Solo z plecakiem, czyli kobiety-ekstremalne podróżniczki
Fot. iStock

Solo z plecakiem, czyli kobiety-ekstremalne podróżniczki

Australijska surferka wyprawia się na podwodne safari, bo chce ratować ginące rekiny przed cywilizacyjną zagładą. Szwedka sprzedała mieszkanie, żeby wspiąć się na najwyższe szczyty i zrobić im zdjęcia. Skromna Pakistanka dotarła do obu biegunów, a teraz chce polecieć w kosmos, bo szuka pokoju dla świata. Kobiety coraz chętniej podróżują solo w najdziksze zakątki Matki Ziemi i – co najważniejsze – robią to częściej niż mężczyźni. 

Pierwsza scena filmu  Dzika droga, ekranizacji powieści Cheryl Strayed pod tym samym tytułem, zaczyna się od sceny drastycznej: główna bohaterka (w tej roli Reese Whiterspoon) dociera na szczyt skalistego wzgórza z odbitymi stopami. Dookoła jest pustka – góry, las i ona. Nie ma innych ludzi ani tym bardziej lekarza, bez którego nie pójdzie dalej – złamany paznokieć uniemożliwia jakikolwiek ruch... „Wolę pierwsza uderzyć niż ciągle brać po łbie” – mówi Whiterspoon, zrywa sama paznokieć i... przypadkowo zrzuca but w przepaść. To szczery film, bo sama książka jest oparta na faktach. Cheryl Strayed opisała własną podróż, którą odbyła po śmierci matki, gdy jej dopiero co zawarte małżeństwo straciło sens i się rozpadło, a ona sama zaczęła z przygodnym kochankiem brać narkotyki. Żeby odnaleźć sens życia, wyruszyła szlakiem Pacific Crest Trail – jednym z trzech najdłuższych w USA. Pokonała kilka tysięcy kilometrów bezdroży, pustynię Mojave i góry, skrzętnie spisując swoje przygody w pamiętniku. Książka stała się bestsellerem, zaś sama Strayed – wzorem do naśladowania. Kobiety zaczęły zwiedzać świat na całego, bez mężów i partnerów, bez wygód i z daleka od typowych wakacyjnych destynacji. Idą w ślady Frei Starck, która w latach 30. poprzedniego wieku przemierzała pustkowia Bliskiego Wschodu oraz Dervli Murphy, która na rowerze dojechała z Irlandii do Indii. Podróżowanie staje się modne dzięki mediom społecznościowym – profile eksploratorek na Instagramie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Liczby mogą szokować! Aż pół miliona ludzi obserwuje Amerykankę Cassie DePecol, która dotarła do wszystkich 196 krajów świata i zrobiła to 18 miesięcy i 26 dni. 

Gdzie jest bezpiecznie?

„Powrót do domu jest najtrudniejszą częścią długodystansowych wędrówek. Jesteś trochę jak puzzle, do którego twój kawałek nagle przestał pasować” – twierdzi pisarka i podróżniczka Cindy Ross z USA, która przeszła „Triple Crown of hiking”, czyli trzy najtrudniejsze i najdłuższe szlaki wędrówek za oceanem. Kłopot w tym, że każdy wyjazd jest inny, a więc o złożeniu „puzzle” z różnych doświadczeń kulturowych czy społecznych nie ma mowy. Jak na przykład ocenić czy miejsce jest bezpieczne? Zapytać mieszkańców? Oni nie zawsze są obiektywni. Podróżniczki powinny korzystać z oficjalnych podpowiedzi. W Polsce to np. strona „Polak za granicą” , a jej odpowiednikiem z informacjami ze świata jest portal CIA. Warto zajrzeć do corocznie aktualizowanego raportu GPI, gdzie można znaleźć oceny 163 krajów pod kątem bezpieczeństwa osobistego, konfliktów wewnętrznych i stopnia zmilitaryzowania – im mniej punktów w rankingu GPI, tym podróżujące są bardziej bezpieczne. 

Śladami dawnych eksploratorek

Elise Wortley zainspirowała Alexandra David-Néel, która jako pierwsza kobieta dotarła do Tybetu z Europy. Brytyjka zafascynowana historią sprzed lat, postanowiła, że pójdzie jej śladami. Odtworzyła trasę na podstawie książki David-Néel „Podróż do Lhasy”, a potem wyrzuciła... nowoczesny ekwipunek. Zamiast zabrała płaszcz z wełny jaka, miękkie buty (nieco przypominające walonki) oraz bawełnianą bieliznę – Elise Wortley wszystko wzorowała na tym, czego kobieta z Europy mogła używać na początku XX wieku. Nawet plecak zbudowała sama, wykorzystując do tego stare... krzesło, wiklinowy koszyk kupiony na indyjskim targu oraz linę. Wyprawa się udała! Brytyjka przeżyła himalajskie mrozy bez namiotu i bez środków higieny osobistej, a teraz pokonuje na piechotę Szkocję. Podobnie jak podczas wypadu w Himalaje, ma ze sobą wyłącznie ekwipunek z epoki. „Pozwoliłam sobie na kilka drobiazgów, które w czasach Sheperd były już wymyślone. Dlatego oprócz stanika niosę tampony, wazelinę do rąk oraz czerwoną szminkę. Wszystko kupiłam na aukcjach albo w lumpeksie w Brixton” – twierdzi 28-letnia Brytyjka. 

