Przy tym filmie się płacze. „Przebudzenia” to historia o cudzie codzienności, sile ludzkiego ducha i znaczeniu relacji międzyludzkich, które często są najpotężniejszym lekarstwem.
To film o cudzie, ale nie takim jak grom z jasnego nieba. To cud uporu jednego człowieka, który uwierzył, że może pomóc innym. I walczył o nich z całych sił. W dodatku film „Przebudzenia” w reżyserii Penny Marshall oparty jest na prawdziwych wydarzeniach i bestsellerowej książce Olivera Sacksa. Taki człowiek istniał naprawdę i zmienił życie wielu osób.
W główną rolę wciela się Robin Williams, który swoją wrażliwością i subtelnością kreuje postać dr Malcolma Sayera – neurologa badającego pacjentów dotkniętych rzadką chorobą neurologiczną. Jego praca zmienia życie osób, które od lat tkwiły w stanie niemal całkowitej niemocy, a codzienność dla nich stawała się monotonna i bezbarwna.
Williams, znany głównie z ról komediowych, w "Przebudzeniach" ukazuje pełnię dramatycznej gamy emocji – od empatii, przez nadzieję, po ból i frustrację związany z ograniczeniami ludzkiego ciała. Jego postać nie tylko stara się przywrócić pacjentom ruch i kontakt ze światem, ale także pokazuje, jak ważna jest obecność drugiego człowieka i troska w procesie leczenia. W tym filmie to też walka o tych wszystkich, w których lekarz uwierzył.
Medycyna to nie tylko diagnozy i leki, ale przede wszystkim zrozumienie, cierpliwość i umiejętność słuchania. I odwaga, czasem ryzyko. Kreacja Williamsa, wsparta znakomitymi rolami Robina Williamsa i Roberta De Niro, sprawia, że "Przebudzenia" pozostają jednym z najbardziej wzruszających obrazów lat 90., które uczą empatii, szacunku i wiary w potencjał człowieka. Scena, w której nieobecny przez lata pacjent, grany przed De Niro, patrzy z uważnością na swojego lekarza i całkiem świadomie mówi: "Cicho tu", wyciska łzy. Fantastyczne role i lekcja odwagi i determinacji. Warto przypomnieć sobie "Przebudzenia".
"Przebudzenia" znajdziemy na Netfliksie.