Rozmowy

By zadbać o kondycję psychiczną dzieci, warto budować z nimi bliskie relacje. Oto wskazówki ekspertów

By zadbać o kondycję psychiczną dzieci, warto budować z nimi bliskie relacje. Oto wskazówki ekspertów
Fot. 123RF

"Kiedy my się nie zatrzymujemy, nie spojrzymy dzieciom w oczy, nie zapytamy się, co słychać i nie damy czasu na udzielenie odpowiedzi, to niewiele zobaczymy. Uważność to jest umiejętność, którą chcemy wzmacniać wśród młodzieży" - mówią Małgorzata Libman - Sokołowska i Krystian Rubacha, twórcy projektu #Rozejrzyjsię, który ma uwrażliwiać nastolatków, rodziców i pedagogów na kryzysy psychiczne.

Jaka jest kondycja psychiczna dzieci i młodzieży w Polsce? Badania pokazują, że pandemia pogorszyła ich stan psychiczny.

Małgorzata Libman - Sokołowska: Tak, pandemia pogorszyła stan psychiczny. Mogłoby się wydawać, że jest już lepiej, ale z tego co widzę, to wcale tak nie jest. Pracując z młodzieżą w liceum czy technikum jako psycholog widzę, że jest ogromny problem lęku, ataków paniki i samookaleczeń w ostatnim czasie. To nie są pojedyncze przypadki. Mówię tutaj o poziomie szkoły ponadpodstawowej.

Mówiąc o problemach nastolatków mamy na myśli problemy społeczne, rodzinne, a może związane z edukacją?

M.L-S.: Każdą z tych rzeczy. To, co mogłoby pomóc, to na pewno bliskie relacje, a mam poczucie, że z nimi w tym świecie jest coraz trudniej. Zarówno ze względu na rodziców, którzy bywają mało uważni, ale też ze względu na świat rówieśników, który coraz częściej jest wirtualny i coraz trudniej zbudować relacje, które się toczą w życiu realnym. To co jest pocieszające i wynika z naszych obserwacji, to że młodzież jednak spędza czas na spotkaniach ze znajomymi na żywo. W tym jest duża nadzieja, stąd też nasz pomysł na program.

To rzeczywiście bardzo pocieszające. Mówiąc o uważności i tym, że brakuje jej nam rodzicom, chociażby ze względu na fakt, że ciężko czasami postawić granicę i oddzielić pracę od życia prywatnego. Czy da się jednak wyrobić w sobie uważność?

Krystian Rubacha: To co powiedziałaś, to jest coś więcej niż budowanie uważności i empatii, ale też taka umiejętność oddzielania czasu, który jest czasem dla osób bliskich, a tym który poświęcamy na pracę. Dzisiaj jest to bardzo trudne, kiedy mamy w zasadzie pracę w telefonie dostępną przez cały czas. I to rzeczywiście jest taki czynnik, który utrudnia budowanie uważności, czyli takiego świadomego bycia w świecie. Czyli ja wiem z czym jestem w danej chwili na poziomie myśli, emocji. Widzę ludzi dookoła siebie. Wiem, jak się mają i na to reaguję. Tu nie ma jakiejś szczególnej magii. To są naprawdę proste umiejętności, które w dzisiejszym świecie mają się trochę gorzej. Stąd jest taka potrzeba, żeby te umiejętności wesprzeć i dlatego powstał program "Rozejrzyj się".

Program zwraca uwagę na to, jak budować uważność wśród młodzieży, ale też i rodziców. Czym właściwie jest ta "uważność"?

K.R.: Kiedy my się nie zatrzymujemy, nie spojrzymy dzieciom w oczy, nie zapytamy się, co słychać i nie damy czasu na udzielenie odpowiedzi, to niewiele zobaczymy. Uważność to jest umiejętność, którą chcemy wzmacniać wśród młodzieży. Chodzi o to, żeby mogli zobaczyć pewne rzeczy w sobie, ale też zobaczyć wśród rówieśników i móc jakkolwiek zareagować.

My jako rodzice często łapiemy się na tym, że kiedy dziecko wraca ze szkoły pytamy: "Jak było?" i wówczas otrzymujemy odpowiedź: "Fajnie". I tak za każdym razem. Może źle formuujemy pytania?

