Sekrety brytyjskiej monarchii - czego świat nie wie o królowej Elżbiecie II?
Fot. East News

Sekrety brytyjskiej monarchii - czego świat nie wie o królowej Elżbiecie II?

Choć brytyjską królową uznaje się dziś za najbardziej rozpoznawalną osobę na świecie, wiedza na temat jej życia ogranicza się do zbioru oficjalnych informacji. Ściśle reglamentowanych. Postanowiliśmy zbadać, kim naprawdę jest kobieta, która tak umiejętnie ukrywa się pod maską nobliwej damy w koronie. Rezultat nas zaskoczył. W dziennikarskim śledztwie naszej korespondentce Zuzannie O’Brien pomagał Robert Hardman, wieloletni korespondent królewski i jeden z najbardziej renomowanych biografów brytyjskiej monarchini.

Królestwo za konia!

Sztywna, przewidywalna, podporządkowana etykiecie – 67 lat treningu uczyniło Elżbietę II mistrzynią tego stylu. Wiele wskazuje jednak, że to raczej maska niż prawdziwa twarz brytyjskiej królowej. Przywódcy państw, którzy znają ją jako kostyczną damę, byliby zaskoczeni jej zachowaniem podczas królewskich derby. „A niech to! Patrzcie, będzie pierwszy! Jest pierwszyyyyyy!”, tak krzyczała, gdy jej koń wygrał przed laty jeden z wyścigów. Siedzący w pobliżu królewskiej loży widzowie byli zszokowani widokiem monarchini podskakującej z radości. Klaskała i śmiała się tak głośno, że jej reakcja stała się nawet na krótko tematem publicznej dyskusji. „Nie byłem zaskoczony – komentował to wydarzenie Michael Oswald, były opiekun królewskich koni wyścigowych. – Od lat wiedziałem, że królowa ma naturę pasjonatki, a konie to jej wielka namiętność. Podobne »wyskoki« są dowodem jej żywiołowego charakteru, który najwyraźniej potrzebuje czasem jakiegoś ujścia”. Inne relacje z wypraw Elżbiety na wyścigi konne potwierdzają tę opinię: „Podczas jednej z ważnych dla niej gonitw była tak skoncentrowana, że gdy ktoś próbował się do niej odezwać, zareagowała irytacją. To niebywałe, bo królowa niemal nigdy nie okazuje publicznie emocji”, wyznał dziennikarzom jeden z ochroniarzy jej loży. Jedna z kuzynek królowej powiedziała z kolei: „Jeśli któryś z faworytów Elżbiety wygrywał, była w świetnym humorze przez kilka dni. Gdy jednak bieg szedł nie po jej myśli, stawała się drażliwa. To typowa reakcja hazardzistki, choć w jej przypadku nie chodziło o pieniądze (królowa nigdy nie bierze udziału w zakładach – red.), ale o zaangażowanie emocjonalne”.

Nie ma wątpliwości, że konie w życiu Elżbiety to coś więcej niż rozrywka. Raz zażartowała nawet, że gdyby nie była królową, zostałaby trenerką jeździectwa. Kiedy indziej powiedziała: „One rekompensują mi wszystko”. Śmierć kilku swoich wierzchowców przeżywała jak odejście bliskiej osoby.  Asystowała (i wciąż to robi) przy kryciu swoich klaczy, świętowała narodziny źrebaków, nadawała im imiona i nadzorowała ich treningi. Do dziś, jeśli tylko nie ma oficjalnych obowiązków, często godzinami chodzi po padoku i robi notatki na temat swoich wierzchowców.

Już w dzieciństwie kuzynki zarzucały Lilibet, że woli spędzać czas w stajni niż z nimi. Jako czterolatka po pierwszej lekcji w siodle oświadczyła, że nie jest już zainteresowana żadną ze swoich 150 lalek. Od tamtej chwili jej ulubioną zabawką stał się drewniany koń na biegunach, wyposażony w prawdziwe siodło. Odstawiła go, gdy jako sześciolatka dostała pierwszego prawdziwego kucyka. Codzienne treningi jazdy konnej przez wiele lat uznawała za najciekawszy punkt dnia.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Queen Elizabeth Horse Girl (@queenelizabethhorsegirl)

