Wracamy na „Wichrowe wzgórza”, do Heatcliffa i Cathe, bohaterów powieści Emily Brontë. Z sentymentem? Tak, ale i z ciekawością: czym nowa ekranizacja różni się od książki i poprzednich jej adaptacji filmowych? I czy Margot Robbie i Jacob Elordi — jak zapowiada reżyserka — okażą się najgorętszą parą, grającą w romansie wszech czasów?
Margot Robbie i Jacob Elordi — duet, który rozpala ekran
Ten film budził kontrowersje zanim jeszcze ekipa filmowa weszła na plan zdjęciowy. Gdy reżyserka Emerald Fennell przedstawiła aktorów, których wybrała do głównych ról w swojej epickiej produkcji, pojawiły się głosy, że Margot Robbie nie pasuje do roli Cathe, ponieważ „jest za stara”. Fakt, książkowa bohaterka była nastolatką, aktorka jest dojrzałą kobietą i – co również oburzało widzów – blondynką. W oryginale Cathe miała burzę czarnych włosów, była dzika, nieokiełznana – i pod tym względem akurat Juliette Binoche – grająca tę rolę w 1992 roku – sprawdzała się idealnie. Jacob Elordi też nie miał łatwo, bo rywalizował z takimi Heathcliffami jak: Laurence Olivier, Richard Burton, Ralph Fiennes, Tom Hardy. Jednak Emerald Fennell ani przez chwilę nie miała wątpliwości, że para, która zagra w jej adaptacji, rozpali ekrany kin na całym świecie.
Mroczna elegancja, zmysłowość i kategoria R!
Fennell nie myliła się – między aktorami od początku była „chemia”. Tak silna, jakby nie grali swoich ról, tylko sami byli kochankami. A ona jeszcze bardziej podkręcała atmosferę na planie. Do tego stopnia, że film dostał kategorię R – czyli dla dorosłych. Gorący trailer filmu, w którym aż kipiało od erotyzmu, oburzył wielbicieli klasycznych wersji „Wichrowych wzgórz”. No, bo jak to: Emily Brontë i „takie sceny”?! Ale przecież Fennell od lat udowadnia, że nie interesuje jej kino „grzeczne”. Nie boi się przesuwać granic, prowokować. Udowodniła to już w „Saltburn” i „Obiecującej. Młodej. Kobiecie”. Angielka przyznała, że od lat marzyła o nakręceniu „Wichrowych wzgórz”, ale właśnie w wersji odważnej, mrocznej, namiętnej. Bardziej… prawdziwej i współczesnej, mimo że osadzonej w realiach XIX wieku. Czekała tylko na odpowiedniego Heathclifa. I gdy trzy lata temu na planie „Saltburn” pojawił się intrygujący Elordi, od razu poczuła: „To jest on!”, i mogła ruszyć z całą produkcją. – Jacob ma niezwykłą zdolność wyrażania emocji, które są jednocześnie surowe i delikatne. On nie gra Heathcliffa, on nim jest – przyznała po zakończonych zdjęciach Margot Robbie, wychwalając kolegę z planu.
„Margot Robbie jest partnerką, która daje ogromne poczucie bezpieczeństwa, nawet w najbardziej wymagających scenach”, opisał ją Elordi. Oboje przyznali, że ich praca była „jak taniec — intensywny, czasem brutalny, ale zawsze prawdziwy”. I właśnie o tę prawdę chodziło reżyserce! Chciała stworzyć bohaterów z krwi i kości. Surowych, do bólu namiętnych, impulsywnych, pełnych napięć i obsesji. To nie jest romantyczna para, jakie oglądaliśmy w poprzednich adaptacjach — to ludzie, którzy wzajemnie się niszczą. Nie potrafią żyć ani z sobą, ani bez siebie. Jest pożądanie i szaleństwo, ale też ból, tęsknota i rozdarcie. Heathcliff, pod reżyserskim okiem Elordi, przestaje być zbuntowanym romantykiem, a staje się człowiekiem zranionym, dzikim i absolutnie nieprzewidywalnym. A Cathe? Świadoma swojej siły, także tej destrukcyjnej, kobieta. Z XIX wieku, a jednak tak współczesna.
Czym jeszcze zaskoczą nas „Wichrowe wzgórza”? Wizualną odwagą kostiumologów i scenografów. Wnętrza i stroje w nowej ekranizacji historii Catherine i Heathcliffa są wyraziste, czasami wręcz barokowe, a jednocześnie bardzo współczesne. Dalekie od klasycznej elegancji, do której przywykliśmy, oglądając wcześniejsze wersje filmowe. Zmysłowości dodaje im muzyka Charli XCX – brytyjskiej piosenkarki i kompozytorki – gotyckie, mroczne brzmienia mają nas odurzyć i porwać w głąb tej epickiej love story.
Czy ta nowa wersja „Wichrowych wzgórz” – jak zapowiedzieli amerykańscy krytycy – doczeka się miana kultowej, a za rok zgarnie większość Oscarów? Dajmy jej szansę.