okazuje się jednak, że ta brytyjska produkcja niewiele ma wspólnego z kultowym już filmem Juliusza Machulskiego. Poza tym, że uderza w stereotypy i zapewnia nam dawkę niezłej rozrywki. Reżyserka Thea Sharrock (która ma na koncie takie tytuły jak: „Zanim się pojawiłeś”, „Wredne liściki” i „Piękna gra”) – przyznała bowiem, że inspiracją do pracy był dla niej francuski film z 2018 roku, „Nie jestem łatwy”.
Głównym bohaterem filmu jest Damien Sachs (w tej roli Sacha Baron Cohen, aktor i komik, znany jako Borat) – bezwzględny biznesmen, bogacz, kobieciarz albo mówiąc wprost: playboy-szowinista. Jego życie wywraca się do góry nogami, kiedy po wypadku budzi się… w nowej, alternatywnej rzeczywistości. W świecie, w którym władzę sprawują kobiety. To dla niego prawdziwy koszmar (taki sam, jak dla naszych samców alfa: dla Maxa i Albercika). Nie dość, że zamiast upragnionego (i pewnego) awansu na stanowisko CEO w prestiżowej agencji reklamowej, otrzymał bolesne zderzenie z matriarchatem, bo w jego firmie kobiety sprawują władzę absolutną, to jeszcze okazuje się, że jego dotychczasowa, niedoceniana i wyśmiewana pracownica, Alex Fox (Rosamund Pike) jest teraz jego szefową i twardą rywalką. Przerażony Damien nagle na własnej skórze odczuwa efekt działania mechanizmów, które wcześniej ignorował albo sam podkręcał. Ale nie ma wyjścia, musi jakoś odnaleźć się w nowej sytuacji. A co gorsze: zmierzyć się po męsku ze swoją porywczą, ale dość pragmatyczną przełożoną. To oczywiście prowadzi do całej serii zabawnych starć i wpadek. W tej historii kobiety naprawdę dadzą mu popalić, a Alex najbardziej. Ale chyba Damianowi przyda się porządna nauczka?
W rolach głównych zagrali Sacha Baron Cohen (poza całą serią komediowych filmów o Boracie, znany nam z filmu „Nędznicy” i „Proces Siódemki z Chicago” oraz serialu Netflixa „The Spy”) i Rosamund Pike (którą, poza „Zaginioną dziewczyną”, mogliśmy też oglądać w filmach „Saltburn”, „O wszystko zadbam” i „Skłodowska”). A w tle błyszczą takie gwiazdy ekranu jak np.: Charles Dance („The Crown”), Richard E. Grant („Perswazje”) oraz Emily Mortimer i Fiona Shaw. To grono aktorskie gwarantuje komediowy popis na najwyższym, światowym poziomie!
Reżyserka Thea Sharrock stworzyła błyskotliwą satyrę obyczajową, która bawi do łez, daje ukojenie po ciężkim dniu pracy, ale też zmusza do refleksji o stereotypach i uprzedzeniach, jakie rządzą naszym światem. A aktorski pojedynek między Cohenem a Pike – w którym aż iskrzy! – gwarantuje doskonałą rozrywkę. Brytyjski humor, pełen ironii, dynamiczna akcja, tajemnica i miłość, która wisi w powietrzu. Idealna propozycja na wieczór z przyjaciółkami? Tak! Może po tym seansie spojrzymy na siebie inaczej? Zapamiętajmy hasło: "Panie przodem!".