Niektórzy uważają, że stajnia to dziś jedyne miejsce, w którym Elżbieta bywa naprawdę sobą. Gdy w gumiakach i ulubionym starym prochowcu dyskutuje ze stajennymi na temat planów „swatania” królewskich koni, nie przypomina zdystansowanej do świata arystokratki. Złośliwi mówią, że jest bardziej serdeczna wobec koniuszych (pamięta imiona ich wszystkich) niż swoich doradców, których z zasady trzyma na dystans. Mimo że wkrótce skończy 95 lat, nadal zdarza się jej udać na konny spacer w królewskiej posiadłości Balmoral. Uwielbia, gdy jej ochroniarz zostaje w tyle, a ona może choć przez chwilę mieć złudzenie, że – jak dawniej – samotnie przemierza pola.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Queen Elizabeth Horse Girl (@queenelizabethhorsegirl)

Żona niepokorna

Królowa i jej nobliwy małżonek spędzili wspólnie 73 lata. Codzienność w ich związku bywała bardzo barwna. Rok 1954. Z domku w australijskim buszu wybiega książę Filip. Za nim wylatuje para butów, a chwilę później rakieta tenisowa. Mija jego głowę o włos. „Wracaj tu natychmiast!”, to krzyk jego żony. Są małżeństwem od siedmiu lat. Czekająca przed domem ekipa filmowa kręci materiał o świeżo koronowanej monarchini. Kamerzysta jest skonsternowany. Tego nie było w scenariuszu. Chwilę później Elżbieta wybiega z domu, siłą wciąga męża do środka i zatrzaskuje z hukiem drzwi. Po chwili, już spokojna, wyjdzie do filmowców i powie: „Przepraszam. No cóż, takie rzeczy zdarzają się w każdym małżeństwie. A teraz proszę powiedzieć, co mamy dalej w planie”. Sekretarz królowej dopilnował, by taśma ze spontanicznie utrwalonym nagraniem rodzinnej awantury została prześwietlona. Na podobny wybuch złości wobec męża Elżbieta nie pozwoliła sobie publicznie już nigdy więcej. Choć przecieki z królewskiego dworu sugerowały, że ich małżeństwo to burzliwy związek, w którym ścierają się dwie silne osobowości.

Elżbieta często traktowała Filipa protekcjonalnie – zdarzało się, że w gronie rodziny czy stałych współpracowników słyszał od niej, że „ma się nie odzywać, bo nie ma o niczym pojęcia”. Popełniał setki gaf, za które nieraz gromiła go wzrokiem. Jej słynne westchnienie: „Och, Philip!”, sugerujące, że znów zrobił coś nie tak, przeszło już do legendy. On najczęściej przełykał te afronty. Choć czasem puszczały mu nerwy. Kiedyś w obecności osób trzecich powiedział do niej: „Zamknij się”. Ale najczęściej „rozliczali się” z wzajemnych pretensji w prywatnych apartamentach. Przyjaciele rodziny twierdzą, że wbrew powszechnej opinii Filip nigdy nie był pantoflarzem, choć sam kpił czasem z tego, że jest „tylko mężem swojej żony”. „Jestem chyba jedynym facetem w tym państwie, który nie ma prawa wymyślać imion dla swoich dzieci. Jak jakaś cholerna ameba!”, powiedział kiedyś żartem. O tych sprawach rzeczywiście decydowała ona. Za to zawsze liczyła się z jego zdaniem w sprawach dotyczących ich rezydencji, remontów, zakupu samochodów i wydatków. Gdy raz w tajemnicy chciała odnowić jego pokój w rezydencji Sandringham, zleciła, by pomalowano go na identyczny kolor jak wcześniej i delikatnie „przybrudzono”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez James (@theonlymaddog)

Przed laty Elżbietę denerwowało, że jej mąż jest – jej zdaniem, dość nonszalancki, jeśli chodzi o stroje. Chodził np. w koszuli z podwiniętymi rękawami – rzecz nie do pomyślenia na królewskim dworze. Robiła mu wymówki o niedopięty guzik, drażnił ją najmniejszy przejaw jego niechlujstwa. Ale jednocześnie zawsze była w niego wpatrzona. Dla nikogo z jej bliskich nie ulegało wątpliwości, że ona i Filip to wielka i wzajemna fascynacja. Gdy się poznali, książę był 19-letnim kadetem, ona 13-letnim dzieckiem. „W ogóle jej nie zauważał” – pisała po latach Marion Crawford, niania Elżbiety. – „Za to ona nie odrywała od niego wzroku”. Cztery lata później on też był już zakochany. Elżbieta była piękną dziewczyną, dowcipną i uwodzicielską. Początkowo ukrywali swój związek. Filip nie podobał się jej rodzicom. Był bez grosza, pochodził z rozbitej rodziny na wygnaniu i miał niemieckich krewnych, którzy kolaborowali z nazistami. Mówiono o nim: „Zła partia, atrakcyjny mężczyzna”. Wysportowany, elokwentny, zabawny. Tam, gdzie się pojawiał, stawał się duszą towarzystwa.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Marie (@marie_labretonne)

