Sidney Polak i Paulina Szendal, czyli jak ogień i stal
Fot. Fot: Tomasz Sagan

Sidney Polak i Paulina Szendal, czyli jak ogień i stal

Zmieniła jego życie. Przy niej stał się dojrzałym mężczyzną. I choć jest menedżerem w korporacji, to doskonale rozumie jego artystyczną duszę. Razem tworzą duet prawie doskonały.

Paulina Szendal: Spotkałam go kiedyś w siłowni. Przyglądałam mu się, szczególnie tej jego burzy kręconych włosów. Wydawało mi się, że skądś go znam. Gdy napisał do mnie na Facebooku, odpowiedziałam, ale podchodziłam do tej znajomości z dystansem. Kiedy dowiedziałam się, że jest muzykiem, myślałam, że nie będziemy mieli o czym rozmawiać, bo jesteśmy z kompletnie innych światów. Gdy zaprosił mnie na randkę, wahałam się, ale ciekawość wygrała. Jarek zabrał mnie do klimatycznej kawiarni na Pradze. Siedzieliśmy tam prawie do drugiej w nocy i nie mogliśmy przestać rozmawiać. Dawno nie spotkałam tak mądrego faceta. Następnego dnia zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że poznałam niesamowitego człowieka. Zazwyczaj nie mówiłam jej o swoich randkach. W stosunku do Jarka byłam jednak zdystansowana. Czekałam na jego inicjatywę. Nie czułam presji, żeby być w związku. Musiałam mieć pewność, że to partner, któremu będę mogła zaufać. Lojalność jest dla mnie bardzo ważna. 

Z Jarkiem widywaliśmy się często, ale każde z nas miało też swoje sprawy. Kiedyś zabrał mnie na występ T.Love do parku Sowińskiego, spędziliśmy razem dzień, dużo rozmawialiśmy o życiu, naszej przeszłości, planach i oczekiwaniach. Zaproponował mi wspólne wakacje, a ja się zgodziłam. Trzy tygodnie w Meksyku, a także niespodziewana wizyta u jego mamy były cudowne. Kiedy wróciliśmy, w piękny sposób powiedział, że beze mnie nic nie ma sensu i czy moglibyśmy razem zamieszkać. Nie wahałam się. W pierwszej kolejności na moim stole pojawiły się jego głośniki, a w rogu pokoju kilka stojaków z gitarami. Chciał mi przedstawić też dzieci, ale ja się długo wzbraniałam. Kiedy je poznałam, okazało się, że szybko złapaliśmy dobry kontakt. Ale nie narzucałam się, zostawiłam im przestrzeń. Po jakimś czasie przeprowadziliśmy się do nowego domu. 

Mamy różne tryby pracy. Ja jestem zajęta od wczesnego ranka zwykle do 17. Są dni, kiedy pracuję z domu, więc muszę mieć do tego warunki. On pracuje do późna w nocy i rano odsypia. Aby mnie nie budzić, zakłada słuchawki, a na perkusji gra, kiedy nie ma mnie w domu. Podczas jego pracy nad ostatnią płytą zdarzało się, że rano budził mnie jego śpiew. To przyjemne uczucie, kiedy słyszysz takie dźwięki zamiast budzika. Oczywiście bywa roztargniony i wchodząc w nocy do sypialni, zapala światło, za co dostaje reprymendę i szybko je gasi. Nie zakręca tubki z pastą do zębów i używa mojego ręcznika. Kiedy pojawiają się między nami spięcia, ja zamykam się w sobie, za to Jarek po godzinie przychodzi i wyciąga rękę do zgody. Rozbraja mnie żartem, potrafi bez problemu wprawić mnie ponownie w dobry nastrój. 

Nasza relacja opiera się na poczuciu, że żadne z nas nie jest ważniejsze od drugiego. Fakt, że jesteśmy spełnieni zawodowo, zapewnia nam harmonię. Jestem poukładana, ale lubię spontaniczność. Mimo to Jarek zaskakuje mnie czasem totalnym roztargnieniem. Pytam, o której ma koncert, a on mówi, że dowie się dwie godziny przed występem. W kuchni mi nie przeszkadza i zostawia pole do popisu. Rano robi kawę, a czasami zaskoczy mnie śniadaniem – specjalizuje się w jajecznicy, naleśnikach i makaronie z jajkiem. Ciężko znaleźć mu czas na domowe obowiązki, ale do niego należy wynoszenie śmieci. Gdy nagrywał płytę, zupełnie się wyłączył, zapominał nawet o nich. Ale to rozumiałam. Związek to kompromisy, a nie zmienianie partnera na siłę. 

