Jakub Józef Orliński. Na głos musiał sobie zapracować
Jakub Józef Orliński
Fot. ERIC FEFERBERG/AFP/East News

Jakub Józef Orliński. Na głos musiał sobie zapracować

Nie ma jeszcze 30 lat, wygląda jak żywy Dawid dłuta Michała Anioła i śpiewa niczym anioł. Kontratenor Jakub Józef Orliński, dla znajomych po prostu Józek, nie przypomina jednak koturnowych, napuszonych śpiewaków operowych.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jakub Józef Orliński (@jakub.jozef.orlinski)

 

Jest nowoczesnym artystą, takim, który śpiewa barokowe pieśni, ale słucha hip-hopu, tańczy break-dance i choć dysponuje niesamowitą techniką, to co chce przekazywać ludziom, to emocje, a nie sucha wirtuozeria.Na klasyczną ścieżkę prowadziły go kręte ścieżki. Co prawda jako chłopiec śpiewał w chórze, ale nie przeszedł tradycyjnej edukacji muzycznej.

Model maluje jak przedszkolak

W liceum plastycznym do którego poszedł licząc, że obudzi się w nim talent do rysowania, którym wykazywali się jego krewni („Dziadkowie z obu stron to architekci, tata i mama malarze graficy, babcia robi protezy zębów, a to też artystyczny zawód, bo w tych zębach przecież rzeźbi”). Okazało się, że koledzy malują jak mistrzowie, on sam – jak przedszkolak. W końcu nauczyciele machnęli na niego ręką. Józek mógł uczyć się teorii muzyki pozując kolegom na lekcjach. Nie chwalił się wtedy swoim śpiewaniem. A jednak, mimo braków w muzycznym wykształceniu poszedł na warszawską Akademię Muzyczną, by zdać na wydział wokalny. I zdał, tyle że z 13 lokatą. Problem leżał w tym, że tylko 12 pierwszych szczęśliwców dostało się na studia bezpłatne. „Na płatne studia nie było mnie stać, ale się nie poddałem. Zwróciłem się o pomoc do różnych osób i instytucji i na szczęście otrzymałem wsparcie anonimowego sponsora. Do tej pory nie wiem, kto to był, choć mam pewne podejrzenia”, mówił w jednym z wywiadów. Orliński nie odpuszczał i łączył naukę z pracą. Dorabiał jako sprzedawca w sklepie z ubraniami, ale też jako model na wybiegach i w reklamach. W szkole spędzał resztę czasu. „Moją siłą okazał się głód muzyki”, stwierdził potem.

 

Dziś Orliński przyznaje, że sukces osiągnął nie tylko tytaniczną pracą, ale miał dużo szczęścia wygrywając konkursy i dostając się do słynnej  nowojorskiej szkoły muzycznej, Juilliard School.

Śpiewa "Prząśniczkę", zaczął od Bacha

Jest kontratenorem. Czyli mężczyzną śpiewającym bardzo wysokim, niemal kobiecym głosem. W czasach baroku tylko kastraci osiągali ta wysokie rejestry. Dopiero w XX wieku(!) zaprzestano stosowania tej nieludzkiej metody. Jak wyznał w wywiadzie z cyklu „Agata się kręci”, jego naturalną barwą jest bas baryton, a to jak śpiewa jest po prostu pochodną lat pracy ciężkich ćwiczeń nad technika. I że każdy mężczyzna może tak śpiewać... gdyby ćwiczył. Tych ćwiczeń nigdy nie zaniecha, bo wciąż się doskonali. Wie, że do pewnych dzieł też po prostu trzeba dorosnąć. Na razie fascynują go przede wszystkim dzieła barokowe, raczej z tych mało znanych. A jest ich wciąż bardzo wiele. Józek sięga więc często po takie nieśpiewane od setek lat. Warto tu przypomnieć, że moda na barok w muzyce zaczęła się nie tak dawno, bo w latach 70. XX wieku, kiedy nagle odkryto na nowo Vivaldiego i Bacha. Ale Orliński nie poprzestaje na szacownych klasykach, podoba mu się też muzyka współczesna i chętnie sięga po polskich XX-wiecznych mistrzów: Szymanowskiego czy Bairda. Ostatnio zaśpiewał też brawurowo klasyk Moniuszki - „Prząśniczkę”.

 

 

Dziś Orliński jest znanym młodym śpiewakiem. Na swym koncie ma dwie solowe płyty - „Anima Sacra” i niedawne „Faccie d'amore”. Świetne, choć było słychać głosy krytyki, że młodzieniec epatuje swoim wyglądem, że ma fanów dzięki stawaniu na rękach na czerwonym dywanie i pokazywaniem gołej klaty na okładkach, w sesjach i teledyskach. Teledysk z muzyką klasyczną? Brzmi niedorzecznie? A jednak temu artyście udało się dokonać niezwykłej sztuki: teledysk jest wysmakowany nie tylko jeśli chodzi o warstwę muzyczną, ale i wizualną oraz filmową. Tak jak w utworze „Pena Tiranna”.

 

 

To prawdziwy artysta, bardzo oddany swemu zawodowi i jednocześnie dbający o to, by jego instrument czyli ciało było w jak najlepszym stanie, szczególnie przed koncertami i nagraniami. Jest wiele ograniczeń, którym musi się poddać. Choć kocha break dance, nie może tańczyć intensywnie przed występami, bo niektóre figury spinają potrzebne mu mięśnie. Dobra kondycja to też kwestia prawidłowego odżywiania się: cytrusy i kawa bez odpowiedniego mleka muszą być wykluczone z diety, bo mogą wywołać refluks. Ponieważ w normalnych, niepandemicznych czasach, żyje na walizkach, bardzo dba o to, by zapewnić sobie komfort w samolocie. Mam specjalną maskę, która zapewnia większą wilgotność powietrza  i okulary przeciwsłoneczne, które kupiłem specjalnie z myślą o lataniu. To lustrzanki, bo nie lubię, gdy ludzie patrzą, jak śpię. Zakładam zimową czapkę, bo jest miękka i mogę się w niej oprzeć o szybę. Mam swoją ulubioną bluzę z kapturem, w której podróżuję. I szalik. No i najważniejsze – wysokiej jakości słuchawki z systemem wyciszającym. Dzięki nim nie słyszę silników i mogę odpocząć.

Czy kiedyś tryb „wiecznie w podróży” go znudzi? Być może, bo Józek marzy, by jak jego brat Franciszek któregoś dnia zostać tatą. Obecnym w życiu swego dziecka. Czy ten plan się uda? Czas pokaże.

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również