Po kilku trudnych dyskusjach z rodzicami Elżbieta oświadczyła, że jej wybór jest ostateczny. Próbowali oni jednak udaremnić małżeństwo nawet po zaręczynach, które odbyły się bez ich wiedzy! Król wysłał córkę w kilkumiesięczną podróż do Afryki w nadziei, że „ta niedorzeczna miłość” jej minie. Ale rozstanie nic nie zmieniło. Ślub w 1947 roku zakończył rodzinne intrygi. „To była niewiarygodna namiętność – opowiadała po latach jedna z ciotek Filipa. – On nie widział poza nią świata. Z nią było podobnie”. W dniu ślubu pan młody rzucił dla żony palenie. A potem karierę w marynarce. Jako mąż królowej musiał pogodzić się z tym, że jego życie będzie podporządkowane jej sprawom. „Są ze sobą od ponad 70 lat i przez cały ten czas udawało im się codziennie jeść razem obiad i rozmawiać o wszystkim – wyznał jeden z przyjaciół królewskiej rodziny. – Filip wciąż opowiada jej te same od lat dowcipy, a one wciąż ją śmieszą”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Thr British Royal Family (@britishmonarchy)

Nie taka zła matka

Panuje opinia, że Elżbieta była niedostępną matką. Chłodną, wymagającą, nieobecną. „Nic bardziej mylnego – uważa Robert Hardman. – Większość tych opinii narodziła się w czasie rozpadu małżeństwa Karola i Diany, gdy królowa w widoczny sposób była zirytowana poczynaniami najstarszego syna. Kiedy jednak jej dzieci były małe, lubiła spędzać z nimi czas, choć prawdą jest, że na początku czuła się niepewnie w roli matki”. Może dlatego na nianię Karola i Anny wybrała starszą od siebie, surową Szkotkę, za którą nie przepadała. Jednak po urodzeniu Andrzeja, gdy poczuła się już swobodniej w kontaktach z dziećmi, zwolniła autorytarną nianię i zatrudniła na jej miejsce młodą dziewczynę, która nie próbowała narzucać jej swoich poglądów na wychowanie. „To taka radość znów mieć w domu małe dziecko!”, pisała do kuzynki, gdy cztery lata później Edward, jej ostatnie dziecko, przyszedł na świat. Miała wtedy 38 lat. Jedna z jej dam dworu opowiadała po latach, że królowa, kiedy tylko mogła, sama wieczorem kąpała dzieci i czytała im bajki na dobranoc. Rozczulał ją też widok księcia Filipa uganiającego się za nimi po pałacu Buckingham.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Windsor Royals (@windsorroyals)

„Ed, nie kupię ci teraz lodów, bo nie mam więcej pieniędzy”, to zdanie wygłoszone przez Elżbietę w dokumencie BBC Rodzina królewska na długo stało się kultowym cytatem. Choć scenariusz filmu nie wykraczał poza standardowe rodzinne scenki, Brytyjczycy sporo się z niego dowiedzieli o podejściu królowej do własnych dzieci. I był to zaskakująco zwyczajny obraz. „Chłopcy, uważajcie na to lepkie paskudztwo, bo pobrudzicie siedzenia w samochodzie”, strofowała dobrotliwie synów w drodze na rodzinną wycieczkę. Głaskała po głowie Edwarda, zastanawiała się, czy Annie nie jest chłodno itp. Krytycy zarzucali, że obraz jest wystylizowany, i przypominali, że dzień po urodzeniu Andrzeja królowa zamknęła się w swoim gabinecie i przez kilkanaście godzin podpisywała oficjalne dokumenty. A na rodzinne wakacje niemal zawsze zabierała jakieś papiery i dopiero po ich przeczytaniu miała czas na zabawy w ogrodzie. „Czasem tego nie rozumieliśmy – skomentowała to po latach księżniczka Anna. – Ale mamę tak wychowano: najpierw obowiązki, później rodzina. Wiem, że kochała nas tak samo, jak każda dobra matka kocha swoje dzieci”.

