Grom z jasnego nieba. Jak sobie radzić z traumą?
Fot. 123fr

Grom z jasnego nieba. Jak sobie radzić z traumą?

Zła wiadomość – o chorobie, śmierci, stracie - potrafi wywrócić nam życie do góry nogami. Nie możemy jej uniknąć, ale nie jesteśmy bezradni – mówi nasz ekspert psycholog dr Izabela Pawłowska

Spotkała Pani kiedyś człowieka, który potrafił przyjmować złe wieści?
Dr Izabela Pawłowska: Chyba sama jestem takim człowiekiem. Jako młoda dziewczyna zaliczyłam życiowy krach: przeżyłam bardzo ciężki wypadek samochodowy. Kręgosłup złamany w trzech miejscach, wstrząśnienie rdzenia kręgowego. Osiem miesięcy w szpitalu, potem dwa lata rehabilitacji. Do dziś pamiętam diagnozę jaką wtedy usłyszałam, słowa jakie padły. Nie byłam jeszcze wtedy terapeutką, ale chyba intuicyjnie wiedziałam, że muszę dać sobie czas i przeżyć żałobę po dawnym życiu, pożegnać się z tym, co bezpowrotnie minęło. Zaczęłam szukać wiedzy, prosiłam przyjaciół o fachowe książki, żeby wiedzieć co mnie czeka. Zrozumiałam, że pewne rzeczy straciłam, ale umiałam dostrzec zasoby, które mi zostały. To pomogło mi z czasem odnosić sukcesy, o których chyba bym wcześniej nie pomyślała.

Umiejętność przyjęcia złej wiadomości polega na tym, że gdy pierwsze emocje opadną, potrafimy dostrzec, co jest dla nas dobre, korzystne, co nam służy.  I trzymać się tego.

Większość z nas chyba tego nie potrafi. Słysząc bardzo złą wiadomość, wpadamy w rozpacz, pochłania nas stres.
Tak jest na początku. Czujemy niedowierzanie, żal, złość, rozpacz. Myślimy: dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało? I to jest stan, którego nie da się uniknąć.

Nie da się wziąć złych wiadomości „na klatę”, bez emocji?
Ale „wziąć na klatę” to przecież znaczy stawić im czoła, a nie udawać, że nic nie czuję. Dobrze sobie poradzić, to nie znaczy zaprzeczyć rzeczywistości i nic nie czuć.

Niektórzy mówią: muszę się czymś zająć, bo zwariuję.
Tak, bo są różne style radzenia sobie ze stresem.  Są ludzie, którzy żeby się chronić unikają tematu: nie będę teraz o tym myśleć, nie chcę o tym rozmawiać. Są też tacy, którzy próbują rozładować emocje – rozmawiają, opowiadają, żalą się bliskim. A inni rzucają się w aktywność, próbują identyfikować problem, skupić się na jakimś zadaniu. To ważne, żeby znać własny sposób funkcjonowania, nie walczyć z nim, bo on pozwala lepiej znosić stres i ból. Ale żałobę i tak trzeba przejść. Aktywność nie powinna służyć do tego, żeby udawać, ze się nic nie stało, że mnie to nie obeszło. Działam, bo mi to pomaga, ale wiem, że cierpię, że mnie to boli.

Kiedy mowa o wielkich emocjach spowodowanych przez złe wieści przypomina mi się zawsze, że w starożytnej Grecji istniał zwyczaj zabijania posłańców, którzy je przynosili.
Człowiek zawsze szuka winnego, żeby chronić własne ja. Wtedy lepiej się czuje. Winny jest lekarz, bo źle badał, pracodawca - bo zwolnił, mąż - bo odszedł. Ja miałam taki moment, że winiłam za wypadek własny samochód. Obwinianie, jeśli nie przeradza się w obsesję i nie prowadzi do gwałtownych, agresywnych reakcji, jest naturalną skłonnością i szybko mija, a jego rolą jest wentylowanie emocji, przeżycie złości. Jednak w pewnym momencie pojawia się zdrowa refleksja, zaczynamy być gotowi, by zadać sobie pytanie: a co po mojej stronie spowodowało tę sytuację? Czy nie miałam w tym również pewnego udziału? Zaczynamy bardziej realistycznie oceniać sytuację, a dzięki temu jesteśmy w stanie – sami lub z pomocą innych – zacząć planować strategię najbardziej pasującą do problemu.

Dodatkowym obciążeniem jest chyba nagłość? To, że wiadomość spada jak grom, niespodziewanie.
Nagły stres jest bardziej przygniatający. Ale zawsze jesteśmy w takiej samej sytuacji: dostajemy złą wiadomość i musimy ja przyjąć. Złe informacje są częścią życia tak jak dobre, nie unikniemy ich. Ale musimy pamiętać, że ten smutek nas nie zabije. Minie.

