Chris Niedenthal: "Gdy robiłem to zdjęcie, wiedziałem, że mam fajne ujęcie, ale nie myślałem, że będzie historyczne". Fragment wywiadu z legendarnym fotografem
Fot. Bartosz Maciejewski

Chris Niedenthal: "Gdy robiłem to zdjęcie, wiedziałem, że mam fajne ujęcie, ale nie myślałem, że będzie historyczne". Fragment wywiadu z legendarnym fotografem

Chris Niedenthal posiada niezwykły dar. Na jego zdjęciach widać, jak dzieje się historia. Zapraszamy na podróż w czasie z wybitnym fotografem - do krainy obrazów, zapachów i smaków zatrzymanych na kultowych fotografiach i w pamięci.

Na pańskich zdjęciach – a zrobił ich pan mnóstwo – wieje wiatr historii. Które z nich uznałby pan za symboliczny obraz PRL-u?

Na pewno zdjęcie kobiety klęczącej w Wadowicach. Wygląda, jakby modliła się na różańcu z papieru toaletowego. PRL w pigułce. Silna wiara. Puste sklepy. Kilka dni po zamachu na papieża w maju 1981 roku. Wcześniej, w lutym, generał Wojciech Jaruzelski został premierem. Wprowadził kartki na wędliny i mięso. Na początku kwietnia wyszedł pierwszy oficjalny numer „Tygodnika Solidarność”, a już pod koniec miesiąca rząd Jaruzelskiego wprowadził kartki na masło, mąkę, kaszę i ryż. To było bardzo przemyślane działanie: „Chcecie wolności, to my wam pokażemy, że braki w sklepach to wina Solidarności, a nie rządu”. Gdy wyszedł pierwszy numer „Tygodnika Solidarność” po reaktywacji w 1989 roku, bardzo chciałem sfotografować robotników czytających gazetę, ale czas mnie naglił, pojechałem więc do zaprzyjaźnionego mechanika i poprosiłem, żeby na chwilę wszyscy pracownicy zaczęli czytać gazetę. Fotoreporter nie powinien inscenizować zdjęć, ale w tym wypadku siebie usprawiedliwiam. To też było charakterystyczne zdjęcie. 

Jak powstała najbardziej znana fotografia, którą kojarzą chyba wszyscy?

Gdy robiłem to zdjęcie, wiedziałem, że mam fajne ujęcie, ale nie myślałem, że będzie to aż tak historyczne. Pamiętam, że co roku jeździłem do Berlina Zachodniego po zakupy świąteczne, więc napisałem do redakcji amerykańskiego „Newsweeka”, dla którego wtedy pracowałem, że parę dni mnie nie będzie. Natychmiast przyszła odpowiedź: „Nie wyjeżdżaj z Polski, prosimy, zostań w Warszawie”. Amerykanie mieli dobrych informatorów, bo 13 grudnia wybuchł stan wojenny. Właściwie nikt mi nie musiał mówić, co mam robić. Z żoną Karoliną nie widzieliśmy się przez tydzień, bo ja byłem na Mokotowie, a ona po drugiej stronie Wisły. Po jakimś czasie odnalazł mnie szwagier i już przy mnie został. Któregoś dnia jechaliśmy Rakowiecką w stronę Puławskiej i zobaczyłem coś, co wydało mi się niezwykłą kompozycją fotograficzną: kino Moskwa i afisz nad wejściem z tytułem „Czas Apokalipsy”. Gdy skręcaliśmy, zobaczyłem, że przed kinem stoi wóz opancerzony Skot, a wokół niego żołnierze. Razem z kolegami, którzy ze mną wtedy byli, weszliśmy na klatkę schodową do kamiennicy naprzeciwko. Robiliśmy zdjęcia z głębi korytarza, tak żeby nie błysnąć żołnierzom w oczy obiektywem. Pamiętam, że było strasznie zimno, a ja byłem cały spocony. Na dodatek gdy wsiedliśmy do samochodu, zaczął wyć jak na kiepskiej komedii, bo nie wyłączyliśmy alarmu. Na szczęście żołnierze byli zajęci czym innym. Spokojnie odjechaliśmy. (...)

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez ZDJĘCIA HISTORII (@zdjeciahistorii)

 

Cały wywiad w najnowszej PANI. Już w sprzedaży!

PANI teaser

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 03/2021
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również