Pewnym krokiem do zwycięstwa
Fot. Simon/ Stocksy

Pewnym krokiem do zwycięstwa

Idź tak przez życie, a zaczniesz odnosić sukcesy – dowodzi prof. Amy Cuddy, której występy na YouTubie zainspirowały już miliony ludzi. Jak mową ciała dać do zrozumienia otoczeniu, że zasługujesz na więcej?

Niepewna siebie, wycofana, przygnębiona... Zna pani to uczucie?

Amy Cuddy: Z doświadczenia. Miłam 19 lat, gdy przeżyłam wypadek samochodowy. Prowadziła moja koleżanka, ja drzemałam. Ze snu wyrwało mnie dachowanie – doznałam czegoś, co lekarze nazywają urazowym uszkodzeniem mózgu. Mój iloraz inteligencji spadł o 30 punktów. Lekarze odradzali mi kontynuowanie nauki.

 

Zastosowała się pani?

Nie dałam za wygraną, ale było mi ciężko. Skończyłam college cztery lata później niż rówieśnicy. Poczucie bezsilności towarzyszyło mi na każdym kroku. Postanowiłam podejść do sprawy naukowo i dowiedzieć się, jak można je pokonać. Jak uwierzyć w siebie? Poświęciłam temu zagadnieniu wiele lat.

 

I odkryła pani, że sekret tkwi w mowie naszego ciała...

Język ciała jest uniwersalny, nie tylko dla ludzi. Jednym z najbardziej spektakularnych komunikatów wysyłanych za pomocą ciała jest taniec haka. Szeroko rozstawione stopy, ramiona, tupanie, groźne miny. Ten triumfalny taniec wykonują Maorysi w Nowej Zelandii. Czysta demonstracja siły, sprawczości. Wystarczy porównać go z chodem modelki na wybiegu.

 

Ale przecież moja siła nie musi wynikać z postawy ciała, ale np. bogatego doświadczenia zawodowego...

Jest mało prawdopodobne, by szef potraktował panią poważnie, jeśli wejdzie pani do jego gabinetu zgarbiona, w pozie „przepraszam, że żyję”. Problem polega na tym, że określone pozycje, gesty, a nawet miny wywołują w nas uczucia. Po wypadku uświadomiłam sobie, jak bardzo ciało wpływa na naszą psychikę. Przez lata wpadałam w panikę, podróżując samochodem jako pasażerka: podciągałam nogi pod brodę, oplatałam je rękami. A gdybym... umiała się wygodnie rozsiąść? Czy z czasem nie tak właśnie zaczęłabym się czuć? Postanowiłam sprawdzić.

 

Jak?

Wraz ze współpracownikami postawiliśmy hipotezy. Nasze ciało w naturalny sposób „powiększa się”, gdy czujemy, że w pełni kontrolujemy sytuację. Co robią zwycięzcy sprinterzy, mijający linię mety? Wyrzucają ramiona w górę na kształt litery V. A gdyby przybrać tę postawę wtedy, gdy wcale nie mamy sukcesu? Czy samo ułożenie ciała w ogromne V sprawiłoby, że poczulibyśmy się silni? W eksperymencie okazało się, że po minucie takiego pozowania uczestnicy w testach sprawiali wrażenie bardziej pewnych siebie, nastąpił u nich wzrost poziomu testosteronu i spadek kortyzolu, hormonu stresu.

 

Mam wejść do gabinetu szefa z ramionami w górze?

Nie namawiam do tego! Przeprowadziliśmy eksperyment: nasi badani mieli przygotować wystąpienie na temat „Dlaczego mielibyśmy cię zatrudnić”. W trakcie przygotowań przyjmowali pozycje władcze albo bezsilne. Wszystkie przemówienia nagrywaliśmy i prezentowaliśmy „sędziom” do oceny. Osoby z pierwszej grupy były bardziej przekonujące, wchodziły do pokoju jak zwycięzcy.

 

Rozumiem, że to działa też w drugą stronę, tak jak w pani przypadku, gdy kuliła się pani na siedzeniu, czując coraz większy strach?

No właśnie. Stwierdzono, że postawy bezsilne – przykurczone – zmniejszają wytrwałość i kreatywność, na dodatek potęgują liczbę negatywnych myśli o sobie: „Jestem do niczego!”. I tu dochodzimy do innej kwestii: nowoczesne gadżety zmuszają nas do przyjmowania pozycji bezsilności, rezygnacji. Pochylona głowa, zaokrąglone plecy, wzrok wbity w malutki ekranik na kolanach.

 

Co jeszcze, poza przyjmowaniem władczych póz, można robić, by stać się osobą skuteczniejszą, a przynajmniej na taką wyglądać?

Można też mówić w sposób władczy. Psycholożki Lucia Guillory i Deborah Gruenfeld z Uniwersytetu Stanforda nazywają to „domaganiem się przestrzeni społecznej”. Rzecz w tym, by nie pędzić, nie wyrzucać z siebie potoku słów, często nawiązywać kontakt wzrokowy. W ten sposób pokazujemy rozmówcom, że jesteśmy godni czasu, który im zabieramy. Badaczki dowiodły, że im wolniej czytamy na głos tekst, tym większe mamy poczucie władzy, kontroli nad sytuacją. Jesteśmy pewniejsi siebie i optymistycznie nastawieni. Można też śpiewać przed ważnym wystąpieniem. Uspokoimy w ten sposób oddech. Kilka minut wystarczy, w zacisznym miejscu, np. samochodzie. Dalej: warto nauczyć się prawidłowo oddychać. Trzeba zrobić szybko wdech i wolno wypuszczać powietrze. Takie oddychanie zmniejsza ciśnienie krwi, dobroczynnie wpływa na pracę serca, pomaga uporać się z lękiem, agresją, a nawet pokonać ból. To działa: układając swoje ciało w określony sposób, spowalniając tempo mowy – stajemy się lepszą wersją siebie samych.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również