Jak mądrze uświadamiać dziś dzieci?
Fot. iStock

Jak mądrze uświadamiać dziś dzieci?

Pseudoautorytety z internetu zachęcają nastolatki do wczesnej inicjacji, pornografii i śmiałych eksperymentów z erotyką. A w szkołach słyszą, że antykoncepcja i seks przedmałżeński to grzech. Jak w świecie skrajnie sprzecznych komunikatów odnajdują się dziś nasze dzieci? I jak powinniśmy z nimi rozmawiać, by uniknęły bolesnych doświadczeń? – mówi Katarzyna Klimko-Damska, seksuolog i psychoterapeutka, która od lat prowadzi warsztaty z edukacji seksualnej dla nastolatków.  

Słyszałam o 13-latku, który namawiał na seks 11-letnią koleżankę. Co dzieje się dziś w świecie dzieci, że wpadają na podobne pomysły?
Katarzyna Klimko-Damska:
Dzieci są dziś zewsząd bombardowane seksualnymi bodźcami, a przez to narażone na przedwczesne rozbudzenie tej sfery. Gdy my dorastaliśmy, zobaczenie przez 10-latka gołej siostry w łazience było szokiem. A dziś wiele dzieciaków w tym wieku miało już kontakt z pornografią, niekoniecznie w wersji soft. Niestety, niektóre sięgają po nią regularnie.

Mieć dostęp do internetu to jedno, a szukać tam takich treści, to co innego. Skąd takie zainteresowania u 10-, 12-latków? 
Smartfony z nieograniczonym dostępem do sieci mają już uczniowie pierwszych klas podstawówki. Wystarczy, że jedno dziecko wniesie pomysł na oglądanie porno w komórkach, a dołączają wszyscy. Podróż do zakazanego świata w tym wieku nobilituje i ekscytuje, więc porno-linki natychmiast się rozprzestrzeniają. Często zaczyna się od starszego rodzeństwa. Jeśli 11-latek ma 16-letniego brata, z dużym prawdopodobieństwem podchwyci od niego coś zakazanego i pokaże w klasie, żeby imponować. A jak któryś z jego 11-letnich rówieśników ma 8-letniego brata, to i z nim podzieli się „nowością”. I tak pornografia trafia dziś da coraz młodszych roczników. Oglądają i chłopcy, i dziewczynki. A komputerowe algorytmy działają tak, że gdy dzieciak raz czy drugi wejdzie na pornograficzną stronę, w wyszukiwarce zaczynają mu wyskakiwać powiązane z tą sferą powiadomienia, czyli nowe linki, którymi można się dzielić. Dzieci nie tylko oglądają pornografię, ale też inspirują się nią, wpadając na pomysły zabarwionych seksualnie zabaw. Znam przypadek, gdy 10-latek w ramach gry w „dawanie zadań” wydał koleżance z klasy polecenie: „zgwałć słup od latarni”.

Co zrobić, gdy odkrywamy, że nasze dziecko ogląda pornografię? 
Na pewno nie powinniśmy na wstępie wysyłać mu komunikatu „źle robisz!”, czyli potępiać i zawstydzać.

A to często pierwsze, co przychodzi na myśl... Rodzicielski odruch. 
Potępienie nie sprawi, że dziecko przestanie oglądać zakazane strony, tylko lepiej to ukryje. Pamiętajmy, że sięganie po takie treści jest wyrazem nastoletniej ciekawości. Gdy jedynie karcimy, to tak jakbyśmy mówili „źle, że jesteś ciekawy”. Niezależnie od emocji, które czujemy, odkrywając, że dziecko ogląda wulgarne filmy, lepiej powiedzieć: „Rozumiem, że w twoim wieku to zaczyna być interesujące, że koledzy oglądają, więc też chciałeś. I to, że szukasz, bo chcesz wiedzieć więcej, jest w porządku, tylko źródło nie jest OK”. Jeśli tak podejmiemy temat, jest szansa, że będziemy mogli potem pogadać z dzieckiem o tym, dlaczego uważamy pornografię za złe źródło. Przy okazji warto sprawdzić, co dotychczasowy kontakt z nią już dziecku zrobił. Dobrze jest zapytać: „Co tam widziałeś?”, „Jakie to zrobiło na tobie wrażenie?”, „Jak się czułeś, gdy to oglądałeś?”. Taki dialog pomoże wytłumaczyć dziecku, że prawdziwy seks tak nie wygląda, że ludzie nie muszą się tak traktować. Dla dzieci bywa to zaskoczenie, bo większość uważa porno za wiarygodną instrukcję obsługi seksu dla zaawansowanych. Zawsze przekonuję rodziców: nawet odkrycie, że dziecko miało kontakt z pornografią, można zamienić w mądrą uświadamiającą rozmowę. Ostatnio na naszych warsztatach wywiązała się z gimnazjalistami dyskusja o tym, jak w filmach porno pokazywane są kobiety. A od tego przeszliśmy do rozmowy o tym, co jest dla nich dopuszczalne w relacjach intymnych, a co nie. I na czym polega stawianie granic.

