Wabi-sabi w psychoterapii. Jak wyzbyć się perfekcjonizmu i zacząć lepiej żyć
Fot. 123rf

Wabi-sabi w psychoterapii. Jak wyzbyć się perfekcjonizmu i zacząć lepiej żyć

Japońska filozofia wabi-sabi świetnie sprawdza się w psychoterapii. Kultura Zachodu nauczyła nas, że trzeba dążyć do ideału. Zgadzasz się z tym? Być może niesłusznie. Dążenie do perfekcji okupione jest stresem, rywalizacją, poczuciem niespełnienia. Bo zawsze można lepiej i więcej. Dlatego Tomas Navarro, znany hiszpański terapeuta, namawia: naucz się kochać własną niedoskonałość. Będzie ci się przyjemniej żyło. I wbrew pozorom, takie „niedoskonałe” życie może się okazać… idealne. Oto ściągawka z psychologicznego wabi sabi.

Co to jest wabi-sabi i jak można je wykorzystać w psychologii

„Jestem, jaki jestem i inny nie będę” – często to słyszę. Pan namawia ludzi, żeby zaakceptowali siebie bezwarunkowo?
Nic podobnego! Namawiam ich tylko do tego, żeby przestali się porównywać do innych i dążyć do wyimaginowanego ideału. Wiele lat temu urzekła mnie japońska filozofia wabi-sabi. 

Wabi-sabi głosi, że w życiu nic nie jest wieczne ani całkowite, a pogodzenie się z niedoskonałością i przemijalnością stanowi klucz do rozwoju i umiejętności przyjmowania świata, jakim jest.

Postanowiłem zaadaptować wabi-sabi na potrzeby psychoterapii. Bo niezależnie od tego, jakie karty dostaliśmy przy urodzeniu, możemy rozegrać nimi mistrzowską partię, która pozwoli nam zrealizować marzenia, osiągnąć spokój i wolność.

Jak przestać mylić pragnienia z potrzebami

Nie wierzę! Przepis na życie idealne. Pan takie wiedzie dzięki zastosowaniu w praktyce idei wabi-sabi?
Właśnie to usiłuję wytłumaczyć: życie idealne nie istnieje! Odkąd pamiętam, miałem trzy wielkie pragnienia: odkrywać świat, pisać książki, poddać się operacji korekty wzroku. Dwa pierwsze spełniłem, na swoją miarę: dużo podróżuję, podczas wycieczek odwiedziłem też Polskę, zachwycałem się surowym pięknem Bałtyku, napisałem i wydałem trzy książki. Niestety, moja wada wzroku jest na tyle skomplikowana, że uniemożliwia operację oczu. Musiałem się pogodzić z faktem noszenia okularów i tak zrobiłem.

Udało mi się tylko dlatego, że rozumiem: pragnienie, marzenie, to nie potrzeba. Mogę, ale nie muszę go zaspokoić. Tymczasem we współczesnym świecie wielu z nas ma problem z tym rozróżnieniem. Zaczynamy traktować swoje marzenia jak potrzeby, a za tym idzie myślenie: muszę to zrobić, muszę osiągnąć cel, sukces, jeśli się nie uda, będę nieszczęśliwy, niespełniony, przegrany.

Niedawno stłukłem ekran w smartfonie i zawróciłem prawie spod drzwi serwisu. Popękany ekran w niczym mi nie przeszkadza, mogę korzystać z telefonu. Czemu więc pozwoliłem, by pragnienia posiadania ślicznego, całego telefonu przekształciło się w potrzebę? Głupie, ale… Ilu z nas „potrzebuje” nowej, dziesiątej pary butów, „potrzebuje” większego telewizora, samochodu? Dzięki filozofii wabi-sabi docenimy nasze niezbyt modne, za to wygodne buty, mniejszy telewizor, stary samochód, który rzadko się psuje i niewiele pali. To uprości nasze życie.

Pierwsza zasada wabi-sabi: życie jest piękne mimo błędów 

O, to by mi się przydało! Jak więc mogę zastosować w praktyce psychologiczne wabi-sabi? 
Pierwsza maksyma brzmi: życie jest piękne mimo błędów. Zastosowanie się do niej pozwoli nam się cieszyć rzeczami „wystarczająco dobrymi”. Nie istnieje związek idealny, ale da się poznać osobę, z którą można zbudować głęboką, satysfakcjonującą relację – choć w niektóre dni, tygodnie, będziemy zapewne rozgoryczeni partnerem i będziemy zastanawiali się, czy nie lepiej się rozstać. Druga maksyma: jesteśmy tylko ludźmi. Mnie też czasem nic nie wychodzi. Każdy czasem czuje się jak dętka, pozbawiony motywacji, energii i cierpliwości. Trzecia zasada: pogódź się z tym, na co nie masz wpływu. Wielu z nas od lat usiłuje w stu procentach kontrolować swoje życie. Najmniejsze odstępstwo od planu – i katastrofa. Zaakceptuj fakt, że nie zmienisz pogody, pandemii koronawirusa. Czwarta zasada; naucz się upadać. Pracowałem kiedyś jako instruktor raftingu i wywracanie pontonu na spokojnych wodach było jedną z pierwszych rzeczy, jakich uczyłem.

