Wywiad

"Ktoś tak upasiony miłością z dzieciństwa może góry przenosić". Wywiad z Anną Marią Jopek, bohaterką kwietniowego Twojego STYLu

"Ktoś tak upasiony miłością z dzieciństwa może góry przenosić". Wywiad z Anną Marią Jopek, bohaterką kwietniowego Twojego STYLu
Fot. Filip Zwierzchowski/DAS

Jedno z dzieci skazanych na sukces. Ojciec, lider zespołu Mazowsze, więc córka miała być wirtuozem fortepianu. Piętno? Nie. Anna Maria Jopek mówi, że miłość, którą dostała w dzieciństwie, dała jej siłę na całe życie. Fortepian rzuciła, ale artystyczna wrażliwość sprawia, że to z nią chcą grać Sting i Pat Metheny. Gwiazda? Znów nie. "Zamiast chodzić na bankiety, sprawdzałam lekcje i robiłam zakupy". Może dlatego jest tak... bliska sercu. 

Podział na pracę i czas "po" u niej nie istnieje, ale zasłużyła, by angażować się tylko w projekty, które ją zachwycą, rozwiną. Synowie dorośli, lata zmagań z ich buntem ma za sobą. W swoim związku nie jest już zapatrzoną w męża dziewczynką. Udowodniła swoją wartość. Pat Metheny nazwał ją "cudownie oryginalną". Gonzalo Rubalcaba, legendarny kubański pianista – "wolnym duchem". Anna Maria Jopek jest jedyną polską wokalistką, która pracuje i przyjaźni się z muzykami tej klasy co Sting, Branford Marsalis, Makoto Ozone. Zdobyła kilkanaście złotych i platynowych płyt. Wybitny sukces łączy z ujmującą skromnością. Nie zabiega o rozgłos. Nie musi. Ze świata płyną propozycje. Jej głos zachwycił producentów serialowego przeboju Wikingowie. A poza tym? Dojrzała do tego, by zapytać: czego chcę od życia dla siebie? I za tym pójść. Kojarzy się z wrażliwością i kruchością, ale dziś te cechy stały się źródłem jej siły. 

TWÓJ STYL: Spotkałyśmy się 25 lat temu. Twój debiutancki album Ale jestem! odniósł sukces, a ty śpiewałaś: "Trzeba żyć naprawdę, żeby oszukać czas. Trzeba żyć w zachwycie, żyje się tylko raz". Co dzisiaj znaczą te słowa?

ANNA MARIA JOPEK: Zmieniły się piosenki, ale filozofia nie. Za Wisławą Szymborską dodałabym: "Moje znaki szczególne to zachwyt i rozpacz". Z wiekiem daję sobie coraz mniej prawa do rozpaczy. Miałam szczęście, bo żyłam i żyję otoczona miłością, a to jest w życiu najważniejsze. Co się zmieniło? Długo byłam dziewczynką, teraz dorosłam, ale z tą dziewczynką nigdy się nie rozstałam.

Podobno co siedem lat zmieniają się wszystkie komórki w ciele, co oznacza, że stajemy się kimś innym. Jedynie nasze serca wszystko pamiętają.

Jak twoje serce pamięta tatę? Mówiłaś, że był dla ciebie mistrzem.

Wciąż jest. Fenomen miłości polega na tym, że ona się nie kończy. Nadal czuję, że jestem z niego. W ubiegłym roku miałam radość być w jury konkursu wokalnego imienia Stanisława Jopka. Przesłuchania odbywają się na terenie całej Polski i każdy może wziąć udział, od dzieci po osiemdziesięciolatków. Finał jest w Karolinie, siedzibie zespołu Mazowsze. To piękny pomnik dla taty, który kochał śpiew. Miał nadzwyczajny talent i głos, ale jako człowiek był skromny do przesady. Niczego nie oczekiwał. Uważał, że owacyjne przyjęcie na koncercie nie może człowieka wybić z rytmu pracy. Koncert jest mgnieniem, następnego dnia trzeba wstać rano i od nowa się starać. Nie bawiło go życie medialne, imprezy. Uwielbiał siedzieć w domu i słuchać, jak gramy z siostrą.

Byłaś wydelegowana do artystycznego sukcesu?

Nie chciałam zawieść taty, starałam się w dwójnasób, co często doprowadzało do trudnych sytuacji. Nie byłam stworzona do gry na fortepianie, a studiowałam ją aż do dyplomu akademickiego. Nie miałam predyspozycji fizycznych, z którymi pianista powinien się urodzić: odpowiednio zbudowanej ręki, jakiejś zgody w ciele na operowanie potęgą, jaką jest fortepian. Zawsze byłam wsobna, strasznie się spinałam. Często płakałam. Siedziałam po osiem godzin przy fortepianie i ciągle coś mi nie wychodziło. Wtedy w szkołach muzycznych dominowało podejście: jeśli jesteś słaba i bojaźliwa, nie zajmuj się muzyką. To zawód dla twardych. Ale ja się nie poddawałam, walczyłam ze swoimi ograniczeniami, choć one czasem były nie do przeskoczenia. Kiedy płakałam, tata był załamany: "Jak ja mogłem ci to zrobić?! Zamiast latać po dyskotekach, siedzisz przy fortepianie i rozpaczasz, że masz kłopot z lewą ręką w jakiejś fudze Bacha!".

Nie poddawałaś się, bo...

...tata się nie poddawał. Rozumiał muzykę jako drogę pokory i pracy. Codziennie jeździł wiele kilometrów do Karolina na zajęcia emisji głosu, które były organizowane dla młodzieży, ale on chciał w nich uczestniczyć. Pracował nad głosem i śpiewał do końca życia. Miał dwie miłości: muzykę i rodzinę. Czułyśmy to z mamą i siostrą bez cienia wątpliwości.

To na pewno dało ci poczucie siły.

Moi rodzice mieli ufność do świata, niczego się nie bali. Wiedzieli, że obie z siostrą poradzimy sobie w każdej sytuacji, bo mamy siebie. Ktoś tak upasiony miłością z dzieciństwa może potem góry przenosić, to wartość ponad wszystkie wartości.

Jako siedmiolatka latałam sama do ciotki w Nowym Jorku z kartką na szyi, bo nie mówiłam wtedy po angielsku. Przy odprawie rodzice prosili jakąś miłą panią, żeby podczas przesiadki w Pradze pokazała mi, którędy mam iść na kolejny samolot. Oni się nie bali, więc ja też się nie bałam.

Relacje z synami zbudowałaś według tego samego wzorca?

Rodzice wyjeżdżali z Mazowszem w trasę często na pół roku Ja, gdy synowie byli mali, wprowadziłam zasadę, że mogę wyjechać maksymalnie na tydzień, potem muszę dłużej pobyć w domu z dziećmi. Dzieci mnie nie ograniczały. Przeciwnie, uchroniły mnie od straty czasu i wiary w iluzję sukcesu. Zamiast chodzić na bankiety, sprawdzałam lekcje. Dzieci budzą się szczęśliwe, wszystko je fascynuje. Chronią nas od zblazowania, podążania za tym, co nasza cywilizacja uważa za wartość, a co szczęścia nie przynosi.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu Twój STYL.

TS 4_2022 okladka_naklejka

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również