Jak wychować nastolatka? Najczęstsze błędy rodziców
Jak rozmawiać z nastolatkiem? Co zrobić, by pomóc swoim nastoletnim dzieciom i sobie?
Fot. iStock

Jak wychować nastolatka? Najczęstsze błędy rodziców

Jak rozmawiać z nastolatkiem? Co zrobić, by pomóc swoim nastoletnim dzieciom i sobie? – Czasem warto wywierać mniej presji, zaciekawić się dzieckiem, zaufać mu i nie wyręczać w trudnych sprawach – przekonuje Magdalena Sękowska, psycholog i psychoterapeutka, dyrektor kliniki Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Co to znaczy w praktyce?

Piętnastoletni syn znajomej przychodzi do niej nocą, bo miewa koszmary i się boi. 19-latka deklaruje, że chce mieszkać z rodzicami "najdłużej jak się da". Co się dzieje z naszymi dziećmi? Może za bardzo je kochamy?

Nie można kochać za bardzo. Problemem bywa to, jak realizujemy miłość do dzieci. Czasem nie dostrzegamy ich potrzeb, nie stawiamy im granic – nieraz dlatego, że na stosunku do dzieci waży nasza przeszłość i doświadczenia z domu rodzinnego.

Sama się łapię na myśli: "Ja nie miałam, więc niech oni mają. Mnie nie pozwalali, więc ja pozwolę". Gdy byłam dzieckiem, obowiązywała metoda zimnego chowu. Dzieci mały być grzeczne.

Dzisiaj mówi się o rodzicielstwie bezstresowym, bliskości. Dominuje pogląd, że bycie rodzicem jest czymś naturalnym, więc powinno przychodzić samo z siebie i być przyjemne. Do tego obrazu nie pasuje frustrowanie dziecka, stawianie granic.

A czasem trzeba oznajmić: tego ci nie było wolno zrobić, a skoro zrobiłeś, poniesiesz konsekwencje. Kocham cię, ale ci nie odpuszczę. Nastolatek się złości, buntuje, może powiedzieć: jesteś niedobrą matką, nienawidzę cię. Wtedy wielu rodziców odczuwa niepokój, nieprzyjemne napięcie. I kiepsko sobie z tymi uczuciami radzi.

Widzę to już wśród matek i ojców małych dzieci. Spotykam się z całą rodziną i patrzę na raczkujące niemowlę, które wyciąga rączkę po coś, co stoi kilka kroków od niego. Byłoby dobrze dla jego rozwoju, gdyby rodzic pozwolił mu samodzielnie dostać się do zabawki. A dorośli ułatwiają sprawę i upragniony przedmiot podają. Tak samo zachowują się wobec nastolatków. Chcą wyprzedzić ich pragnienia, czasami myślą i czują za dzieci, zabierając im prawo do wyrażania siebie.

Wciąż coś podajemy: prywatną szkołę, bo dziecko zawaliło klasę w publicznej. Pieniądze, by chronić je przed konsekwencjami jego nieodpowiedzialności. Syn znajomej bez jej wiedzy, nie mając prawa jazdy, zabrał jej samochód i go rozbił. Zapłaciła za straty kilkadziesiąt tysięcy. Miesiąc później zafundowała mu obóz językowy na Malcie.

Nie bez powodu istnieje termin "helicopter parents". "Rodzice helikoptery" kołują nad dzieckiem całą dobę, by usuwać z drogi wszelkie przeszkody. To postawa nadopiekuńcza, w dużej mierze uniemożliwiająca dziecku wykazywanie inicjatywy. "Zimny chów" nie był dobrym kierunkiem, ale dziś mamy przegięcie w drugą stronę. To zrozumiałe: pokolenie rodziców powojennych chciało dla swoich dzieci świata bez strachu i głodu. Rodzice z lat 70. i 80. mieli wyższe aspiracje: zależało im, by dziecko uprawiało sport, chodziło na angielski. Współczesne matki i ojcowie nie boją się bomb, mają ładne mieszkania, znają angielski, więc chcą dać dziecku coś dodatkowego, na co oni sami nie mieli szans. Ale popełniają błąd: spełnianie zachcianek mylą z budowaniem bliskości.

Cały wywiad dostępny jest w listopadowym wydaniu Twojego Stylu.

 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również