Wbrew obiegowym opiniom Elżbieta nie narzucała dzieciom sztywnej dyscypliny. Uważała, że od tego jest szkoła. Czasem wpadały więc do jej gabinetu, jeździły rowerkami po pałacowych korytarzach, a w ich pokojach do późna paliło się światło. Przymykała na to wszystko oko. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, czy Elżbieta potrafi nawiązać ciepły kontakt z dziećmi, powinien porozmawiać z którymś z jej siedmiorga wnucząt. Książę William wyznał np. ostatnio, że oboje z babcią (mówi o niej „Super Gran” – superbabcia) za sobą przepadają: „Gdy dzwoniłem do niej na komórkę z jakimś problemem, potrafiła przerwać każde oficjalne spotkanie, by zamienić ze mną kilka słów. Wiele razy pozwalała nam też na urządzanie hucznych imprez dla przyjaciół w swoich prywatnych rezydencjach i nigdy nie strofowała nas  za »straty w królewskiej zastawie«. Przed ślubem z Kate wszyscy myśleli, że babcia narzuci nam wszystko od A do Z. Ona jednak poradziła mi, żebym wyrzucił do kosza oficjalną listę gości i w pierwszej kolejności zaprosił, kogo chcę”. Przyciśnięty jednak do muru pytaniem, czy babcia naprawdę niczego na nim wówczas nie wymusiła, powiedział: „Gdy chciałem pójść do ołtarza w mundurze oficera RAF-u, usłyszałem krótkie: »Nie. Włożysz mundur Gwardii Irlandzkiej«. Było dla mnie oczywiste, że to rozkaz. W końcu babcia jest moim zwierzchnikiem w armii, więc w tym względzie nie było żadnej dyskusji”.

Pani mechanik na tronie

Kierowca w eleganckim uniformie uchyla drzwi limuzyny, z której wysiada brytyjska królowa w nienagannym kostiumie – ten oficjalny obrazek widzieliśmy wielokrotnie. Mało kto jednak wie, że Elżbieta II sama jest świetnym kierowcą, potrafi prowadzić ciężarówkę i zna się na... silnikach samochodowych. Nauczyła się tego w czasie II wojny światowej na kursie w Centrum Treningowym Transportu Mechanicznego. Świadkowie zapewniają, że podczas zajęć praktycznych osobiście wymieniała świece i opony w trzytonowej ciężarówce, spuszczała płyn hamulcowy i naprawiała zapłon, ubrana w umazany smarem roboczy kombinezon. Miała wtedy 18 lat, rangę młodszego oficera Armii Terytorialnej i ambicję, by niezależnie od swojego pochodzenia robić coś pożytecznego dla nękanego wojną kraju. „Nigdy w życiu nie pracowałam tak ciężko, jak wtedy”, zwierzyła się potem jednej z kuzynek. Przy okazji odkryła, że jazda samochodem daje jej poczucie wolności. Jako królowa nie kierowała już tak dużymi pojazdami, za to, jak zdradził jeden z jej dawnych mechaników, podczas ponad 60 lat swoich rządów wielokrotnie „jeździła jak szatan po wiejskich drogach w swojej posiadłości w Norfolk”. Ochronę Elżbiety szczególnie niepokoiła jej fascynacja pojazdami z napędem na cztery koła. Gdy dostała pierwszego landrovera, była podekscytowana, że pojazd wyposażony jest w najprawdziwszy żyroskop i może zjeżdżać ze wzgórz o sporym nachyleniu. Kilka razy pokonała duże wzniesienia, by sprawdzić, czy jej wóz da radę. Wracała z tych rajdów rozemocjonowana.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez E.SALMONSON, Hjärtareds Äng. (@e.salmonson)

