Twój Styl
Po co mi ten sportowy zegarek?
Fot. iStock

Po co mi ten sportowy zegarek?

Policzy ci kroki, pochwali, że tak ładnie poćwiczyłaś, zgani, jeśli drugi dzień nie chce ci się ruszyć. Podsunie trening, sprawdzi, czy dobrze spałeś. Zmotywuje. Sportowy zegarek. Na mnie to działa.

Mój pierwszy zegarek sportowy był wspaniały. Dlaczego? Bo zawsze mnie chwalił. Nieustannie komunikował, że zrobiłam coś świetnie albo fantastycznie. Że jestem „winner”, czyli zwycięzcą – wszędzie starał się znaleźć rekord. Nawet drobny.

Zegarek, który liczy do 10 tysięcy... kroków

A to przebiegłam szybciej niż zwykle 5 km, a to zrobiłam więcej treningów w tygodniu niż zazwyczaj, a to więcej kroków dziś niż wczoraj. Kiedy przez trzy kolejne dni udawało mi się dreptać więcej niż z reguły, zegarek wysyłał mi informację, że mam na koncie „hattrick”!

Kiedy za długo siedziałam przy komputerze w pracy, pokazywał komunikat „move!” („rusz się!”). Ten rozkaz też lubiłam, bo przypominał, że trzeba się przejść, herbatę zrobić, zajrzeć do sklepu po owoce.

Szczególnie podobało mu się, kiedy robiłam 10 tysięcy kroków dziennie (to idealna liczba – zapewnia zdrowie, pomaga zachować szczupłą sylwetkę, poprawia samopoczucie). Zawsze pisał wtedy do mnie coś miłego. Kiedy z jakichś powodów mi się nie udawało, obniżał próg. Kiedy znów wytuptałam więcej – podwyższał.

À propos 10 tysięcy kroków dziennie – wydaje się wam pewnie, że każdy tyle robi? Otóż niekoniecznie. Okazuje się, że jeśli wsiadamy pod domem do samochodu, jedziemy nim do pracy i z powrotem, a potem nie robimy spaceru ani tym bardziej przebieżki, nie jest to łatwe. Zdarzają się kryzysowe dni, kiedy kończymy na dwóch, trzech tysiącach kroków, a to trochę mało, żeby spalić kalorie, których tego dnia dostarczyliśmy. A wiadomo, czym grozi kaloryczna nadwyżka. 

Regres, progres, przeciążenie

Niestety, mój nowy sportowy zegarek nie jest ze mnie nieustannie zadowolony (ale może to oznaka jego profesjonalizmu?). Pokazuje, czy aktywność fizyczną w ostatnim czasie można podsumować jako regres (gorszy wynik), utrzymanie (na podobnym poziomie jak wcześniej), progres (lepszy wynik) albo przeciążenie (ryzyko kontuzji). Lubię tę funkcję, szczególnie gdy pokazuje progres. I przeciążenie. Bo to znaczy, że przez kilka dni udało mi się porządnie poćwiczyć. Spokojnie, potem daję sobie czas na regenerację. Zegarek pyta o stopień zaawansowania w treningach i od tego uzależnia skalę. Ważne, żeby odpowiedzieć zgodnie z prawdą, bo jeśli ktoś jest początkującym sportowcem, a ustawi funkcję „pro”, według urządzenia zawsze będzie ćwiczyć za mało, co może zniechęcić. A nam przecież chodzi o zachęcanie, prawda?

Po treningu podziwiam liczbę utraconych kalorii

Włączam zegarek, nawet kiedy ćwiczę jogę. Nie chodzi o to, żeby sprawdzić, ile spaliłam kalorii – akurat na tym treningu zbyt wielu się nie spala. Chcę sprawdzić, czy na pewno trenuję tyle, ile mi się wydaje. Czasem chwalę się sama przed sobą, jaka jestem aktywna, przecież robię cztery, pięć treningów w tygodniu! Zegarek bezlitośnie punktuje, że jednak w tym udało mi się zrobić tylko dwa. Nie pozwala się oszukiwać. Pokazuje tętno, z jakim ćwiczę lub biegam, co pomaga się nie przeforsować. Liczy dystans, średnie tempo biegu czy jazdy na rowerze. Nie ma nic przyjemniejszego niż solidny trening, a potem podziwianie liczby utraconych kalorii. Pięćset, czasem nawet siedemset i już wiem, że mogę iść na kawałek ulubionego ciasta! 

Dobre zegarki odróżniają dyscypliny sportu. Mierzą osiągi w pływaniu, aerobiku, treningu siłowym, crossficie, na łyżwach, rolkach, grze w badmintona. Przez Bluetooth łączą się ze sportowymi aplikacjami w telefonie. Ważne! Wrzucanie mapki biegu czy przejażdżki rowerowej na Facebooka jest już passé. Do tego służą sportowe media społecznościowe: Endomondo, Strava. Co jeszcze potrafi taki sportowy zegarek? Może być jak trener osobisty. Pomoże ułożyć plan ćwiczeń, zaprogramuje trening interwałowy (bieg lub jazdę na rowerze ze zmienną prędkością). A jeśli nie zdejmiemy go w nocy, sprawdzi, jak spaliśmy, i da znać, czy aby na pewno poświęciliśmy wystarczająco dużo czasu na nocny odpoczynek. Będzie dbać o nas jak niania. Prawie każdy ma w smartfonie aplikację, która liczy kroki. Ale telefon nie chodzi z nami wszędzie (oby!) tak jak zegarek. Warto kupić taki gadżet. Zapewniam: codzienny widok mizernej liczby kroków na wyświetlaczu zachęca do ruchu. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również