M.L-S.: Czasem warto spytać, "Co ważnego dzisiaj się wydarzyło?", czy "Z kim spędzałaś czas?", albo "Jak nastrój?", "Jak była najtrudniejsza lekcja?" Można wtedy trafić na coś rzeczywiście zajmującego tę drugą osobę i pokierować rozmowę na inne tory.

Na stronie programu "Rozejrzyj się" rodzice mogą znaleźć szereg pomocnych i inspirujących lektur i publikacji. Po które z nich warto sięgnąć na początek?

K.R.: Odpowiedź na to pytanie dla każdej osoby będzie inna, ponieważ dla każdego to będzie coś innego. Nie mamy wspólnego startu. Każdy człowiek ma inną potrzebę, w którą wchodzi w poszukiwanie pomocy czy wiedzy. Książki są bardzo dużym wsparciem, ale najlepiej zacząć od sprawdzenia, jak my sami jesteśmy ze swoimi emocjami i z ich świadomością. Jak je wyrażamy, na ile dajemy przestrzeń i możliwość dziecku, żeby o tym rozmawiać. Możemy sięgać po wiele książek, ale te umiejętności są też na dużo głębszym poziomie i największym wsparciem może być nawet jakaś refleksja nad sobą. Oczywiście zachęcamy również do sięganie po książki na poziomie teoretycznym na przykład o emocjach, ich wyrażaniu.

Dużą popularnością cieszą się książki duńskiego terapeuty rodzinnego Jespera Juula. Komu szczególnie możemy je polecić?

K.R.: Książki te związane są z budowaniem relacji z dzieckiem, które nie są oparte o stawianie granic i musztrę, tylko o ujawnianie siebie dziecku.

M.L-S.:  Opierają się na stylu budowania relacji, gdzie nie chodzi o typowe wychowanie, nakazy i zakazy, tylko bardziej o bycie na bieżąco z tym, co się dzieje w nas i z tym, co się dzieje w dziecku oraz komunikowaniem tego.

Czy możemy wymienić jakieś pierwsze alarmujące sygnały, które powinny zaniepokoić rodziców i skierować szczególną uwagę na dziecko?

M.L-S.:  Wszystko zależy od tego, czy okresy niepokojących zachowań są przeplatane z okresami dobrego kontaktu. Czy na przykład mamy tylko smutek i złość, które są emocjami bardzo się nasilającymi. Zmienność emocji jest charakterystyczna dla okresu dojrzewania, natomiast jeżeli jest to tylko złość i smutek czy lęk, ciężko o to, żeby dziecko się czymkolwiek cieszyło, wtedy to jest sygnał alarmowy.

Czy na przykład sygnałem powinno być to, że grzeczne dziecko staje się zbuntowane?

M.L-S.:  Dużo pojawia się sygnałów niepokojących rodziców w wieku nastoletnim i one się powinny pojawić. Pytanie tylko czy wszystko się z nich składa, czy są okresy dobrego kontaktu, czy da się od czasu dogadać, czy jest zachowana radość. Czy nastolatek dalej się angażuje w to, co było ważne, albo próbuje nowych rzeczy z entuzjazmem, mimo że je porzuca, bo tak też może być. Wracamy do tej uważności. Nie ma sytuacji zero-jedynkowych. Jeśli ja raz na tydzień przeskanuję sytuację, że córka spóźnia się do domu wracając z imprezy, to jest to niepokojące? No właśnie nie. Kwestia bycia w kontakcie, w dostrojeniu się do dziecka i sprawdzaniu, czy te momenty kiedy się rozumiemy są, czy też są długie okresy, w których dzieje się coś złego, w których my nie mamy kontaktu z dzieckiem. Natomiast bunt czy depresyjne stany w sensie obniżenia nastroju, nie klinicznym, to jest wpisane w ten wiek.

Kiedy warto szukać pomocy i wsparcia psychologów, psychoterapeutów?

M.L-S.:  Na pewno wtedy, kiedy dziecko o tym samo mówi wprost.

A często mówi wprost?

M.L-S.: Tak i często słyszę na spotkaniach w szkole: "Ja was prosiłam już w zeszłym roku, żebyście mnie zapisali do psychologa". Rodzice tłumaczą wtedy: "No tak, myśleliśmy, że jej przejdzie, że to chyba przesada."

K.R.: "Teraz wszyscy chcą chodzić do psychologa. Taka moda." - to też jest taki komentarz, sposób reagowania rodziców na komunikat dziecka.

