Wywiad

Zofia Wichłacz: "Wystarczająco dobra. Uwielbiam te słowa"

Zofia Wichłacz: Wystarczająco dobra. Uwielbiam te słowa
Zofia Wichłacz w sesji zdjęciowej do magazynu Twój Styl
Fot. ALDONA KARCZMARCZYK/VDA

Idzie drogą, którą sama wybrała. Debiutowała jako 19-latka, rok później w Berlinie zdobyła tytuł „gwiazdy jutra”, ale to jej nie uwiodło. Kariera? – Nie za wszelką cenę – mówi Zofia Wichłacz. Chce założyć rodzinę, dba o przyjaciół, rozwija pasje. Unika ścianek, nie ma Instagramu. Nie wszyscy muszą ją znać. Da się tak żyć w show-biznesie? Owszem.

Wystartowała wcześnie. Jako licealistka zagrała Melę w Moralności pani Dulskiej w Teatrze TV, później Biedronkę, bohaterkę Miasta 44. Był za to Orzeł w kategorii Odkrycie Roku i nagroda dla aktorki pierwszoplanowej w Gdyni. Później Zofia Wichłacz zagrała w Powidokach Wajdy, Pokocie Holland i Amoku Adamik. W filmach Macieja Sobieszczańskiego, Pawła Maślony, Jana Holoubka. Dużo, jak na dziewczynę bez szkoły filmowej. W Zimie pod znakiem wrony Kasi Adamik znów dostała trudne aktorskie zadanie.

Zofia Wichłacz: "pewne role znajdują aktorów w odpowiednim momencie"

Twój STYL: W Zimie pod znakiem Wrony grasz Alinę, dwudziestolatkę zaangażowaną w walkę z komuną. Wyzwanie?

Zofia Wichłacz: Tak! Na casting zaproszono mnie, gdy byłam na początku studiów psychologicznych. Nie planowałam wtedy wiele pracować, ale sytuacja była wyjątkowa... Miałam zagrać doktorantkę psychiatrii – pewne role znajdują aktorów w odpowiednim momencie. Na zdjęciach próbnych odtwarzaliśmy kluczową dla mojej postaci scenę – Alina próbuje wyjaśnić brytyjskiej lekarce, Joan Andrews, o co chodzi ludziom walczącym w Polsce z komuną. Co to jest „wrona” (WRON), kim jest Jaruzelski itd. Joan wpada w kocioł stanu wojennego i nie ma zbyt wielu sojuszników oprócz Aliny, jest jej idolką. Ale okazuje się antypatyczna, Alina nazywa ją nawet „napuszoną pindą”. Spodobał mi się rozwój ich relacji – od tarć do głębokiego porozumienia. W kinie najbardziej interesuje mnie konfrontacja rozmaitych emocji, złożoność doświadczeń. Gdy widz mówi: „To o mnie” albo „też się tak kiedyś czułem”, widzę sens aktorstwa.

Zofia Wichłacz
fot. ALDONA KARCZMARCZYK/VDA

 

Zofia Wichłacz: "Odpowiedzialność czasami oznacza odpuszczenie"

Jak widziałaś swoją przyszłość ponad 10 lat temu, kiedy za Miasto 44 dostałaś Orła, nagrodę, o jaką wielu twórców zabiega całe życie. Miałaś plan?

Miałam marzenie, żeby zostać aktorką, po prostu. Słyszałam, że ten zawód bywa niewdzięczny, ale to nie miało znaczenia. Chciałam grać, rozwijać się, spełniać. O kosztach, ryzyku, zasadach, na jakich działa filmowy świat, dowiedziałam się później. Dziś bym tę nastoletnią Zosię przytuliła, a potem dała kopniaka na szczęście: idź po swoje, ale uważaj. Bo nastolatki nie chcą być pouczane.

To „swoje” oznaczało nieoczekiwany zwrot akcji – zdałaś do warszawskiej Akademii Teatralnej i po pół roku powiedziałaś: stop, to nie dla mnie. Tłumaczyłaś, że nie odpowiadała ci przemocowa atmosfera, dyskomfort psychiczny. Czy powtórzyłabyś tę decyzję?