Nowe pomysły na piosenki powstają w różnych okolicznościach, bywa, że nagrywa je na dyktafon w telefonie podczas naszych podróży. Czasami śmiejemy się, że są po norwesku, bo to dziwne słowa, które go naprowadzają na tekst. Pyta, czy coś zmienić, słucha moich rad. Pomagam mu w pracy nad warstwą muzyczną. Mówię, że w tej partii warto dodać inny instrument. Dawniej nie znałam nawet ich nazw, dziś już umiem rozpoznawać na przykład marimbę czy timbalesy. Na najnowszej płycie jest piękna piosenka „Ogień i stal”, którą dostałam od Jarka w prezencie. To niesamowita niespodzianka i oczywiście jeden z moich ulubionych utworów. On daje mi dużo ciepła, wsparcia. Choć świat korporacji, zarządzanie, medycyna są mu obce, gdy mam z czymś problem, potrafi mi to wytłumaczyć na innym poziomie. Ze swoim socjologicznym wykształceniem umie mi wyjaśnić pewne mechanizmy, którymi rządzą się, jak on to mówi, małe grupy społeczne. Interesuję się modą, dlatego staram się trochę zmienić jego styl, ale jest oporny. Od 18. roku życia grał w T.Love i to zespół go wychował. Zauważyłam, że wszystkie chłopaki mają swoje ulubione ubrania i wiecznie w nich występują. Czasem podrzucam mu jakieś nowe ciuchy, bo męczą go zakupy i przymierzanie, za to trudno go wyciągnąć z empiku czy sklepu z instrumentami. Oboje lubimy motoryzację, Jarek ma skuter, którym jeździmy, jak jest ciepło. Lubimy też bliskie i dalekie podróże. Może niedługo znów się gdzieś wybierzemy. Staram się dbać o to, co jest między nami, bo wiem, że takie relacje zdarzają się rzadko. Oprócz tego, że się bardzo kochamy, to też się przyjaźnimy i wierzę, że tak będzie zawsze. 

Paulina Szendal – menedżer w firmie farmaceutycznej, zarządza projektami badań klinicznych, absolwentka studiów wyższych na kierunku zarządzanie i systemy informacyjne. Pochodzi z Kraśnika.

 

Sidney Polak: Gdy koledzy z T.Love poznali Paulinę, powiedzieli, że jest elementem boskim w moim życiu. Też tak uważam. Na mojej nowej płycie wymieniłem ją jako współproducentkę. Pomysły na ten album zbierałem przez dziewięć lat, wiele tekstów zacząłem, ale nie potrafiłem ich skończyć. Myślę, że ta płyta bez niej nie powstałaby. Kiedy coś skomponuję, pytam, co o tym sądzi. Ona ma dobry gust muzyczny, dlatego się jej radzę i ufam jej opinii. Teraz piszę kolejne piosenki, bo wpadłem w wir tworzenia. Jestem szczęśliwy, spokojny, mam ciepły i bezpieczny dom. Mogę w nim grać, w salonie stoją moje bębny, a obok znajduje się pokój-studio. Niczego więcej nie potrzebuję. 

Rok przed jej poznaniem przeżyłem rozwód, zostałem poharatany przez los, a i moje dawne relacje z kobietami nie były najlepsze. Mam dorosłego syna z pierwszego związku i dwoje dzieci z drugiego. Ze wszystkimi widuję się regularnie. Rita ma 8 lat, a Hugo 6,5 roku. Kiedy dzieci przychodzą do mnie, a Paulina jest jeszcze w pracy, pytają, kiedy wróci. One ją lubią, jej dobrą energię, a zarazem spokój, który od niej bije. Obserwują nasze relacje i czują się u nas bezpiecznie. 