Akcja "Rozejrzyj się" ma też temu służyć, żebyśmy bardziej świadomie i z uważnością reagowali...

K.R.: Bardzo zachęcamy do korzystania ze strony rozejrzyjsie.pl i z podstrony dla rodziców, żeby wiedzieć, jak rozpoznać trudną sytuację, jak ją odróżnić od trudnego okresu dorastania. Wiedzieć, jak rozpoznać kryzys psychiczny i jak na niego zareagować. Ten program jest wielopłaszczyznowy. On w pewnej części dotyczy rodziców, ale dla nas najbardziej istotnym elementem tego programu jest rozwój umiejętności wśród młodzieży. Uważamy, że to są umiejętności, które mogą pomóc w całym dorosłym życiu i że fajnie by było, żebyśmy w szkole w systemowy sposób mogli te umiejętności nabywać będąc nastolatkami. Wtedy nie jesteśmy tak bardzo zależni od jakości tego, co jest w naszym domu. Bo często rodzice nie potrafią dotrzeć do dziecka. Jeśli mamy wewnątrz sami trudność z własnymi emocjami, z ich zbyt dużym natężeniem albo z cichym emocjonalnym głosem, którego nie zauważamy w sobie, to ciężko jest nam być przy nastolatku, który dużo przeżywa w adekwatny sposób. W efekcie nie uczymy tego bycia w trudnych sytuacjach, radzenia sobie z regulacją emocji naszego dziecka. Sednem tego programu jest zbudowanie uważności oraz nadanie sensu samoregulacji emocjonalnej.

Jeśli rodzice do tej pory nie budowali relacji, nie praktykowali uważności i nagle chcą to robić. Czy jest to możliwe po latach?

K.R.: Jest możliwe, warto to próbować. Jednocześnie należy przygotować się na sporo złości.

I nie hamować jej u dziecka...

K.R.: W ogóle hamowanie emocji, uciekanie od emocji, odsuwanie, udawanie, że ich nie ma, jest nieskuteczne. Natomiast regulacja w obszarze natężenia, podejmowania zachowań pod wpływem emocji, warto nad tym pracować. Podam na przykładzie lęku. Osoby, które tego doświadczają bardzo często mają tendencję do tego, żeby od tego uciekać i paradoksalne zachowanie w tej sytuacji, czyli przyjęcie lęku, uznanie, że on jest, daje ogromną ulgę i spokój.

M.L-S.:  Impulsem do zmiany czasem bywa psychoterapia kogoś w rodzinie albo psychoterapia rodziny, choć nie musi tak być.

Chyba w ogóle mamy problem w społeczeństwie z emocjami?

M.L-S.:  Emocje pełnią w naszym życiu bardzo ważną rolę. Pokazują nam, czego chcemy, czego potrzebujemy, w którą stronę iść, a w którą nie. Co jest dla nas trudne. Czy powinniśmy poprosić o pomoc, albo czy powinniśmy się wycofać z jakiejś sytuacji. Albo, że ktoś nam zagraża i uniemożliwia osiągnięcie celu. Na przykład złość jest emocją, która o tym mówi. Niezwykle ważne jest, żeby zwracać na nią uwagę. Inną kwestią jest to, czy musimy za nią iść bezkrytycznie i w jaki sposób ją wyrażamy. Dzieci mają dużo mniejszą zdolność do modulowania tego, jak wyrażają emocje, więc karanie ich za to, że je w ogóle wyrażają, czyni koszmarne szkody, co jest udowodnione.

To, nad czym można pracować, to w jaki sposób komunikujemy emocje. Przy czym największą pracą jest to, co dziecko obserwuje, jak sami rodzice komunikują emocje. Słynne "Nie płacz, bo nie masz powodu", to rzeczywiście nie jest droga. Zauważamy teraz też drugi biegun takiego podejścia. Mam poczucie, że rodzice współczesnych nastolatków, którzy rzeczywiście wychowali się w tym klimacie "Nie płacz, bo nie masz czego", być może mają w sobie duży żal w związku z tym i chcieliby całkiem inaczej wychowywać dzieci. Dlatego czasem nie stawiają granic zachowaniom dzieci podyktowanym emocjami dzieci już całkiem dużych. I to też nie jest ta droga. Wtedy często jestem ja i moje emocje i umyka ta uważność na inne osoby i na cały kontekst. To też bywa niebezpieczne.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również