Meghan i Harry - wielcy pechowcy
Fot. Rex Features/East News

Meghan i Harry - wielcy pechowcy

Za kilka tygodni ukaże się długo oczekiwana autobiografia ex - książęcej pary, w której Meghan (38) i Harry (35) opowiedzą o swojej drodze ku wolności (czy jak mawiają Brytyjczycy - ucieczce z brytyjskiego dworu). Zgodnie z zapowiedzią wydawcy, małżonkowie którzy z końcem marca oficjalnie przestali być wyższymi rangą członkami brytyjskiej rodziny królewskiej, zdradzą tam wiele nieznanych szczegółów ze swojego życia i przedstawią swoją wersję wydarzeń, którymi kilka miesięcy temu żyło pół świata. Czy książka „Finding Freedom: Harry and Meghan and the Making of a Modern Royal Family” sprawi, że świat lepiej ich zrozumie, a rodacy Harry’ego wreszcie im wybaczą odejście z królewskiej rodziny? Póki co, pragnąc odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie, małżonkowie zaliczają spektakularne wpadki….

Nie mam zamiaru krytykować Meghan i Harry'ego. Brytyjczycy robią to tak często i z takim zacięciem, że nie ma sensu wchodzić w ich kompetencje. Zresztą, przyglądając się poczynaniom tej pary odnoszę wrażenie, że oni naprawdę się starają. Naprawdę chcą być lubiani, naprawdę chcą odbudować wizerunek i odzyskać zaufanie po serii wpadek, nietaktów, gaf, pogwałceń protokołu i wreszcie - ich zbrodni największej, czyli wypisaniu się z królewskiej rodziny. Sęk w tym, że im bardziej Meghan i Harry się starają, tym bardziej im nie wychodzi i zazwyczaj odnoszą skutek odwrotny od zamierzonego. Albo więc Meghan i Harry mają wyjątkowo kiepskie wyczucie chwili albo są największymi pechowcami w historii royalsów.

Gdy wybuchła pandemia, Królowa Elżbieta II wygłosiła budujące orędzie, w którym wyraziła przekonanie, że wspólnymi siłami uda się pokonać kryzys. Uwielbiana przez Brytyjczyków księżna Kate udzieliła wywiadu on-line śniadaniówce „This Morning” i opowiedziała o tym, jak dzieli z rodakami trudy życia w izolacji i domowego nauczania. Razem z dziećmi biła też brawo dla medyków walczących z koronawirusem. Książę William ogłosił, że planuje latać karetką powietrzną, by w ten sposób pomóc poddanym w walce z pandemią. W tym samym czasie książę Harry był zajęty… przeprowadzką. Po głośnym odejściu z królewskiej rodziny, zmieniał z żoną i synkiem luksusową rezydencję w Kanadzie na wystawny dom w Los Angeles. I choć pożegnał się z poddanymi pięknymi słowami („Byłem dumny służąc królowej i krajowi”), niesmak pozostał. Kilka dni później, mimo szalejącej na świecie pandemii, razem z Meghan uznali, że dobrym pomysłem będzie akurat wtedy ogłoszenie na łamach „The Daily Telegraph” nazwy i misji swojej fundacji Archewell (z poprzedniej nazwy „SussexRoyal”, w którą zainwestowali sporo pieniędzy musieli zrezygnować z powodu sprzeciwu królowej). Kłopot w tym, że tego samego dnia premier Wielkiej Brytanii, Boris Johnson trafił do szpitala z powodu koronawirusa. Drżący o zdrowie premiera Brytyjczycy, odczytali więc oświadczenie Meghan i Harry’ego jako wielki nietakt. I dali temu wyraz w internecie. Hakerzy przekierowywali wtedy link do fundacji Meghan i Harry’ego na stronę z utworem „Gold Digger” Kanye’go Westa, wyszydzając w ten sposób z Meghan. Tydzień później świat obiegły zdjęcia małżonków, przemierzających ulice Los Angeles. Meghan i Harry roznosili jedzenie potrzebującym. Można by założyć, że taki gest zostanie wreszcie pozytywnie odebrany przez opinię publiczną. Nic bardziej mylnego! Tym razem zarzucono im lansowanie się na pandemii i próbę ratowania wizerunku kosztem chorych. Trzy dni później para niespodziewanie obwieściła, że kończy współpracę z czterema brytyjskimi tabloidami. Wystosowali list do każdej z tych redakcji, w którym wyrazili dezaprobatę dla ich działalności, zapowiadając koniec współpracy. Tego dnia jednak, bardziej od informacji że Meghan i Harry nie udzielą wywiadu redakcjom „The Sun”, „The Daily Mail”, „The Mirror” i „The Express”, opinię publiczną interesował kolejny gigantyczny wzrost zachorowań na koronawirusa. Poczynania Meghan i Harry’ego znów zostały więc odczytane jako nietaktowne i pozbawione wyczucia. Wkrótce pojawiły się plotki o tym, że Harry trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Brytyjskie media podały, że nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a ciągła walką z hejtem staje się dla niego nie do zniesienia. Plotkowano też, że coraz poważniej myśli o powrocie do ojczyzny, bo w nowym miejscu nie potrafi się zaaklimatyzować. Poza planowanym otwarciem fundacji, nie widzi tam podobno perspektyw zawodowych. Inaczej jego żona, która podpisała kontrakt z Disneyem. Póki co, ani brytyjski dwór, ani sami zainteresowani nie odnieśli się do tych rewelacji. Tymczasem pech pary znów dał o sobie znać - na kilka tygodni przed książką małżonków, ukazała się inna pozycja, traktująca o ich historii. Autorka „Meghan and Harry: The Real Story”, Lady Colin Campbell, pokazała w niej byłą księżną jako manipulantkę i intrygantkę, uzależnioną od sławy i nastawioną na karierę. W środku zawarła też sporo obraźliwych słów zarówno o Meghan jak i o Harrym (ją określając mianem przebiegłej, a jego nazywając głupim). Jakby tego wszystkiego było mało, media coraz częściej zaglądają małżonkom do portfela, dochodząc do konkluzji, że od wyprowadzki z Wielkiej Brytanii nie zarobili ani grosza. W tym samym czasie mieli zakupić rezydencję w LA za 14 mln dolarów i jak doniósł „Daily Mail” narazić na straty rzędu 320 tysięcy złotych kanadyjskich podatników (to oni płacili za ochronę pary, gdy ta w listopadzie przeprowadziła się do Vancouver). 

Wygląda na to, że Meghan i Harry mają sporo do nadrobienia, by odzyskać zaufanie i sympatię. Czy książka, która już w sierpniu trafi do księgarni im w tym pomoże? I czy dzięki niej pechowcy wreszcie zażegnają złą passę?

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również