Jak to się przekłada na psychologię?
Warto pozwalać sobie w życiu na większe i mniejsze wpadki, gafy, nawet samemu je prowokować w celach treningowych. Żeby zobaczyć, że od upadania się nie umiera, życie toczy się dalej. Piąta zasada jest związana z czwartą: patrz na siebie życzliwym okiem. Nie katuj się, gdy powinie ci się noga, nie baw się w swojego najsurowszego krytyka. Z reguły oceniamy siebie samych gorzej niż innych. Przecież to bez sensu! No i szósta reguła: wybaczaj.

Brzmi trochę jak program nauki lenistwa…
Raczej: spokoju. To właśnie jest psychologiczne wabi sabi.

Zachęcam, by mieć w sobie więcej spokoju, dzięki któremu łatwiej będzie nam odróżnić to, co powinniśmy zaakceptować, od tego, co musimy zmienić. Mam tutaj na myśli czynniki zewnętrzne, ale i wewnętrzne. Proszę sobie odpuścić.

Powiedzieć: shoganai.

Życie wystarczająco dobre

To znaczy?
To znaczy: nie mogłem zrobić w swoim życiu nic więcej i nie zamierzam się obwiniać o to, co być mogło, ale nie było, bo podjąłem kiedyś takie, a nie inne decyzje. Jak wszyscy, czasem mówiłem z żalem: ech, dlaczego tak późno to przyszło, czemu wcześniej tego nie zrobiłem… Bo gdybym z dzisiejszą wiedzą o sobie cofnął się w czasie, jak wariat szukałbym mojej ukochanej, Nurii, żeby spędzić razem więcej lat w miłości i szczęściu, czasem uważam, że powinniśmy byli spotkać się wcześniej…

Chyba wiele osób tak ma. Jednym z moich ulubionych filmów jest Ile waży koń trojański – komedia o kobiecie, która przenosi się w czasie i próbuje zmienić przeszłość, rozkochując w sobie pewnego mężczyznę, w tej przeszłości żonatego. A on nie zwraca na nią uwagi, bo…
…nie jest jeszcze gotowy. Dokładnie! Filmu nie widziałem, ale to bardzo prawdziwe. Bohaterce filmu, jej wybrankowi, pani, mnie, każdemu – zdarza się podejmować w życiu decyzje złe, impulsywne, nietrafione.

Nasze życia są i będą niedoskonałą wersją samych siebie. To co? Ważne, by były wystarczająco dobre.

Ważne, że jednak spotkałem Nurię i teraz jestem z nią szczęśliwy – może bym nie był, gdybym tak długo na nią nie czekał i nie zbierał doświadczeń. Shoganai, kolejna wspaniała idea rodem z Japonii, uczy podążać naprzód bez poczucia winy. Bo o przeszłości można godzinami gadać, można ją rozpamiętywać, przepłakiwać, nie da się z nią zrobić tylko jednego: nie można jej zmienić. Zmienić można tylko to, co teraz, ale… jednak nie zawsze warto.

Wabi-sabi czyli zwyczajne szczęście

Dlaczego, jeśli coś nam przeszkadza? 
Zawsze coś nam przeszkadza, za życia nie istnieje stan, w którym nie czulibyśmy uwierania w bucie czy dręczącego, trudnego do zagłuszenia poczucia, że moglibyśmy mieć więcej i lepiej. Opowiem pani o mojej pacjentce: przyszła do mnie, bo skończyła czterdzieści lat, miała wrażenie, że w jej życiu brakuje czegoś nieokreślonego, jakiegoś dreszczyku emocji, przygody, pasji. Zamierzała odejść od męża. Nie miała mu nic konkretnego do zarzucenia: dbał o nią i dom, wypełniał swoje obowiązki, szanował ją i dzieci, był czuły i godny zaufania, ale też… nudny. W trakcie sesji wnikliwie analizowaliśmy uczucia i oczekiwania mojej klientki. Ona sama odkryła w pewnym momencie, że prawdopodobnie chce czegoś, co nie jest możliwe.

Widzi pani, wracamy do pragnień: ona ze swojego pragnienia zmiany uczyniła naglącą potrzebę i by ją zaspokoić, znalazła się o krok od rozwodu. Szczerze przyjrzała się jednak swoim priorytetom i uznała, że to, co daje jej nieco nudny mąż, jest dla niej bardzo ważne – a ta przygoda i dreszczyk emocji to był tylko taki kwiatek do kożucha.

Fajnie, gdyby się pojawił, ale bez niego też ciepło. Nie twierdzę absolutnie, że mamy tkwić w złych związkach i je akceptować – chcę tylko pokazać, że nie każdy z nas musi mieć miłość jak z Pretty woman czy 9 i ½ tygodnia. Zresztą przecież to bajki, takie związki nie istnieją. Moja pacjentka została z mężem. I wiem, że aktualnie jest szczęśliwa. Nie bardzo szczęśliwa, nie szaleńczo zakochana. Po prostu szczęśliwa w spokojny, zwyczajny sposób.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również