Sposób, w jaki wiadomość jest nam przekazywana ma tu znaczenie?
Ma. Może pogłębić stres, a może go złagodzić. Może dać nadzieję na przyszłość, a może zostawić nas w zagubieniu i bezradności. Ważne jest, aby przekazując trudną czy dramatyczną wiadomość  informowanie zacząć od tego, co jest dobre w tej sytuacji, albo po prostu najmniej straszne. Później jest czas na informację o szczegółach - np. jakie są obrażenia w wyniku wypadku, co zrobiono podczas operacji, jaką stwierdzono chorobę. Na koniec, dobrze jest dodać, co można zrobić z tym, co się zdarzyło. Jest to moment na wsparcie informacyjne dotyczące możliwych strategii działania, uzyskania pomocy, dodatkowych badań, opieki.  Jeśli przekazujemy wiadomość z zachowaniem tych trzech punktów, to mówimy: tak, to jest zła wiadomość, ale ma też dobre elementy i nie jest to sytuacja bez przyszłości.

Zastanawiam się, czy każdą złą wiadomość można przekazać w taki sposób. Tę o chorobie tak. Ale o śmierci kogoś bliskiego? Co tu może być dobrego?
Że bliski nie cierpiał. Miał dobrą, spokojną śmierć. Albo od innej strony: nie jesteś w tym sama, zawsze możesz na mnie liczyć. Jestem przy tobie. Oczywiście, że nie zawsze umiemy od razu docenić te dobre strony. Często wzruszymy ramionami, pomyślimy, że to puste słowa, bez znaczenia. Ale następnego dnia gdy przypomnimy je sobie, poczujemy małą, ale jednak ulgę. Podobnie z tym trzecim, ostatnim elementem  – z faktem śmierci trzeba się pogodzić, ale po pewnym czasie można np. zadbać o pamięć o naszym zmarłym, dokończyć jakąś jego pracę.

Paradoksalnie mam wrażenie, że trudniej jest z nieprzyjemnymi wiadomościami mniejszego  kalibru…
I ma pani rację, bo rzeczywiście zbadano, że wielkie stresowe wydarzenia wyrządzają nam mniejszą krzywdę psychiczną niż tzw. daily hassels, te mniejsze, zwyklejsze, a nawet codzienne stresy. Jest tak dlatego, że w naszej kulturze jeśli człowieka spotyka duże nieszczęście, dostaje też duże wsparcie od otoczenia. Wszyscy rozumieją, że przeżywa traumę i zbierają się wokół niego. Natomiast kiedy nas np. okradną, stracimy zajęcie, zepsuje się nam samochód, zdradzi nas przyjaciel – większość ludzi raczej pomyśli: „ jak też tak miałem i żyję”. Zdarza się więc, że zostajemy w cierpieniu sami, a czasem dostajemy radę: „weź się w garść”. A potrzebujemy tak samo, żeby ktoś zadzwonił, zapytał: jak się czujesz? Żebyśmy czuli, że kogoś obchodzimy, bo to miód na serce.

Czasem nie wiemy, co powiedzieć osobie w nieszczęściu. Jakich użyć słów? Wystarczy: rozumiem cię, jestem z tobą, co mogę dla ciebie zrobić?

Psychologowie często mówią, że życiowy kryzys może zmienić życie na lepsze, ale trochę trudno w to uwierzyć, gdy właśnie ten kryzys przechodzimy.
Bo na to nie ma innego lekarstwa jak czas. Ale proszę popatrzeć na sportowców, którzy np. po urazie kręgosłupa wychodzą ze szpitala, mówią: wiem jak jest, nie będę już biegał czy skakał, ale nadal mogę być blisko tego co kocham jako doradca, trener. Proszę spojrzeć na paraolimpijczyków – wielu z nich, gdy byli zdrowi, w ogóle nie uprawiało sportu a dziś zostają mistrzami świata.  Zobaczmy też, ile jest kobiet, które myślały przy rozwodzie że świat się zawalił, a w kilka lat później mówią, że są w najlepszym momencie swojego życia?  Na pewno nie jest tak, że człowiek w tydzień po dramatycznym wydarzeniu doświadczy post traumatycznego wzrostu - potrzeba czasu, refleksji i dystansu do przeżytego urazu. Mnie samej zajęło to dobrych parę lat, ale mam wrażenie, że wszystko co najważniejsze i najlepsze w mojej drodze zawodowej zdarzyło się już po wypadku. Kluczowe są nasze cechy i sposób myślenia o sobie, i o świecie. Badania nad post traumatycznym wzrostem pokazują, że częściej doświadczają go ludzie, którzy mają  wśród swoich wewnętrznych zasobów optymizm, poczucie kontroli nad swoim życiem, poczucie własnej skuteczności i wiarę w to, że życie mimo wszystko jest sensowne. Ale jest jeszcze ogromnie ważny czynnik zewnętrzny: otrzymują wsparcie od otoczenia. Trzeba też umieć z tego wsparcia skorzystać: przyjąć pomoc, okazać wdzięczność, pokazać ludziom, którzy nam pomagają, ze ich wysiłki miały sens.

Dr Izabela Pawłowska – psycholog zdrowia, wykładowca Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, certyfikowany psychoterapeuta.  Mieszka we Wrocławiu, tam też prowadzi  praktykę psychoterapeutyczną w nurcie poznawczo – behawioralnym.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również