Jeśli w jej aucie coś się psuło, zawsze starała się sama ustalić, co jest przyczyną usterki. W filmie Królowa (Elżbietę gra tam Helen Mirren) jest scena, w której monarchini podczas samotnego rajdu dzwoni do obsługi i raportuje: „Uszkodziłam przedni wał. Tak, jestem pewna. Jak to skąd wiem?! Przecież podczas wojny byłam mechanikiem samochodowym!”. Scenarzyści twierdzili, że to fikcyjny dialog, ale jeden z pracowników dworu uznał go za „niezbyt oddalony od prawdy”. Z powodu swojej nonszalancji za kierownicą Elżbieta miała kłopoty tylko raz. Ktoś zauważył, że wracając z meczu polo w Windsorze, kierowała bez zapiętych pasów. „To nie najlepszy przykład dla obywateli”, komentowała to zdarzenie brytyjska prasa. Dwór wygasił dyskusję, przypominając, że królowa uczyła się jeździć w czasach, gdy pasów bezpieczeństwa w ogóle nie było w wyposażeniu aut. Wiadomo, że królowa zlecała różne przeróbki w swoich samochodach. Gdy niedawno jej czarny jaguar trafił w prywatne ręce (kupił go kolekcjoner z Ascot), okazało się, że pojazd miał w środku specjalnie wbudowaną ławkę dla jej psów i miejsce na torebkę. Nigdy nie miała w niej prawa jazdy, bo jest jedyną osobą w Zjednoczonym Królestwie, której wolno jeździć po drogach bez tego dokumentu. Zgodnie z obowiązującym prawem, nawet gdyby rażąco naruszyła przepisy, żaden policjant nie mógłby jej wylegitymować.

Poszukiwaczka ryzyka

„Nie boję się, że ktoś mnie zabije, nie chciałabym tylko zostać okaleczona”, wyznała kiedyś Elżbieta II w czasie prywatnego obiadu. Dyskusję wywołał niemiły incydent podczas uroczystej parady z okazji jej 55. urodzin.  W Londynie trwały wówczas przygotowania do ślubu księcia Karola i Diany. Na ulicach, jak zawsze podczas królewskiej parady urodzinowej, zebrał się tłum. Elżbieta, zgodnie z własnym życzeniem, siedziała na ulubionej klaczy Birmance. Za nią w szyku ustawiło się kilkuset kawalerzystów w pełnej gali. Nagle z tłumu padło sześć strzałów. Kilka koni w panice ruszyło galopem do przodu, paru jeźdźców spadło, policjanci rzucili się w stronę strzelającego mężczyzny (potem okazało się, że to szaleniec z pistoletem na ślepe naboje). Elżbieta sprawnie utrzymała się w siodle, szybko uspokoiła klacz, wróciła do szyku i uśmiechem dała znak gwardzistom, że „nic się nie stało”. Już kilka minut po zajściu parada ruszyła zaplanowaną trasą. Po latach jeden z pracujących na dworze ludzi powiedział, że do końca uroczystości królowa nie przejawiała oznak zdenerwowania. Jakby ryzyko zamachu nie zrobiło na niej wrażenia.

W czasie swojego panowania wiele razy podejmowała też decyzje sprzeczne z sugestiami specjalistów od bezpieczeństwa. Gdy w 1961 roku Ghanę, należącą do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, ogarnęła wojna domowa i kraj stał na krawędzi komunistycznej rewolucji, Elżbieta pomimo protestów doradców pojechała tam z oficjalną wizytą. Zamiast przemknąć przez miasto w kuloodpornej limuzynie, zażądała samochodu z odkrytym dachem. Swoich specjalistów od bezpieczeństwa zaskoczyła również decyzją o wizycie w Kanadzie w 1964 roku. Przestrzegano ją, że tamtejsi separatyści są wrogo do niej nastawieni i może dojść do zamachu. „Ludzie muszą mnie zobaczyć, żeby we mnie uwierzyć”, odparowała i pojechała. Gdy kilka lat później Scotland Yard ostrzegł ją, że obawia się ataku IRA na pałac Buckingham, i zasugerował wzmocnienie ochrony, stanowczo odmówiła, argumentując, że „strach nigdy nie był i nie będzie doradcą brytyjskich królów”. „Jestem pewien, że królowa lubi ryzyko – powiedział przed laty jeden z jej trenerów skoków przez przeszkody. – Wciąż prosiłem ją, by podczas treningów wkładała toczek, ale mnie nie słuchała. Gdy zobaczyłem kiedyś, jak cwałuje przez pole i przesadza dwa wysokie płoty, nie wytrzymałem i powiedziałem: »Wasza Wysokość musi wkładać toczek, inaczej będziemy musieli przerwać treningi«, odparowała: »Gdybyś musiał tak często układać włosy jak ja, też byś go 
nie nosił. Rujnuje mi każdą fryzurę. Nie ma mowy!«”.