Jesteśmy razem od trzech lat. Ten pierwszy rok to było spokojne poznawanie się. Byliśmy sąsiadami na Tarchominie, więc spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Umawialiśmy się na rowery, na wspólne bieganie czy tenisa. Zanim się poznaliśmy, widywałem ją w siłowni, do której chodziłem na treningi. Wpadła mi w oko: świetnie ubrana, z superfryzurą. Dopiero rok później zamieniliśmy kilka słów. Byłem ciekawy, kim jest ta dziewczyna. Znalazłem jej profil na Facebooku i zainicjowałem kontakt. Zaczęliśmy do siebie pisać. Dość szybko udało mi się ją wyciągnąć na randkę. Atrakcyjnych dziewczyn jest wiele, ale ona była inna, miała klasę, a na randce urzekła mnie stylem bycia i… głosem. Od razu zwróciłem uwagę na to, jak niezwykle on brzmi. Mogę jej słuchać godzinami. Zaskoczyła mnie tym, co robi. Była zupełnie z innej bajki niż kobiety, które dotychczas poznawałem. Paulina jest menedżerem w firmie farmaceutycznej, zajmuje się badaniami klinicznymi i wprowadzaniem nowych leków na rynek. O swojej pracy zawsze mówi z wielką pasją, w dodatku doskonale odnajduje się w korporacji. Gdy ma jakiś problem, od razu zastanawia się, jak go rozwiązać, i nigdy nie histeryzuje, nie dzieli włosa na czworo. Podoba mi się, że jest taka ambitna. Jej praca wymaga ciągłego rozwoju, wciąż trzeba się doszkalać. Ona to lubi. Cenię w niej także to, że jest równorzędną partnerką i dobrym przyjacielem. Niedługo po naszym poznaniu się mój ojciec miał wylew i trafił do szpitala. Paulina bardzo mnie wsparła. Dzwoniła i mówiła „Przyjadę do ciebie, pomogę. Daj znać, co jeszcze potrzeba”. 

Jeszcze przed całym tym wydarzeniem wyjechaliśmy na pierwszą wspólną wycieczkę do Meksyku. Zaraziłem ją pasją do pływania i nurkowania. Od razu zrobiła patent nurkowy, bo niczego się nie boi. Okazało się, że skakała już kiedyś ze spadochronem. Zaimponowała mi tym. Do Meksyku lecieliśmy z Wiednia. Tam też zostawiliśmy samochód, bo w drodze powrotnej mieliśmy jechać na koncert T.Love w Bieszczady. Kiedy po urlopie wróciliśmy do Europy, okazało się, że koncert został odwołany, a my mamy jeszcze kilka dni luzu. Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby Paulina poznała moją mamę, która mieszka w Chorwacji przy granicy z Węgrami. Zamieszkała tam z drugim mężem, Chorwatem, z którym po kilkunastu latach spędzonych w Niemczech kupili dom w jego rodzinnej wsi. To była piękna podróż, a moja mama i Paulina nawiązały fajną relację. 

Po powrocie z wakacji zamieszkaliśmy razem. Mamy dom w Legionowie Po skończeniu płyty wróciłem do uprawiania sportu: pływania, roweru. Bardzo lubię triatlon, w sierpniu planuję wystartować w „połówce” Ironmana w Gdyni. Paulina wspiera mnie w tym, bo jest fanką sportu. Niedawno wzięła udział w instagramowym konkursie amerykańskiej gwiazdy fitnessu. Na brzuchu wyćwiczyła „sześciopak” i odżywia się według specjalnego planu. Paulina świetnie gotuje i dba o naszą dietę. Głównie jemy ryby, warzywa i owoce. Zwykle rano robi sobie omlet z białek, a mnie przy okazji jajecznicę. Ale zdarza się, że na obiad uproszę ją o placki z jabłkami, które uwielbiam, albo o schabowego. Czasami stołujemy się na mieście, ale wolimy w domu. Nie interesują nas nocne zabawy w klubach ani przyjęcia, chyba że w gronie najbliższych znajomych. Jeśli gdzieś imprezujemy, to głównie podczas zagranicznych wyjazdów. Lubimy podglądać życie nocne Berlina, Nowego Jorku, Chicago. 

Paulina ma wiele zainteresowań, dużo czyta. Każde z nas ma swoje sprawy, czasem osobne wyjazdy – ona służbowe, ja na koncert, choć jeśli jest to weekend, staramy się jeździć razem. Ale nie ma w nas zazdrości, bo oboje sobie ufamy. Dojrzeliśmy do takiego związku. Nie wyobrażam sobie życia
z kimś, kto przegląda mój telefon albo komputer. W przyszłości chciałbym nadal pisać dobre piosenki i tworzyć z Pauliną taki dom, o jakim zawsze marzyłem.

Sidney Polak (Jarosław Marek Polak) – muzyk, autor tekstów, kompozytor, wokalista, perkusista, a także producent muzyczny. Od 1990 roku perkusista zespołu T.Love. Niedawno wydał trzecią solową płytę pt. „3”. Ponadto socjolog – doktorant Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 03/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również