Tak. Wiem, że była dobra. Wynikała z intuicji, poczucia, że chcę iść swoją drogą, choćby była niestandardowa, trudniejsza. I że wezmę za to odpowiedzialność. Lubię określenie „gut feeling” – pozytywne przeczucie, podpowiedź z trzewi, z serca. Ufam jej. Warsztat aktorski budowałam w drodze, na planach, także za granicą. W Anglii grałam w serialu Świat w ogniu, w Danii – w DNA. Uczyłam się od reżyserów o różnych stylach pracy. Jedni tworzą scenę precyzyjnie, krok po kroku, inni zostawiają dużo przestrzeni i mówią: zobaczmy, co się wydarzy. Kontrola czy zaufanie? – aktor musi być gotowy na obie sytuacje. Plan to lekcja pokory i uważności. Kończyłam kursy, m.in. w Instytucie Grotowskiego we włoskiej Pontederze. Wierzę, że poza akademią można zdobyć warsztat. Cenię aktorów, których role wynikają z osobowości, wrażliwości i doświadczenia. Ostatnio poruszył mnie Tom Pelphrey w serialu Task. Słuchałam wywiadu z nim przeprowadzonego przez Davida Duchovnego. Mocna rozmowa, w której Pelphrey opowiada o walce z alkoholizmem, kryzysach psychicznych. Pokonał trudną drogę i teraz, po dwudziestu latach, jest wreszcie na szczycie. Uważa, że osobiste przejścia przekładają się na role. Też w to wierzę. Doświadczenia i wrażliwość – to skuteczne narzędzia. Przy okazji trzydziestych urodzin zrobiłam bilans, zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wybierała inaczej. Jeśli skończyłabym szkołę teatralną, na pewno miałabym inny warsztat, prawdopodobnie występowałabym więcej na scenie. Ale odpowiedzialność czasami oznacza odpuszczenie. Akceptuję to, że bez dyplomu trudniej mi będzie grać w teatrze. Umiem z tym żyć.

Zofia Wichłącz 2
fot. ALDONA KARCZMARCZYK/VDA

Zofia Wichłacz: "Chcę mieć czas na zwykłe życie. Ono jest najważniejsze"

Mówisz o filozofii: pozwalam sobie być wystarczająco dobra. To nie jest minimalizm?

Uwielbiam te słowa: wystarczająco dobra. Nie chodzi o minimalizm, raczej o urealnianie fantazji i marzeń. W moim przypadku za ambicje płaciło ciało. Grałam dużo w bardzo młodym wieku, pracując nad debiutem, byłam na planie przez kilka miesięcy bez przerwy. Organizm zaczął dawać sygnały: przyhamuj, odpocznij, ja też jestem ważny. Poczułam się przeciążona fizycznie i emocjonalnie. Musiałam nauczyć się dialogu z ciałem, zadbać o siebie. Pomogła mi psychoterapia. Dzięki niej zrozumiałam, że nie chcę sukcesu za wszelką cenę. Konsekwencją było zwolnienie tempa. Nie da się doświadczyć wszystkiego w tym samym czasie, być we wszystkich miejscach naraz. Albo robię film za filmem, albo buduję związek, troszczę się o rodzinę, przyjaciół, kończę studia. Aktorstwo zawsze będzie moją miłością, ale... Chcę mieć czas na zwykłe życie. Ono jest najważniejsze. I właśnie niezwykłe! Już nie czuję niepokoju, że coś mnie ominie, coś zaniedbam.

Nieoczywisty jest także twój wybór dotyczący niebywania, unikania ścianek, mediów społecznościowych.

Nigdy mnie to nie pociągało. Od kilku lat nie mam Instagramu, męczyła mnie obecność tam. Pomyślałam, że skoro są w Polsce aktorzy, którzy radzą sobie bez niego, spróbuję i ja. Ulżyło mi i jest zupełnie okej.

Od tego płaci się podatek. Aktorki „instagramowe” wywołują automatyczne skojarzenie: A, to ta, która kupiła dom w Hiszpanii, pomaga zwierzętom, rozstała się z... Po twoim nazwisku następują trzy sekundy zastanowienia: kto to?

Nie zależy mi, żeby wszyscy mnie znali. Aktorstwo to nie jest moja główna tożsamość. Najpierw jestem człowiekiem, kobietą, potem partnerką, siostrą, córką, wreszcie właścicielką i opiekunką psa. Dopiero dalej na liście jest aktorka i studentka, kiedyś może psycholożka. Przez bycie człowiekiem rozumiem to, czy jestem w porządku wobec innych, czy stać mnie na autorefleksję, wgląd w siebie. Jako kobieta w przyszłości chcę założyć rodzinę. To jest dla mnie teraz najważniejsze.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.

 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 05/2026