Relacje

"Czasem zdrada jest potwierdzeniem prawdy o stanie związku". O szwedzkim modelu miłości opowiada Katarzyna Tubylewicz

"Czasem zdrada jest potwierdzeniem prawdy o stanie związku". O szwedzkim modelu miłości opowiada Katarzyna Tubylewicz
Fot. IStock

Czy model szwedzki, w którym akceptowane są różne formy związków, jest naszą przyszłością? O relacjach w liberalnym i tolerancyjnym społeczeństwie rozmawiamy z Katarzyną Tubylewicz, autorką książki "Szwedzka sztuka kochania".

PANI: Czy Szwedzi rozstają się, zanim się znienawidzą?

Na pewno ma znaczenie nieco inny rodzaj emocjonalności i odmienny stosunek do miłości. W Szwecji rzadziej mamy do czynienia z przekonaniem, że kochanie kogoś oznacza, że ta osoba do mnie należy, że wszystko musimy robić razem. Szwedzi tak organizują sobie życie, by w związkach zawsze pozostawić jakąś przestrzeń tylko dla siebie. Oczywiście, szwedzkie społeczeństwo jest bogatsze niż polskie. Po rozstaniu ludziom łatwiej szybko zamieszkać oddzielnie. Indywidualizm jest możliwy także dlatego, że silne jest państwo opiekuńcze – Szwed, jeśli mu się nie układa, nie idzie do cioci czy kuzyna po pożyczkę, tylko zgłasza się do odpowiedniej instytucji. Istnieją też instytucje, które pomagają znaleźć mieszkanie. Oczywiście, każdy system ma swoje słabości. Nadmierny indywidualizm może prowadzić także do samotności.

W głośnym filmie dokumentalnym "Szwedzka teoria miłości", który rozważał skutki szwedzkiego indywidualizmu, znalazła się wypowiedź socjologa Zygmunta Baumana. Mówi tam, że szwedzkie podejście do relacji można uznać za ucieczkę od trudności i w konsekwencji oducza negocjacji, które są podstawą wszystkich relacji.

Warto pamiętać, że film Erika Gandiniego jest dokumentem kreacyjnym, dystopią. Nie ma ambicji pokazania tego, jak w Szwecji naprawdę jest i jakie są tam problemy. Słowa prof. Baumana pokazują uniwersalne tendencje. Wydaje mi się ważne, że zawarta w filmie Gandiniego informacja, że 40 proc. Szwedów żyje samotnie, oznacza tak naprawdę tylko to, że mieszkają sami, a niekoniecznie, że są osamotnieni. Szwedzi dość późno wchodzą w związki małżeńskie czy partnerskie i zaczynają ze sobą mieszkać. Najpierw mieszkają sami. W mojej książce opowiada o tym polska profesor pracująca w Szwecji Małgorzata Packalén Parkman - kiedy młody człowiek zdaje maturę, podczas przyjęcia dostaje praktyczne przedmioty, które będą mu potrzebne we własnym gospodarstwie i szybko wyprowadza się od rodziców. Studenci dostają mieszkania studenckie albo mogą je tanio wynajmować.

 

Zamiłowanie do mieszkania samemu sprawia, że jedną z form związku staje się bycie w relacji, ale mieszkanie osobno.

W języku szwedzkim istnieje nawet słowo 'särbo' określające taki rodzaj związku, w którym partnerzy mieszkają oddzielnie. Szwedzka akceptacja dla indywidualnych wyborów pozwala na istnienie wielu rodzajów relacji.

Mnie samą poruszyła rozmowa z Jonasem, który od 2012 roku jest w związku małżeńskim z Nilsem i mają dwie córki. Są takimi szwedzkimi Kowalskimi. Mieszkają w dość konserwatywnej, willowej dzielnicy, prowadzą ustabilizowane i uporządkowane, niemal mieszczańskie życie. Kiedy zwróciłam się do nich z prośbą o rozmowę, nie rozumieli, dlaczego uważam ich za interesujący przykład do mojej opowieści. Co pokazuje, jak bardzo takie rodziny stały się zwyczajne.

Podobnie jest z opisywaną przez ciebie rodziną poliamoryczną.

Ta rodzina składa się z trojga dorosłych i dziewięciorga dzieci. Znalazłam ją w sposób, który też coś mówi o Szwecji - przeczytałam w gazecie codziennej w dziale "finanse-ekonomia" artykuł o tym, jak sprawiedliwie ułożyć finanse w rodzinie poliamorycznej, i oni byli jego bohaterami. Mieszkają w małej miejscowości na północy Szwecji, więc można by sądzić, że w środowisku niekoniecznie liberalnym, a jednak żyją w pełni otwarcie. Co jest urzekające, nie są to ludzie, którzy z założenia chcieli żyć poliamorycznie.

Para małżeńska Linda i Erik przez 14 lat żyli jako tradycyjne małżeństwo i nagle spotkali Magnusa, z którym się zaprzyjaźnili. Potem pojawiła się erotyka, a w końcu wielka wzajemna miłość. Na początku sami nie wiedzieli, co w tej sytuacji zrobić, ale ponieważ się kochają, uznali, że chcą spać razem w jednym łóżku, razem żyć i mieć dzieci. I mówią, że w takim związku, w który nie ma gotowych wzorców, wzrasta bliskość, bo trzeba wszystko omawiać, ustalać i sprawdzać, czy ktoś się nie czuje wykluczony.

 

Wzruszająco opowiadają o swoim związku dwie Polki, które wyemigrowały do Szwecji, a które nazywasz "uchodźczyniami miłości".

Kamila i Alicja wyjechały, bo chciały żyć otwarcie jako lesbijki i być żonami, bo ślub wzięły w Danii, jeszcze zanim wyjechały. W rozmowie ze mną przyznawały, że często ludzie chcą porównywać ich związek do relacji heteroseksualnej i zastanawiają się, kto i jakie w nim pełni role. A one mówią, że to nie związek noża i widelca, ale dwóch pałeczek. Czyli zupełnie inny rodzaj dynamiki. Wyjechały z Polski niedawno i przeżywają teraz trudności, które są udziałem wszystkich imigrantów – uczą się nowego języka, muszą znaleźć przyjaciół. Ale idzie im bardzo dobrze – Kamila znalazła właśnie pracę, o której marzyła, i kupiły mieszkanie. A przede wszystkim wreszcie poczuły, że mogą swobodnie okazywać sobie czułość, co w Polsce zawsze było związane z lękiem.

Jak Szwedzi traktują zdradę?

Zdrada jest dla nich tabu podobnie jak w Polsce. Ale w Szwecji jest traktowana przede wszystkim jak nieuczciwość. A jednak może się zdarzyć, że w naszym życiu jakieś uczucia pojawiają się nieoczekiwanie.

Ważna była dla mnie rozmowa z prof. Packalén, która opowiada o swoim doświadczeniu zdradzenia męża i odejścia z innym mężczyzną. Jej przykład pokazuje, że nawet wtedy można powrócić do przyjaźni i że czasem zdrada jest po prostu potwierdzeniem prawdy o stanie związku.

Myślę, że kobieta odchodząca ze związku, który się wypalił, to... wielki dar dla jej córek. Pokazuje dzieciom, w przypadku profesorki już dorosłym kobietom, że mają prawo do własnych wyborów i do szczęścia. Polski mit świętej rodzinności sprawia, że ludzie pozostają w pustych czy pełnych złych emocji związkach, co jest nieszczęściem dla dzieci: dostają zły wzorzec i poczucie, że trzeba go powtarzać.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI.

OKLADKA

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również