Mistrzyni samotnego marszu

Sarah Marquis – nominowana przez magazyn „National Geographic” do nagrody Adventures of the year – potrafi miesiącami zrezygnować z wanny, śpi wyłącznie w namiocie, nie boi niedźwiedzi ani wilków. W wolnych chwilach pisze książki. Jest eksploratorką, pisarką i mówcą motywacyjnym. Na piechotę w 3 lata (!) przeszła z Syberii na pustynię Gobi, a później także do Chin, Laosu i Tajlandii – trasa liczyła 20 tys. km. Na koncie ma trawers Australii, oczywiście w środku upalnego lata. 
W Nowej Zelandii przeżyła 30 dni bez kupowania jedzenia. Pustynię Gobi pokonała bez wody, zaś Kanadę w kanu. W jego podróżniczej karierze była też 8-miesięczna wędrówka po Andach oraz... szlak z książki Cheryl Strayed. 


Obiegła cały świat

„Dobrze jest być tak, gdzie jest bezpiecznie i jak w domu. Dla mnie najlepszym domem jest moje własne ciało” – twierdzi 73-letnia Brytyjka Rosie Swale Pope, która... obiegła cały świat. Przemierzyła 32 tysiące km z bagażem, który holowała w małym wózku. Podróż dookoła globu zajęła jej pięć lat, w tym czasie zniszczyła 53 pary butów. Nie poddała się nawet wtedy, gdy po złamaniu żeber kończyła wyprawę o kulach. Jej sportowe wyprawy zawsze mają szczytny cel. Rosie Swale Pole zebrała m.in. ćwierć miliona funtów z myślą o sierotach w Rosji. Wcześniej brała udział w konnej wyprawie przez Chile (4 tysiące km w siodle) oraz przepłynęła Atlantyk łodzią, która była tylko nieco dłuższa od kajaka. Żeglowała z Australii do Wielkiej Brytanii (i z powrotem) przez przylądek Horn. Swoje przygody opisała w podróżniczych wspomnieniach „Mała wielka podróż”. 

Mąż w koszu

Lois Pryce uważa, że należy ignorować pesymistów, bo ryzyko jest istotną częścią życia, bez względu na płeć. Dlatego swoje wyprawy – zwykle samotne – odbywa na motocyklu. Brytyjka odwiedziła już Iran, pokonała szlak z Alaski do Argentyny, prowadziła kobiecą wyprawę jednośladami po Brazylii. W 4 miesiące na dwóch kołach dotarła z Londynu do Kapsztadu w RPA. Tylko na jedną wyprawę pojechała z własnym mężem. Musiał jednak podróżować z boku, w tzw. koszu (jechali trzykołowym motocyklem Ural produkowanym w Rosji). 

49 szczytów

Pasją Emmy Svensson jest wspinaczka wysokogórska i fotografia. Zaczynała od zdjęć na koncertach muzycznych, teraz jest jedną z bardziej wziętych fotografek mody w Szwecji. Ma własne studio, w którym zatrudnia 12 osób. Każdą wolną chwilę, od chwili gdy pierwszy raz w samolocie zobaczyła film Everest, spędza w podróżach górskich. Po wejściu na Elbrus Emma Svensson wymyśliła projekt – wejście na 49 najwyższych szczytów europejskich w ciągu zaledwie roku. Sprzedała własne mieszkanie, żeby go zrealizować! Kolejny cel? Najwyższe szczyty Ameryki. I zbieranie pieniędzy na szczytny cel – ratowanie lasów amazońskich.

Strzała z Mongolii

Paola Giacomini zwiedza świat konno. Najpierw pokonała Alpy szlakiem wilków, o których napisała książkę. Wyprawa trwała 80 dni – Włoszka przejechała wtedy ponad 2 tysiące kilometrów z daleka od asfaltu. Gdy usłyszała legendę o krakowskim hejnale i trębaczu, który zginął od mongolskiej strzały, postanowiła przejechać trasą, którą do Polski i Europy przed wiekami zmierzali tatarscy wojownicy. Wyruszyła w roku 2018 z miasta Charchorin-Karakorum, dawnej stolicy chanów mongolskich, wioząc konno replikę strzały sprzed wieków. Wyprawa na dystansie 8000 km trwała 500 dni.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również