Samotna w męskim świecie

Gdy w 1952 roku Elżbieta obejmowała tron (koronacja odbyła się rok później, 2 czerwca), trwała zimna wojna, a wśród brytyjskich polityków panował pogląd, że 26-letnia młoda dziewczyna nie powinna mieszać się do skomplikowanych spraw, których z pewnością nie rozumie. Próbowano sprowadzić ją do roli ozdobnika, ale na to nie pozwoliła. Szybko przyzwyczaiła się do tego, że w większości oficjalnych sytuacji, szczególnie w pierwszych trzydziestu latach swoich rządów, była jedyną kobietą, która zabierała głos w sprawach państwa. Nie zawsze korzystała z tego przywileju, ale kiedy się odzywała – z reguły w zamkniętym gronie, bo królowa nie bierze udziału w publicznych dyskusjach – dbała o to, by jej opinie były wyrażone jasno, precyzyjnie i by stały za nimi trudne do obalenia argumenty. Jej styl docenił Winston Churchill, który po jednej z dyskusji z udziałem Elżbiety powiedział: „Poddani prawdopodobnie nigdy się nie dowiedzą, jak inteligentną mają królową”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Kelly Claman (@kelly_claman)

Ku zaskoczeniu wielu wytrawnych polityków nigdy nie peszyło jej towarzystwo pewnych siebie mężczyzn. „Co sądzisz o awansie Margaret Thatcher na liderkę opozycji?”, z takim pytaniem zwróciła się kiedyś do Edwarda Heatha, ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii. „Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, że na czele państwa mogłaby stać kobieta”, odparł bez zastanowienia. Finał tego epizodu opisał w swoich pamiętnikach: „Królowa wybuchnęła śmiechem, spojrzała na mnie wymownie i nie wygłosiła słowa komentarza. Dotarło do mnie, jak potworną popełniłem gafę. Ona w pełni zdawała sobie sprawę, że to, co powiedziałem, jest powszechnie obowiązującym wśród polityków poglądem. Choć zajmowała tak wysoką pozycję, psychologicznie jako kobieta sama musiała zmagać się z męską dominacją”.

Wśród dwunastu premierów, z którymi w ciągu 60 lat swoich rządów Elżbieta współpracowała, było kilku, których lubiła szczególnie. „Zawsze będziesz miał miejsce w moim sercu”, powiedziała kiedyś do Churchilla, z którym się świetnie dogadywała. Chorego na raka Harolda Macmillana osobiście odwiedziła w szpitalu. Gdy wyznał: „Wasza Wysokość, proszę wybaczyć, ale nie dam już rady...”, rozpłakała się i, co nie zdarzyło się jej później w żadnej innej sytuacji, nie ukrywała swoich łez. Choć nigdy nie wypowiadała opinii o rządzących politykach, mówiło się, że nie przepadała za Tonym Blairem. Na ich relację pewien wpływ mógł mieć incydent z udziałem Johna Prescotta, zastępcy Blaira i znanego antymonarchisty. Królowa dowiedziała się, że założył się z którymś z ministrów, iż podczas prezentacji nowego gabinetu nie ukłoni się jej. Gdy zgodnie z procedurą niewysoka Elżbieta (164 cm) uścisnęła Prescottowi dłoń, zaczęła coś mówić ledwie słyszalnym głosem. Mierzący prawie metr dziewięćdziesiąt wicepremier, aby usłyszeć jej słowa, musiał się pochylić. „Ukłonił się!”, brzmiał werdykt. Prescott przegrał zakład. Blair wyznał po latach, że jego stosunki z królową uległy z czasem ociepleniu: „Wiele razy byłem zaskoczony tym, jak doskonale orientuje się w meandrach dyplomacji. Kilka razy skorzystałem z jej nieformalnych rad i doceniłem ich praktyczną wartość. Gdy nie potrafiłem przełamać lodów z jednym z prezydentów, powiedziała mi: »Pogadaj z nim o krykiecie, to jego hobby«. Miała rację, pomogło”. Premiera Davida Camerona łączyła z królową szczególna relacja. Pierwszy raz spotkał ją jako ośmiolatek na szkolnym boisku w college’u Eton. Królowa odwiedziła wówczas swojego syna, księcia Edwarda, który również się tam uczył. Mimo że odbył już wiele spotkań z Elżbietą II, podobno zawsze czuje się w jej obecności nieco onieśmielony.