Problemem nie jest tylko samo oglądanie pornografii, ale i to jak wpływa ona na zachowania w grupie. 11-, 12-latki wysyłają dziś rozbierane zdjęcia kolegom, robią rankingi biustów czy innych części ciała kojarzonych z atrakcyjnością seksualną, wulgarnie się do siebie zwracają. 
Wiem, że są też klasy, w których 13-latkom wydaje się, że powinny mieć za sobą doświadczenia seksualne, bo to jest miarą atrakcyjności w ich grupie. Ale to nie dotyczy wszystkich. Część dzieci w podobnym wieku nie ma takich pomysłów ani nie ekscytuje się tematem seksu. W jednej z warszawskich szkół rok temu prowadziłam warsztaty z edukacji seksualnej dla 14-latków. W tej samej klasie były dzieciaki, które wypytywały o inicjację i antykoncepcję, ale też grupka chłopców w ogóle nie zainteresowana tematem. Przyszli, bo obecność na warsztacie była obowiązkowa, ale zapytali, czy mogą zagrać w grę planszową i zajęli się sobą. Można zapytać, czy z tymi chłopakami jest coś nie tak? Przecież 14 lat to już wiek buzujących hormonów! A może coś nie tak jest z ich kolegami z klasy, którzy rozemocjonowani dyskutowali o prezerwatywie? Prawda jest taka, że jedna i druga postawa jest w porządku. Dla części klasy to był dobry moment na rozmowę o seksualności, dla reszty nie. Trzeba to zauważyć i uszanować również, gdy zabieramy się za edukację w domach. To prawda, że z pornografią mają kontakt coraz młodsze roczniki, ale nie każdy 10- czy 12-latek da się wkręcić w oglądanie takich rzeczy. Niektórych to zaciekawi jednorazowo, a potem będą woleli Minecrafta (popularna gra komputerowa – red.), treningi siatkówki czy kolekcjonowanie kart z piłkarzami.

Od czego to zależy? 
Klucz do sukcesu jest w postawie dorosłych, w atmosferze domu. Zainteresowanie pornografią, zwłaszcza wczesne, nie bierze się u dzieci z niczego. Jeśli tata, rozmawiając z kobietą, nie patrzy jej w oczy, tylko na biust albo komentuje pośladki prezenterki w telewizji, dziecko podświadomie tym nasiąknie i podchwyci podlane seksem podejście do świata. Pamiętam 16-latka, którego ojciec, sądząc, że w ten sposób pomaga synowi dorosnąć, po każdej imprezie, z której wracał chłopak, wypytywał z dwuznacznym uśmieszkiem: „No i jak tam, zaliczyłeś już coś?”.Takie zachowania to też edukacja seksualna, tyle że niskich lotów. Ale do nadmiernej ekscytacji seksem skłania również deficyt informacji. Dzieciak, który nie może w domu poruszać tematów związanych z fizjologią i seksualnością, poszuka tej wiedzy na własną rękę. Gdzie? Dziś w 99 procentach przypadków właśnie w internecie i wśród kolegów, też niekoniecznie rzetelnie doinformowanych.

Z badań „Pontonu” wynika, że 50 procent polskich nastolatków nigdy nie rozmawiało z rodzicami na temat dojrzewania i seksualności. Co drugie dziecko jest w tych sprawach zostawione samo sobie.
Są rodzice, którzy odsuwają edukację seksualną dzieci w nieskończoność. Nie chcą dostrzec, że syn staje się mężczyzną, córka – kobietą. Niektórzy unikają też rozmów na intymne tematy w nadziei, że dzięki temu opóźnią u dzieci zainteresowanie seksualnością, czy pierwsze doświadczenia. Ale to często działa przeciwnie do rodzicielskich intencji. Czasem takie rozmowy utrudnia pruderia dorosłych, wstyd, konserwatywne poglądy religijne, własne zahamowania. Jednak powoli przybywa rodziców, którzy chcą otwarcie poruszać te tematy z dziećmi.

Jak przekonać rodziców, którzy nie widzą potrzeby rozmów z dziećmi o dorastaniu i seksualności, że jednak warto? 
Na warsztatach tłumaczę: gdy jedziemy do obcego kulturowo kraju, chcielibyśmy poznać obowiązujące tam zasady, żeby nie narazić się na nieprzyjemności czy niebezpieczeństwo. Seks i erotyka są dla młodych ludzi takim obcym terytorium. To że się na nim znajdą, jest pewne. Im więcej dowiedzą się więc od nas zanim na nie wkroczą, tym lepiej i bezpieczniej będą się tam czuć. My, dorośli, jesteśmy za to odpowiedzialni.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 03/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również