Aktorka mimo woli

Ostatnią rzeczą, jaką wiele osób pomyślałoby dziś na temat brytyjskiej monarchini, jest to, że mogłaby kogoś rozbawić na scenie. Tymczasem przed laty pięćset osób zebranych na bożonarodzeniowym przedstawieniu w Windsorze zgotowało jej owację na stojąco. Ci, którzy pamiętają sceniczne występy księżniczki Elżbiety, twierdzą, że miała prawdziwy talent komiczny, stepowała jak zawodowa tancerka i lubiła popisy na scenie. Wiele osób z jej otoczenia uważa, że dziś Elżbieta wykorzystuje swój talent aktorski do tworzenia wizerunku enigmatycznej monarchini. Co pod nim ukrywa? „Byłem zaskoczony metamorfozą królowej podczas naszej współpracy – wyznał Howard Morgan, malarz, któremu pozowała do portretu w latach 80. – Gdy spotkałem ją po raz pierwszy, była chłodna i zdystansowana. Kiedy kończyłem jej portret, miałem do czynienia z dowcipną kobietą, która z pasją Włoszki opowiadała mi o swoich podróżach. Gdybym nie widział tego na własne oczy, nigdy nie uwierzyłbym, że królowa jest tak żywiołową osobą i tyle gestykuluje!”.

Wiele osób uważa, że Elżbieta II ukrywa nie tylko swój temperament, ale i poglądy na wiele kontrowersyjnych spraw. „Celem tej gry jest unikanie dyskusji wokół jej osoby – wyznała kiedyś kuzynka Elżbiety i jej dama dworu, Margaret Rhodes. – Królowa zazwyczaj sprawuje całkowitą kontrolę nad przebiegiem konwersacji. Jest w tym mistrzynią. Najczęściej tak formułuje wypowiedzi, by rozmówcy nie mieli podstaw domyślać się, co naprawdę sądzi. Mimiką i mową ciała operuje świadomie, by jak najmniej wyrażały”. Są jednak osoby, które przekonały się, że Elżbieta II, jeśli tylko chce, potrafi tonem głosu i spojrzeniem wywołać także piorunujące wrażenie. „Po powrocie z przerwy świątecznej zapytałem raz królową, czy miło spędziła Boże Narodzenie” – napisał we wspomnieniach jeden z jej sekretarzy. – „W odpowiedzi zobaczyłem, jak w jednej sekundzie jej twarz zmienia się w maskę bez wyrazu. Wbiła we mnie wyniosły wzrok. Zrozumiałem, że zadałem niestosowne pytanie. Ta scena mogłaby być instruktażem dla aktorów, jak małym gestem można wyrazić tak wiele”.

Helen Mirren, przygotowując się do roli Elżbiety, długo studiowała język ciała monarchini. Zauważyła, że królowa, gdy coś ją niecierpliwiło, zaczynała bawić się swoim pierścionkiem zaręczynowym. Aktorka skopiowała ten gest. Elżbieta II nigdy nie przyznała się do tego, że zobaczyła film o sobie, ale od tamtego czasu przestała bawić się pierścionkiem. Królowa, jeśli tylko chce, potrafi też przekonująco grać rolę zwykłej starszej pani. Kiedy kilka lat temu jej samolot tankował w Singapurze, wybrała się do lotniskowego sklepu i buszowała na stoisku z kosmetykami. Zgodnie z jej życzeniem ochrona obserwowała ją z dyskretnej odległości. Elżbietę bawiło, że nikt nie zwraca na nią specjalnej uwagi. W końcu wiadomo, że brytyjska królowa nigdy nie robi zakupów osobiście, więc wszelkie podobieństwo skromnie zachowującej się staruszki w chustce Hermèsa na głowie do monarchini musiało zostać uznane za przypadkowe. Wiele osób podejrzewa, że jeśli Elżbiecie czegoś brakuje w życiu, to właśnie takich momentów. Jak widać, nawet królowa nie może mieć wszystkiego.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Men in Kilts Calendar | Kilted (@kilted.photography)

 

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również